praca magisterska koszty pracy

Patrzysz na posty wyszukane dla słów: praca magisterska koszty pracy





Temat: Przeszkody legislacyjne w starcie zawodowym
W ankiecie jest mowa o rozwoju zawodowym, czyli zasadniczo jest zgoda, że chodziło traktowanie archeologii w kategorii uprawianego zawodu a nie hobby. Prawdę mówiąc nie wiem czy jest sens głębszej dyskusji na ten temat, bowiem to czy komuś uda się uprawiać archeologię w kategorii zawodowej weryfikuje rzycie. Spróbowałem, pokazać z czego wynika ograniczenie dostępu do zawodu. Z jednej strony z przepisów o uprawnieniach zawodowych, ale także z tego, że proces realizacji badań archeologicznych w każdym przypadku to proces realizacji komercyjnego zlecenia badań archeologicznych. To, że dzielimy badani a na inwestorskie i nieinwestorskie, nie oznacza, że przestają one być ratownicze, za każde ktoś musi zapłacić, od poziomu tego finansowania zależy zakres badań oraz poziom zatrudnienia (tylko studenci oraz wolontariusze pracują za darmo).

Zwiększając finansowanie badań oraz zakres, czy też standardy badań i dokumentacji tworzy się nowe etaty. Regulacje prawne dzięki którym jest to możliwe uważam za mądre, te które likwidują priorytet IV i wsadzają tą kasę prosto do kieszeni inwestora bez zmiany zakresu badań uważam za głupie, wręcz szkodliwe dla archeologii, nie wspominając o próbie ograniczenia kompetencji WKZ dotyczących zakresu prowadzonych badań. (dalszy spadek zatrudnienia w archeologii), proponuję uważną lekturę aktualnych propozycji zmian dotyczących finansowania inwestorskich badań archeologicznych, i tłumaczenia będą zbędne. Rynek pracowniczy w archeologii jest nasycony, poza łopatą (praca dorywcza), nie ma w archeologii nowych miejsc pracy, dlatego wynik ankiety jest taki a nie inny.

W końcu z czegoś taki wynik musi wynikać?
I teraz pytanie do autorów ankiety, czy studia podyplomowe kierowane są do absolwentów archeologii, których coroczny dopływ ma się nijak do możliwości zatrudnienia poza „łopatą” (przy łopacie ta wiedza im się nie przyda), czy do archeologów „na etacie”?

Dużo zależy od kosztu takiego studium, wiedza zdobywana w takim studium jest wartościowa, tylko, studia podyplomowe to nie studia magisterskie. Na studia podyplomowe idą ludzie z konkretnym celem, ten cel to zdobycie potrzebnej wiedzy wykorzystywanej w praktyce, tudzież zdobycie niezbędnego profili wykształcenia albo uprawnień zawodowych. Jeśli studia umożliwią jej absolwentowi znalezienie pracy, lub lepiej płatnej pracy w archeologii „na etacie”, to będą chętni, jak będą dawały tylko papier bez przełożenia na korzyści zawodowe, to może być problem z chętnymi.

Studia takie nabierają sensu, gdy np. Ministerstwo Kultury ogłosi, że przystępuje do zmiany standardów oraz zakresu badań archeologicznych, że np. po roku 2012 pewne standardy dokumentacji muszą zostać zasępione przez inne nowoczesne. O i wtedy trzeba się tego nauczyć albo zatrudnić osoby to potrafiące. Gdy w archeologii będzie można mówić o zawodowej specjalizacji, ten zajmuje się tym, ten jest od tego, a ten od tego – to studium ma zagwarantowane obłożenie.

Studia są wartościowe, jeszcze raz powtórzę, wykładowcami są tam cenione przeze mnie osoby, gdyby to były studia dzienne, to z takim programem byłyby bezkonkurencyjne w skali kraju. Problem jest zamknięcie i hermetyczność rynku pracy w archeologii, zmuszające absolwentów do podejmowania studiów podyplomowych, ale w celu szybkiego przekwalifikowania się a nie pogłębienia wiedzy zawodowej. Przy obecnym rynku pracy pogłębiona wiedza zawodowa nadal nie gwarantuje zatrudnienia „na etacie”, zwłaszcza przy świadomości, że WKZty nie oczekują stosowania tej wiedzy w praktyce zawodowej, a jej stosowanie to wyłącznie przejaw pewnego rodzaju filantropii, bo raczej z zasady bardziej skomplikowane metody badań i dokumentacji, podrażają i wydłużają proces badań. Zatem jeśli nie ma nakazu ich stosowania ze strony WKZ jest to nieekonomiczne, może te studia powinni podjąć obowiązkowo pracownicy WKZtów, aby wiedzieli, co oznacza określenie archeologia XXI w?

Znowu wracamy do kwestii dostosowania prawa do możliwości badawczych współczesności.

To program studiów archeologii XXI w tylko archeologię mamy z połowy wieku XX.
Jeśli koś ma ambicję uprawiać taką archeologię, to się na te studia wybierze, jeśli nie ma to nie pójdzie, bo nie musi.

http://www.archeologia.byd.pl/userfiles/files/lineup%20-%20zarzadzanie%20w%20archeologii.pdf

Aby dostosować polską archeologię do tego programu studiów trzeba wprowadzić sporo zmiana legislacyjnych, dotyczących zarówno standardów jak i finansowania badań archeologicznych.

To powinien być program IV i V roku studiów magisterskich.
Może, wypowiedziałby się ktoś jeszcze, bowiem moje poglądy są specyficzne. Może jest lepiej niż to maluję.

Stysz dnia Nie 15:34, 25 Sty 2009, w całości zmieniany 1 raz



Temat: Prośba o opinię i "sposób" na diagnozę...
Witam,

od jakiegoś czasu podejrzewam u siebie ADHD i już któryś raz podchodzę do
tego tematu. Niestety za każdym razem coś mnie od tego odciąga i gdzieś
temat sam naturalną śmiercią ginie pod stosem innych spraw.
Pamiętam, że już w pierwszych klasach podstawówki sadzano mnie w
pierwszej ławce, żebym uważał, kazano powtarzać ostatnie zdanie,
wiecznie odrabiałem zadania na kolanie przed lekcją, budziłem się o 6
rano i przypominałem sobie, że muszę oddać rysunek na plastykę, z
plecaka rodzice potrafili wyjąć 7 śniadań których nie zjadłem, etc.
Pod koniec podstawówki miałem też sukcesy, głównie w matematyce i
informatyce, aczkolwiek przychodziło mi to raczej bez trudu.
W zasadzie 6ki z tych przedmiotów przeplatały się z dostatecznymi z
reszty. W liceum było już zdecydowanie gorzej. Pierwsza klasa jeszcze
jakoś mi poszła, bo wszystko było nowe, natomiast dalej były (poza
informatyką) same zagrożenia, areszty domowe żebym się uczył,
awantury i ogólnie nerwowa atmosfera po wywiadówkach, na których
wychodziło, że mam np. 10 pał i 4kę z jednego przedmiotu i pięć innych
zagrożeń. Na studiach trochę odetchnąłem, bo studiowałem to, co mnie
interesowało (inf.) i do tego traktowano mnie jak dorosłego człowieka
(tzn. mogłem wybierać zajęcia, opuszczać wykłady które mnie nudziły
i tak dalej). Po skończeniu licencjatu poszedłem na studia uzupełniające
magisterskie, gdzie w zasadzie było to samo od nowa i do tego żeby
je skończyć musiałbym sam nadrobić kilka matematycznych przedmiotów
których wcześniej nie miałem i je zdać. No i na tym poległem,
zrezygnowałem z dalszej nauki, bo to była droga przez mękę.
W pracy znowu powiało świeżością i było nawet ok. Co prawda przez
dwa lata zaliczyłem w niej 3 działy i praktycznie zajmowałem się 3
różnymi dziedzinami.
Gdy zaczęło mi się nudzić przeskoczyłem do firmy, która wysyłała ludzi
za granicę na kontrakty i od razu wyjechałem na zachód.
Na początku było fajnie, nowe miasto, nowe środowisko, ludzie, praca,
natomiast proces nudzenia się zdecydowanie przyspieszył. Starczyło
tego na jakieś pół roku, a po ośmiu miesiącach byłem już tak znudzony,
że wymyśliłem sobie nowy-genialny-plan-na-zycie(TM), rzuciłem tą
pracą i wróciłem do kraju. Zrobiłem sobie wakacje, wydałem trochę
ciężko zarobionych pieniędzy i szukam teraz czegoś nowego.
Problem polega na tym, że ja już w tej chwili wiem, że 8h dziennie przed
monitorem to ja wytrzymam najwyżej pół roku, góra rok, a później
będzie dokładnie to samo.

Chętnie skupiłbym się na szukaniu tego co chce robić, ale niestety
jestem z małego miasta i tu w zasadzie nie ma opcji. Wynajmowanie
mieszkania w pobliskim Krakowie i życie w nim samemu, to spory
koszt, co w zasadzie skazuje mnie, przynajmniej na początku, na
szukanie pracy w IT. I koło się zamyka. Zdaję sobie sprawę, że nie
ma tragedii, ale doszedłem do wniosku, że tak dalej być nie może.
Doszedłem do punktu w którym nic mi się nie chce, wszystko mnie nudzi,
nic nie warto zaczynać, bo i tak się nie uda, nie za bardzo mam jakieś
krótkoterminowe cele, znajomi się wykruszyli, albo się z nimi skłóciłem i w
sumie w bliższej perspektywie widzę jedynie pracę której nie lubię i z
którą będę zmieniał co 6-12 miesięcy tylko po to, żeby mieć gdzie
mieszkać i co jeść, żeby chodzić do pracy.
Jasne, da się to przetrwać, z tym, że ja wychodzę z założenia, że tak to
będę musiał pracować jak będę miał rodzinę i nóż na gardle. Jeśli jest
moment na to, żeby powybrzydzać i zastanowić się co zrobić, żeby nie
wstawać co rano z przekleństwami na ustach, nie chcieć udusić
szefa kablem od telefonu i nie pić co drugi wieczór, to jest on teraz.

W związku z tym postanowiłem jeszcze raz wrócić do tematu ADHD, który
w mojej opinii tu pasuje, co myślicie? Przeczytałem z grubsza
Hallowella/Ratey'a, z 20 punktów wyszło mi chyba 17 i postanowiłem,
że to pora na profesjonalną diagnozę. Napisałem nawet e-mail do CBT
w Krakowie, żeby dowiedzieć się co i jak, no i od tego momentu mijają
już chyba ze dwa miesiące, a ja dalej nie zadzwoniłem. Wiecznie
wszystko odkładam na później, do tego nie mieszkam teraz w Krakowie
i myśl o wykonaniu takiego telefonu, dojechaniu do Krakowa na dany
termin etc. nie tyle mnie przerasta, co nie mogę się do tego za nic
zebrać. No i do tego dochodzą jakieś idiotyczne myśli o tym, że sobie
coś wmawiam i że jak się okaże, że to nie to, to się zbłaźnie czy coś.
Jakieś hinty?

Pozdrawiam, z góry dzięki za odpowiedzi, wybaczcie, że tak rozwlekle i...
nie krzyczcie na mnie za bardzo





Temat: Strange19. Praca magisterska
Na początek przedstawiam jeden z rozdziałów pracy inzynierskiej Kolegi strange19, którą niedawno otrzymałem. Praca nosi tytuł: Problemy związane z ogrzewaniem pasteryzowanych konserw mięsnych i w oparciu m.in o nią, strange19 pisze pracę magisterską, o czym dalej.
Doświadczenia Kolegi można wykorzystać choćby przy naszej produkcji szynkowarowej.

4.1. NIEKORZYSTNE ZMIANY ZACHODZĄCE PODCZAS OGRZEWANIA

Podczas ogrzewania konserw mięsnych może dojść do sytuacji, w której farsz będzie niedostatecznie wyjałowiony, skutkiem tego może być nietrwałość mikrobiologiczna wsadu konserwy, a w konsekwencji możliwość wystąpienia zatrucia pokarmowego. Jeśli konserwa mięsna pobiera zbyt dużą dawkę ciepła to zachodzi w niej wiele niekorzystnych zmian, które prowadzą do pogorszenia jej jakości organoleptycznej oraz odżywczej. Przeprowadzając procesy ogrzewania musimy pamiętać o zmianach, jakie następują w tym czasie w konserwie. Konserwa mięsna powinna być ogrzewana w odpowiednio wysokiej temperaturze i dobranym czasie tak, aby wszystkie drobnoustroje zostały zinaktywowane, również te przetrwalnikujące. Zastosowanie wysokiej temperatury i długiego ogrzewania konserwy wiąże się jednak ze zmianami organoleptycznymi, które zachodzą w produkcie (zmiany sensoryczne i odżywcze). Podczas obróbki cieplnej zwiększa się ilość wycieku cieplnego, który jest ściśle określonym i istotnym parametrem jakościowym. Szczególnie jest on ważny w odniesieniu do szynek i łopatek pasteryzowanych. Wyciek cieplny w konserwach mięsnych jest uzależniony od temperatury, długości ogrzewania, składu wsadu konserwy, dodatków i przeważnie powstaje w trzech etapach. Pierwszy etap tworzenia się wycieku następuje między 35oC a 55oC i jest związany ze skurczem białek miofibrylarnych. Drugi etap wycieku cieplnego rozpoczyna się powyżej 55oC a trzeci powyżej 60oC. Obróbkę termiczną konserwy pasteryzowanej prowadzimy tak, aby nie doprowadzić do znacznego pogorszenia jej jakości żywieniowej, zminimalizować degradację składników odżywczych konserwy, między innymi białka (lizyny), witamin z grupy B i witaminy C, jak również minerałów i pierwiastków. Przeprowadzono doświadczenie [Bender i Husaini 1976] ogrzewania tkanki mięśniowej wołowiny w czasie 3 godzin. Pierwsza próbka została ogrzewana w temperaturze 121oC a druga próbka w temperaturze 70oC. Udowodniono, że próbka ogrzewana w wyższej temperaturze wykazała dwukrotnie większe straty lizyny. Udowodniono także, że obróbka termiczna w wyższej temperaturze niż 100oC powoduje pojawienie się siarkowodoru, siarczków i dwusiarczków oraz zwiększenie się ilości produktów reakcji Maillarda. Wzrost tych wszystkich zagrażających konserwie produktów ubocznych jest wprost proporcjonalny do intensywności ogrzewania. Dlatego też najlepszym sposobem ogrzewania konserw tak, aby nie zaszły procesy degradacji białek i witamin jest pasteryzacja. Kontrolując proces ogrzewania i łagodząc go do temperatury pasteryzacji możemy uzyskać konserwę o założonej jakości sensorycznej i równocześnie inaktywować niepożądane enzymy i niepożądaną mikroflorę. Zastosowanie wyższej temperatury lub dłuższego czasu pasteryzacji powoduje obniżenie wartości odżywczej oraz organoleptycznej konserwy przy równoczesnym wzroście kosztów produkcji.
W czasie obróbki termicznej konserw mięsnych zmiany w konserwie i degradacja białek głównie lizyny, jak już wspomniano powoduje wydzielanie się siarkowodoru. Jeśli zwiększymy długość ogrzewania konserwy w temperaturze 100oC z jednej godziny do dwóch godzin ilość wydzielającego się siarkowodoru wzrośnie z 0,25 mg % do
0,55 mg % [Pezacki W. 1968]. W czasie wzrostu czasu ogrzewania w temperaturze 100oC ilość wydzielającego się siarkowodoru jest proporcjonalna do długości tego ogrzewania. Im temperatura dogrzania konserwy jest wyższa, tym ilość wolnego siarkowodoru jest większa. W celu zmniejszenia wydzielanego się wolnego siarkowodoru konserwy należy pasteryzować i obracać podczas procesu obróbki cieplnej. W temperaturze wyższej od 83oC tworzą się z rdzenia blachy jony żelaza jako następstwo zachodzących w tych warunkach reakcji elektrochemicznych [Pezacki W. 1968].

Jutro w całości znajdzie sie na stronie głównej.
Do tekstu dodam prośbę Kolegi strange19:
"Witam
Temat mojej pracy brzmi – " Założenia do produkcji konserwy mięsnej turystycznej typu SSP - shalfe stable product" posiadam dużo książek na temat produkcji konserw i również publikacje Michalskiego, ta praca magisterska opiera się już o moją prace inżynierską, którą pisałem 1,5 roku temu, jednak teraz przeprowadzam badania, i chodzi mi o sprawdzenie jakie dodatki obniżą aktywność wody w konserwach poniżej 0,96 w celu przedłużenia trwałości, również dlatego, żeby można było konserwy pasteryzować a nie sterylizować. W pierwszym cyklu badań dodawałem izolaty sojowe, hydrokoloidy, karageny i vitacel, jednak w konserwach, w których zastosowałem vitacel i izolat sojowy jednocześnie aktywność wody obniżyłem do 0,968 mimo tego konserwy nie były akceptowalne przez konsumentów ponieważ były strasznie suche. Jeśli może Pan w jakiś sposób pomóc to bardzo proszę o podpowiedzi.
Przesyłam moją prace inż. Moja praca mgr jest typowo badawcza, a więc dopiero sprawdzam jak działają różne dodatki funkcjonalne do obniżenie aktywności wody w konserwach mięsnych. Głównie opieram się o książki i artykuły zamieszczone w bibliografii pracy, przed wszystkim na pracy mojej promotorki Danyluk B. (2007): Sterowanie procesem pasteryzacji konserw mięsnych na podstawie nowego modelu wyznaczania stopni letalności. Rozprawy naukowe. Wydawnictwo Akademii Rolniczej, Poznań. Chciałbym tak obniżyć aktywność wody w konserwach aby można było je poddać niższej obróbce termicznej w celu zmniejszenia strat substancji odżywczych mi. aminokwasów - lizyny, ale również innych. Myślałem o większym dodatku słoniny, i mleczanów wapnia i kazeinianów wapnia, nie chce powtarzać badań, w których był wykorzystywany mleczan sodu, mijałoby się to z moimi założeniami. Zastanawiam się również nad dodatkiem tłuszczu roślinnego i karagenów. Załączam również recepturę, którą chciałbym teraz zrobić.
Dziękuje za pomoc.
strange19"

Materiały zostały już przesłane do technologów i poczekamy na ich wypowiedzi.
Jutro razem z pracą, wkleję także receptury.



Temat: Tematy prac magisterskich
Witam serdecznie,
Zgodnie z umową podaję tematy prac magisterskich jakie zostały przyjęte na ostatnim seminarium. W przypadku jakichkolwiek uwag, czy pomysłów - pozwalam sobie na ich dodanie pod tematem. Podane tematy są tymi, które otrzyma w dniu jutrzejszym dziekan.

1. Życiński Tomasz "Możliwość wykorzystania e-commerce w przedsiębiorstwie".
Temat jest w gruncie zgodny z tym co otrzymałem od Pana Tomasza, nastąpiła jedynie droba modyfikacja nie mająca wpływu na zawartość planu pracy.
Panie Tomaszu - na kolejnym seminarium oczekuję całego, w miarę ułożonego planu pracy oraz literaturę. Pierwsze "rozdziały" czy część pracy którą w planie pracy od Pana otrzymałem (tj. przedsiębiorstwo w społeczeństwie informacyjnym, czy też internet - nowy wymiar działalności organizacji) proszę już powoli pisać.

2. Mączyński Piotr "Negocjacje handlowe w Internecie"
Temat jest ok, oczekuję jedynie planu pracy. Proszę zacząć pisać pracę.

3. Walkiewicz Łukasz "Zastosowanie Internetu jako medium reklamowego na przykładzie firmy...."
Panie Łukaszu - myślę że tak może ten temat wyglądać. Przynajmniej na razie, później kiedy się okaże że wymaga modyfikacji, to się ją zrobi. Proszę pisać pierwszy rozdział, kolejne dotyczące promocji w Internecie oraz strategii promocji internetowej oraz promocji witryny w systemach wyszukujących - usiądziemy na spokojnie i się zastanowimy jak je "przemeblować". Myślę, że w Pańskim przypadku aspektem ekonomicznym w pracy może być wykazanie celowości zastosowania takiej formy kampanii reklamowej firmy która już jest znana i istnieje na rynku od lat - bo np. jest to tańsze rozwiązanie, umożliwia łatwiejszy i prostszy kontakt z kontrahentami i klientami - niż formy tradycyjne, co ewentualnie będzie można wykazać w analizie.

4. Stępień Kamil "Elektroniczny biznes - nowe wyzwania w zarządzaniu firmą na przykładzie firmy sadowniczej"
Panie Kamilu, plan pracy jest w porządku, bibliografia również. Proszę pisać pracę (pierwszy rozdział). Trzeba będzie się zastanowić nad rozdziałem ostatnim - czwartym którego w chwili obecnej nie ma, ale myślę że Pan pamięta co mówiłem po wykładzie - wykazanie ekonomicznego sensu funkcjonowania w rynku e-biznesu firmy Eurosad (nazwa zobowiązuje) i otwarcie się na rynki elektroniczne, światowe, globalizację. Czyli rozwój firmy od działalności lokalnej do globalnej. Pokazać kroki rozwoju firmy.

5. Duczkowska Aneta "Funkcje reklamy i jej zastosowanie w kampanii wyborczej"
Z grubsza tak będzie na chwilę obecną temat brzmiał. Pani Aneto, można pisać pierwszy rozdział, proszę pomyśleć o wprowadzeniu zagadnień kampanii wyborczej w sieci w aspekcie rozwoju nowych technologii, społeczeństwa informacyjnego. Czyli można się pokusić o dodanie informacji nt. działających elektronicznych systemów wyborczych, gdzie wyborca może głosować za pomocą elektronicznej platformy, oddając głos w domu - nie tylko podczas wyborów do wysokich izb, ale także np. podczas wyborów samorządowych itp. Czyli możemy się pokusić o pewną analizę czy też prognozowanie co może dać pozytywnego zastosowanie IT w społeczeństwie wiedzy, jakie są tego słabe i mocne strony, szanse i zagrożenia (np. dostępność i łatwość głosowanie, a wykluczenie cyfrowe osób np. starszych).

6. Łukasz Wtorkowski "E-biznes - nowe wyzwania w zarządzaniu firmą"
Panie Łukaszu, oczekuję w ramach tego wstępnie ustalonego tematu planu pracy oraz bibliografii. W skrócie - typowa droga do e-biznesu - od firmy tradycyjnej do nowoczesnego przedsiębiorstwa dynamicznie planowanego, z dominującą strategią e-biznesową oraz podejściem że klient jest najważniejszy.

7. Krupiński Konrad "Zarządzanie reklacjami klientami - CRM"
Temat jest Panie Konradzie, teraz prosze o plan pracy, bibliografię, najwyższy czas już też pisać (po zatwierdzeniu planu pracy) pierwszy rozdział.

8. Jędrych Krzysztof "Usługi bankowości elektronicznej na przykładzie BZWBK"
Panie Krzysztofie - temat już ustalony, wie Pan dokładnie co chce pisać, literatura również jest znana i gromadzona. Proszę jedynie o plan pracy i cóż mogę dodać, proszę pisać pierwszy rozdział.

9. Żółtek Mariusz "Wykorzystanie telefonii komórkowej w małej firmie"
Panie Mariuszu - proszę się dokładnie zastanowić nad tematem pracy oraz planem pracy. Czy ten temat będzie Panu odpowiadał, czy napisze Pan o usługach GSM dostępnych i przydatnych w funkcjonowaniu firmy (może pod kątem zastosowań wraz z przykładami, że firmy funkcjonują "głównie" z wykorzystaniem technologii gsm). Przykładów na tezę i temat pracy może być wiele - od porównania telefonii analogowej i cyfrowej poprzez ich wykorzystanie aż do VoIP, a także do np. m-biznesu czyli WAP i usługi, strony WAP, sprzedaż i dystrybucja dóbr niematerialnych (takich jak bramki sms, loga, dźwięki, gry, aplikacje, melodie, mikropłatności sms itp.). Czekam na plan pracy, bibliografię.

10. Biskup Michał "Prawo Moora a rozwój technologii informatycznych"
Panie Michale - tak jak to ustaliliśmy praca omawiałaby najważniejsze kamienie milowe rozwoju IT i tego jaki obecnie kształt przyjął sprzęt komputerowy z pewną prognozą na przyszłość (nikt nie jest prorokiem, ale pokusić się można mając wiedzę o tym co było, jakie projekty się nie przyjęły, a jakie zbyt wcześnie się np. pojawiły na rynku). Analiza pracy to byłoby owo overclockerskie porównanie możliwości sprzetu z różnych półek i tego co można z niego "wycisnąć" za odpowiednie pieniądze, przy założeniu że się znamy na sprzęcie i kupujemy dobre podzespoły, umożliwiające zastosowanie owej techniki. Dobrze byłoby to poprzeć ekonomią - czyli cenami, porównaniem ich, zaoszczędzonymi kwotami, wykresami z mierzalnym i uwidocznionym przyrostem mocy podkręconych podzespołów, czy całego systemu. Może warto się też pokusić o analizę SWOT takiego rozwiązania - czyli czy warto podkręcać czy też nie, czy więcej jest zagrożeń a może możliwości i szans na uzyskanie wydajniejszej maszyny niższym kosztem ? A może nie warto - ze względu na zagrożenia ? Czekam na plan pracy, bibliografię.

To tyle. Proszę o opinie, uwagi i odniesienie się do powyższego.
ps.
pozostałe, niewymienione osoby a chodzące na seminarium (i piszące u mnie pracę mgr) proszę o jak najszybszy kontakt celem ustalenia tematów prac.



Temat: zbliza sie koniec konca ;///
Jestem z Kamilem prawie 5 lat. W tym 2 razy się rozstawaliśmy na okres 3-4 miesięcy. Poznaliśmy się na studiach. Zaczęliśmy ze sobą chodzić dopiero na 2 roku studiów. Z początku on nie był chętny związkowi, powodem była odległość. Nie duża ale dla niego znacząca - 24 km. Uważał, że taki związek na odległość może nie przetrać. Mimo wszystko zdecydował się spróbować.

Nasze początki wspominam bardzo miło. Spędzaliśmy czas ze sobą na uczelni i po za nią. Czułam się wspaniale, czułam motylki, do dziś mile ten czas wspominam.

Kiedy nadeszły wakacje spotykaliśmy się raz na tydzień. Raz on do mnie przyjeżdżał raz ja do niego. Po pół roku w moje urodziny nocował u mnie po raz pierwszy. Do niczego nie doszło wtedy.

Nadeszły nasze 2 wakacje on miał wtedy iśc do szkółki wojskowej na 6 tyg. Zaczęłam się w tym czasie od niego oddalać, awantury o byle co szły. Jakoś tak wyszło że na wesele do kuzynki poszłam z kolega on za to wściekł się i zerwał ze mną (bo nie mógł iść- wolał przyjechać do domu i nachlać się jak świnia niż ze mna na wesele iść). Po 3 miechach mój zaczął do mnie sms pisać dzwonić, prosić czy nie spróbujemy ponownie. Zgodziłam się.

Wtedy zaczął się też 7 ostatni semestr studiów. Mięliśmy zajęcia tylko raz w tygodniu, a on zaś pracował jako pomoc w budowie. Do listopada. Na zajęcia nie zawsze przyjeżdżał. Spotykaliśmy się rzadko raz na 2-3 tyg. Ale jakoś to szło. Ja w tym czasie pisał pracę na obronę , bo chciałam szybko ją napisać, on zaś obijał się. W maju obroniłam się a on nawet nie ruszył swojej pracy.

Przed kolejnymi 3 naszymi wakacjami zerwałam z nim, nie wytrzymałam tego że rzadko się widywaliśmy. Po jakimś czasie zapoznałam kolegę mojego kolegi, zaczęliśmy spotykać się, ale koleś zaczął mnie oszukiwać i wszystko rozpadło się. A on nie mógł beze mnie żyć i we wrześniu zaczął zagadywać bym do niego wróciła i wróciłam. Spotykaliśmy się znów raz na tydzień, było między nami lepiej niż kiedyś. Ja rozpoczęłam studia magisterskie, a on nadal mordował się nad pisaniem pracy inżynierskiej. Kolejny rok był dobry. Doszło między nami do zbliżenia, mieliśmy plany, wyjazd wakacyjny. On napisał pracę dzięki mojej pomocy. Poszedł na staż od marca do września.

Potem chciał odpocząć, bo się zmordował tym stażem. Nic tak nie robił siedział 8 godzin tam. Potem zaczęło się między nami psuć. Powody związane z pracą, bo ile to można odpoczywać. Największy kryzys nastąpił w grudniu kiedy jego matka nie pozwoliła mu do mnie przyjeżdżać. Bolała ją ręka i chciała by jej pomagał. A ja byłam chora 2 tyg grypko mnie poważnie złapało. Spotkaliśmy się dopiero na Sylwka. Ale mało brakowało a byśmy go spędzili osobno, bo nie chciał matki samej zostawić (ojciec zmarl mu 7 lat temu).Ale matka tak się nachlała, ze ją zostawił sam i do mnie przyjechał.

Na początku stycznia wpadł na pomysł, że zostanie żołnierzem zawodowym (jak niektórzy jego koledzy). Zaczął ćwiczyć i dopiero w lutym szukać w jednostkach roboty. I tylko koło siebie znalazł, zaliczył ćwiczenia, ale potym powiedzili mu że nie ma przyjęć. Nie wiem czemu tego wczesniej nie powiedzieli. Potem złożył podanie do jakiejś firmy u siebie i cisza. Wkońcu miał złożyć podanie do innej firmy ale dostał zawiadomienie z wojska że musi zrobić testy i badania, (obowiązkowo)Więc wybrał sobie daty przed i po świętach wielkanocnych (dlatego że za duży koszt na dojazdy wyjdzie).

Moim zdaniem on robote jak diabli odwleka. W święta zachorowałam i choruje do tej pory. Już ponad 2 tyg się nie widzimy a on każe bym do niego przyjechała, bo inaczej spotkamy się za 3 tyg. Nie rozumiem go jak chora moge do niego jechać ;/

Kazałam mu złożyć podania do roboty bo już wojsko załatwiła on, teraz nie mogę bo za tydzień lub 1,5 mam remont w domu. Malowanie pokoju i podłogi będą zakładane – ale nie wiem co on tam będzie robić, jak prace robotnik będzie wykonywać. Stwierdził, że jak remont skonczy się, złoży podanie do innej firmy 30km od niego bo wiecej płacą i będzie sobie dojeżdżać. Myślę że znów to się źle skonczy.

Ja niedawno obroniłam pracę magisterską. Czekam na dyplom. Dowiadywałam się o robotę. Mam duże szanse ale dopiero w czerwcu (bo firma ma remont), tylko że w miejscowości 70 km ode mnie (od niego koło 50). Szukam obecnie mieszkanka na wynajęcie, bo chce tam przeprowadzić się. Kiedy powiedziałam mu o swych planach on nie przejął się. Powiedział, że jakoś będziemy sobie radzić, spotykać się w weekendy. Ale nie będzie do mnie przeprowadzać się. Woli do domu przyjeżdżać bo tak ma wygodnie, obiadek, swoje łóżeczko itp. Trudno nic na to nie poradze jeśli nie chce ze mną wyjechać.

Do tego wnerwia mnie jego matka. Kiedyś było dobrze, teraz nie. To znaczy kiedy jestem u niego nom stop siedzi w jego pokoju. Nie mamy intymności, mówiłam mu wiele razy że mnie to przeszkadza że moja mama nie siedzi u mnie jak on jest. A On nie widzi problemu. Do tego teraz uzależniła się i nom stop jak przychodzi z rynku ze swej roboty gra na kompie. Nawet nie ma kiedy pogadać na skype bo gra, jak jestem u niego ciągle gra. Wyjść nie raz się nie da bo zimna pogoda albo pada. A ona nom stop w jego pokoju. Jedynakiem nie jest, ma brata. Ale ona m rodzinę. Sam z matką tylko jest. Coraz bardziej myślę nad rozstaniem, że tak nie da się. Nie dosyć ta jego matka to jeszcze nie chce pracować (wymiguje się) i na dokładkę wyprowadzić się ze swojego domu nie chce. Wiadomo ciężko jest opuścić rodziców ale kiedyś trzeba.

Mój tato chciałby abym nadal mieszkała z nimi ale uszanował moja decyzję. Bo wie, że w większym mieście mam przyszłość niż z małym gdzie roboty nie ma.

Nie ma już sił na to wszystko. Czasami myślę, że ten wyjazd dobrze mi zrobi. Poznam tam nowych ludzi bo w swoim mieście nie mam nikogo każdy wyjechał do innych miast. Może tam wszystko odmieni sie. Mam dość takiego życia. chciałabym ułożyć sobie zycie. A ten do mnie my nawet nie mammy kasy by mieskanie kupić, na kredyt nie stać. Może za 10-15 lat zamieszkamy razem, bo teraz to nierealne. ;///



Temat: [Centrum] Dworzec i okolice

Dworzec butem otwierany

Oddajcie nam zegar na narożniku dworca! - apelują forumowicze na forum "Gazety". Ale zegar, który zniknął z budynku dworca głównego w Rzeszowie, stał się doskonałym pretekstem, by podzielić się wrażeniami na temat rozczarowujących efektów remontu tego budynku
ZOBACZ TAKŻE
Komentarz: Zemsta kolei? (03-05-09, 18:16) Trwa remont rzeszowskiego dworca PKP. Odczyszczona została elewacja, zamontowano nowe zadaszenie, wewnątrz odnowione zostały ceramiczne dekoracje ścian, układane są płytki.

- Połączyliśmy też poczekalnię z holem głównym i wybudowaliśmy toalety dla niepełnosprawnych - wylicza Mirosław Kruk, odpowiadający w PKP za największe dworce w Małopolsce i na Podkarpaciu.

Prace, które będą kosztować ponad 2 mln zł, mają się zakończyć w maju. Ale PKP utrzymuje, że to, co dzieje się na dworcu, remontem wcale nie jest: - To nie remont tylko estetyzacja, którą wykonaliśmy, mimo że miasto planuje tu dużą inwestycję, która może wiązać się z wyburzeniem dworca - mówi Kruk.

Oddajcie nam nasz zegar!

Efekty "estetyzacji", które już są widoczne, niekoniecznie przypadły do gustu mieszkańcom. Na gazetowym forum toczy się dyskusja pod wątkiem "komu przeszkadzał zegar na dworcu PKP" założonym przez forumowicza o nicku Tom. "Ten zegar na narożniku dworca był widoczny na całym placu dworcowym i na peronach. Całkiem przyzwoicie chodził. Komu to przeszkadzało? Oddajcie nam nasz zegar!" - pisze Tom. Wtóruje mu ds16 - "Zegar wróć!!!", argumentami wspiera Marian: "Narożny [zegar - red.] był bardzo praktyczny, widoczny z wszystkich stron".

Czy zegar wróci? - pytamy w PKP. - Nie wróci. Zamiast niego nad wejściem do budynku dla naszych pasażerów powiesiliśmy taki, który wyświetla godzinę, temperaturę i datę. A stary był w złym stanie technicznym - mówi Kruk. - Stary zegar był drogi w eksploatacji, cyfry tworzyły zapalone żarówki. To kosztowne, gdy żarówki świecą się non stop. Usłyszałem argument, że podróżni dworca autobusowego nie widzą teraz, która godzina. Dlaczego my mielibyśmy ich o tym informować?

Jak deklaruje Kruk, PKP chętnie udostępni stare miejsce miastu, by ono zamontowało zegar.

Ale miasto nie kwapi się do fundowania zegara: - Skoro był tam przed remontem, to powinien wrócić. Nie ten, to nowy. Ta propozycja PKP to spychanie na kogoś tego, co do nich należy - uważa Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa.

Jednak nie tylko brak zegara nie w smak jest forumowiczom. "Do sklepu z marchewką na moim osiedlu drzwi mi się przed nosem rozsuwają. W ZUS-ie (niedaleko dworca) otwiera je przede mną siłownik hydrauliczny. Natomiast główne wejście do hali poczekalni DWORCA GŁÓWNEGO PKP w wojewódzkim mieście nadal ma być otwierane ręcznie/butem przez podróżnych z bagażami w rękach? Bo wszystko na to wskazuje, że drzwi już wymieniono" - pisze rzeszowianin. A forumowicz Marian denerwuje się: "Czy kasjerki muszą siedzieć za szybami i komunikować się przez interkomy z 70. lat ? A jak już jest remont, to na tych szybach muszą być przyklejane taśmą klejącą dowolne ogłoszenia? Oczywiście tylko po polsku. Nikt nie wpadł na to, żeby napisać po angielsku, np. że zapłatę kartą należy zgłaszać wcześniej. Przecież zrobienie wszystkich napisów na dworcu po angielsku, niemiecku, rosyjsku i ukraińsku to dla miasta i PKP niewielki koszt".

Pomarańcz bije po oczach

Forumowicze punktują też:

* kolorystykę nowych dodatków na elewacji: po oczach bije zarówno niebieski z napisu Rzeszów Główny, jak i agresywny pomarańczowy z blaszanych ozdób. A jakby tego było za mało, apteka mieszcząca się w tym budynku zdecydowała się na wielki szyld w mocno czerwonych barwach;

* przezroczyste daszki, które zamontowano nad wejściami (jeden z elementów już jest potrzaskany), budynek nie został jeszcze oddany, a daszki już są zapaskudzone przez gołębie;

* niewymieniony wyświetlacz odjazdów i przyjazdów pociągów w głównym holu dworca, dlaczego nie zamontowano elektronicznego?

Forumowicz rzeszowianin podsumowuje swój post: "Pozytywne wrażenie zrobiło na mnie tylko to, czego zepsuć się nie da - piaskowiec na ścianach i marmur pod nogami. Ponieważ w Rzeszowie kształcą się już adepci architektury, podsuwam nieśmiało temat pracy magisterskiej - "Upadek polskiej szkoły architektonicznej na przestrzeni XIX-XXI wieku na przykładzie budynku dworca głównego PKP w Rzeszowie".

Ale Kruk wszystkie uwagi kwituje: - Taki projekt został zaakceptowany przez miejskiego architekta. Chłodnicki odpowiada na to: - Nie sądzę, żeby projekt był opiniowany aż w takich detalach.

Miasto zaniepokojone jest tymi uwagami: - Na pewno pojawią się tam urzędnicy i jeśli są tam rażące zaniedbania estetyczne, będziemy prosić, by zostały usunięte. Blacha przecież nie pasuje do kamienia. Inaczej też można rozwiązać problem daszków. Na pewno będziemy sugerować, by te niedociągnięcia zostały naprawione - zapowiada rzecznik prezydenta, i przypomina: - Cały ten obszar należy do kolei. Miasto zaakceptowało utworzenie tam centrum komunikacji z częścią hotelową i handlową, ale to kolej zobowiązała się poszukać inwestora strategicznego, który miałby zagospodarować ten teren.

* Czekamy na Twój głos

Co sądzisz o pracach, które mają poprawić wygląd rzeszowskiego dworca? Czy zgadzasz się z przytoczonymi opiniami forumowiczów? A może masz inne spostrzeżenia?

017 780 30 00

listy@rzeszow.agora.pl

www.forum.gazeta.pl zeszow

pytanie gdzie tam byl hol i poczekalnia ?? bo jakos tam tego nigdy nie zauwzylem, ten remont to byl zrobiony chyba na zasadzie aby tylko bylo ... przeciez 2mln to malo nie jest wiec ... po za tym juz lepiej aby sie pkp zrzeklo tego dworca to moze by powstalo cos normalniejszego i przynajmniej mialo by zadaszone perony a nie jak teraz ze ...



Temat: Jest organizator (sytuacja na Służewcu)
Totalizator Sportowy: Konsultant ujawniony
2006-10-05 22:47
lotto totalizator kula logo poziom

Wiemy, komu GTech zapłacił 20 mln dolarów za kontrakt z Totalizatorem.

We wczorajszym „Pulsie Biznesu” ujawniliśmy, że amerykański GTech za zdobyty w 2001 r. kontrakt z Totalizatorem Sportowym (TS), wart 250-300 mln dolarów, zapłacił tajemniczemu konsultantowi aż 20 mln dolarów. I że śledczy z Teksasu badają, na co poszły pieniądze. Czeka ich trudne zadanie, bo — jak przyznają władze GTechu — nie ma żadnej dokumentacji potwierdzającej pracę wykonaną przez konsultanta.

Drugi do brydża

Kto jest konsultantem? To Józef Blass, obywatel amerykański, który wyjechał z Polski po marcu 1968 r. Jest bliskim znajomym Wiktora Markowicza, założyciela i byłego prezesa GTechu. Panowie razem wspierają wiele inicjatyw kulturalnych środowiska amerykańskich Żydów i Polaków, razem też grają — na wysokim poziomie — w brydża sportowego.

Zeznając przed urzędnikami Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego (DBP) stanu Teksas, Blass przyznał, że kontrakt z GTechem otrzymał ze względu na przyjaźń z Wiktorem Markowiczem. Właściwie nie kontrakt, lecz kontrakty, bo Blassa z GTechem łączyły aż cztery umowy. Pierwsze pieniądze: 6 mln dolarów, konsultant zainkasował w 2000 r., a więc przed rozstrzygnięciem przetargu w Totalizatorze. A ostatni, najwyższy, kontrakt zawarty był na 10 lat (na tyle, co umowa GTechu z TS) i miał wartość 18 mln dolarów.

Zeznając w lipcu przed urzędnikami DBP, Bruce Turner, prezes GTechu, stwierdził, że ten największy kontrakt Blassa został niedawno wykupiony za „część pozostałej wartości, około 6 mln dolarów”. Jak się okazało, była to częściowa prawda. Miesiąc później wiceprezes spółki Don Switzer, na posiedzeniu Teksańskiej Komisji ds. Loterii, stwierdził, że wykupiono dużą część kontraktu, ale Blass „wciąż jest związany z GTech, wciąż nas reprezentuje”.

Bruce Turner zapewniał przy tym, że spłacenie kontraktu przed terminem i z upustem to efekt poszukiwania redukcji kosztów w związku z fuzją z włoską Lottomaticą, a nie niekorzystnego dla GTechu wypłynięcia informacji o podejrzanym kontrakcie. Szefowie GTechu (przyznają, że do dziś Józef Blass zainkasował 20 mln dol.) zapewniają, że wielokrotnie mówili konsultantowi, żeby z tych pieniędzy „nic nie trafiło do kogokolwiek z polskich władz, w żaden sposób, w jakiejkolwiek postaci”.

O mnie sza!

Jeszcze ciekawsze są zeznania Blassa, który nie pracował, ani według stawek godzinowych ani na zasadzie prowizji od przychodów czy zysków. Stwierdził on, że nigdy osobiście nie angażował się w działalność konsultacyjną w Polsce, a ostatnio był w naszym kraju tylko raz, i to z innego powodu. Kluczowe dla wyników śledztwa może okazać się dotarcie do dwóch kolejnych osób, które Blass zatrudnił, jak powiedział, do „monitorowania polskiego rządu”. Przy czym, co zastanawiające, nie pozwolił im na używanie swojego nazwiska w połączeniu z ich obowiązkami.

Skąd ta dyskrecja? Dlaczego Józef Blass nie chciał być łączony z pracą, za którą dostał 20 mln dolarów? Na razie te pytania muszą niestety pozostać bez odpowiedzi. Mimo wielu prób nie udało nam się z nim skontaktować. Udało nam się natomiast dowiedzieć więcej o nim samym.

Józef Blass jest synem Bronisława, wiceprezesa Narodowego Banku Polskiego w latach 1958- -68. Pracę magisterską obronił na Wydziale Matematyki Uniwersytetu Warszawskiego w czerwcu 1968 r. Miesiąc później wyjechał z Polski i osiadł w USA. Tam stał się fachowcem od programów emerytalnych i zaczął wykładać matematykę na stanowych uniwersytetach w Ohio i Michigan. Szczególnie bliskie związki łączą go z drugą uczelnią. To tam w 1973 r. współzakładał Fundację Mikołaja Kopernika, którą do dziś wspiera swoimi kontaktami i dotacjami. Fundacja organizuje wiele wydarzeń kulturalnych i akademickich promujących Polskę.

Kawaler orderu

Prowadząc działalność akademicką i społeczną, Józef Blass był i jest biznesmenem. Przed laty założył firmę inwestycyjną, którą później sprzedał z zyskiem jednemu z amerykańskich banków. Był też prezesem banku inwestycyjnego Capital Management Corporation w Michigan, a dziś jest właścicielem Pension Research Institute, dostawcy programów dla amerykańskich towarzystw emerytalnych.

W czasach PRL Blassa łączyły bliskie stosunki z podziemną opozycją. Po przełomie 1989 r. próbował doradzać polskim rządom przy reformie naszego systemu ubezpieczeń. Nie do końca go słuchano i dlatego potem krytykował przyjęte rozwiązania, m.in. wysokie opłaty od składek i brak zachęt dla pracodawców w tworzeniu pracowniczych programów emerytalnych.

W 1999 r. prezydent Kwaśniewski odznaczył go Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski: za wsparcie polskich inicjatyw na Uniwersytecie w Michigan, doradzanie polskim instytucjom przy przejściu do demokracji oraz zorganizowanie w USA konferencji naukowej poświęconej dziesiątej rocznicy Okrągłego Stołu (byli na niej m.in. prezydent Kwaśniewski i Adam Michnik). Z Aleksandrem Kwaśniewskim łączą go dobre stosunki do dziś. To dzięki nim były prezydent 25 października ma odwiedzić uniwersytet w Michigan, gdzie wygłosi wykład (według Blassa Kwaśniewski o uniwersytecie w Michigan miał powiedzieć: „mój uniwersytet w USA”).

Dawid Tokarz
Źródło:
Portal pb.pl



Temat: czy ktoś zdaje w tym roku egzamin na urzędnika?
180 tys. zł kosztuje wykształcenie urzędnika

Rozmawiamy z JACKIEM CZAPUTOWICZEM, dyrektorem Krajowej Szkoły Administracji Publicznej - Kryzys spowodował, że Krajowa Szkoła Administracji Publicznej nie będzie kształcić więcej urzędników. W tym roku dotacja z budżetu została zmniejszona o 0,5 mln zł. Trudna sytuacja w administracji spowodowała, że dyrektorzy generalni nie wysyłają pracowników na szkolenie do KSAP.

● W tym roku egzamin na urzędnika mianowanego zdało 530 osób z 1059 kandydatów, a rząd zarezerwował 1 tys. miejsc. Jak pan to ocenia?

– Ostatnio limit nie był wykorzystywany. Tak jak w latach ubiegłych egzamin składał się z trzech części – sprawdzianu wiedzy, umiejętności i predyspozycji kierowniczych. Najwięcej, bo aż 75 proc., zdało pierwszą część. Więcej trudności sprawił sprawdzian umiejętności składający się z testów. Zdało go 60 proc. Z kolei test predyspozycji kierowniczych zdają prawie wszyscy, bo trudno to ocenić za pomocą testu. Dlatego w przyszłym roku nie będzie go już na egzaminie.

● Krajowa Szkoła Administracji Publicznej miała stać się zapleczem kadr dla administracji. Czy trudno jest się do niej dostać?

– O miejsca w KSAP mogą się ubiegać absolwenci szkół wyższych z wykształceniem magisterskim. Jest jednak limit wiekowy, do 32 lat. Kandydaci muszą zdać trzyetapowy egzamin konkursowy. Składa się on ze sprawdzianu wiedzy i umiejętności jak w postępowaniu kwalifikacyjnym na urzędnika mianowanego. Następnie osoby te piszą pracę pisemną i zdają egzamin z jednego z trzech języków obcych – angielskiego, niemieckiego lub francuskiego. Kolejny etap to rozmowa kwalifikacyjna, gdzie dokonywana jest już ostateczna ocena. Rozmowa jest częściowo prowadzona w języku obcym.

● Jak wyglądają takie studia?

– To są nie tylko akademickie wykłady, a także zajęcia praktyczne. W trakcie ich trwania słuchacze odbywają dwumiesięczne praktyki krajowe i zagraniczne. Odbywają też zagraniczne wizyty studyjne do Brukseli i głównych państw członkowskich UE.

● A czy w trakcie studiów osoby pracujące w administracji korzystają z urlopu?

– Tak. Muszą wziąć urlop bezpłatny, którego udziela im dyrektor generalny. Kształcenie w KSAP jest nie do pogodzenia z pracą zawodową, bo większość słuchaczy jest spoza Warszawy, a kształcenie trwa 1,5 roku.

● A czy słuchacze otrzymują stypendium?

– Tak. Wynosi 2,4 tys. brutto. Słuchacze muszą uczestniczyć w zajęciach, zdawać egzaminy. Po zakończeniu szkolenia uzyskują mianowanie w służbie cywilnej i nie muszą już przechodzić postępowania kwalifikacyjnego. Ponadto po zakończeniu kształcenia uzyskują skierowanie od premiera do pracy w określonym ministerstwie lub urzędzie administracji rządowej. Obowiązkowo muszą przepracować pięć lat, aby nie musieli zwracać kosztów nauki, które w całości ponosi budżet.

● A jaki to koszt?

– Wyszkolenia jednego słuchacza kosztuje około 180 tys. zł.

● Od początku powstania szkoły opuściło ją 900 absolwentów. Na 120 tys. członków korpusu służby cywilnej to chyba wciąż mało?

– Zgadzam się, że powinno być ich więcej, ale naszego państwa nie stać na znaczne zwiększenie tej liczby. Te osoby nie mają być urzędnikami na niższych stanowiskach. Wielu z nich zajmuje funkcje dyrektorów generalnych, znaczna część pracuje w instytucjach UE. Niektórzy wybrali karierę dyplomatyczną, są ambasadorami. Bardzo często zaczynają od stanowiska starszego specjalisty, ale jeżeli się sprawdzają, po dwóch, trzech latach zostają naczelnikami, następnie wicedyrektorami i dyrektorami. Aby w przyszłości zwiększyć tę liczbę potrzebne są poważne środki, co w dobie kryzysu nie jest możliwe. Tym bardziej że budżet szkoły w tym roku został zmniejszony o pół miliona zł.

● A ile może zarobić absolwent KSAP rozpoczynający pracę w urzędzie.

– Około 3,5–4 tys. zł brutto, co według mnie na początku kariery nie jest mało. Do tego po mianowaniu dochodzi dodatek w służbie cywilnej ok. 800 zł.

● Jaki jest budżet KSAP?

– Dotacje z budżetu państwa to nieco ponad 9 mln zł. Szkoła prowadzi także kusy dla urzędników w ramach kształcenia ustawicznego, co daje nam dodatkowe przychody. Co roku kształcimy 4 tys. urzędników administracji publicznej na różnego rodzaju kursach. Ponadto realizujemy programy finansowane ze środków unijnych, które przyczyniają się do poprawy jakości kształcenia.

● A czy w kryzysie dyrektorzy urzędów kierują swoich pracowników na szkolenie do KSAP?

– Odnotowaliśmy w tym półroczu spadek zainteresowania naszą ofertą szkoleniową. Będziemy jednak chcieli w najbliższym czasie przeszkolić 1,2 tys. urzędników, którzy będą się bezpośrednio zajmować obsługą prezydencji Polski w UE.

● A jakie wady dostrzega pan wśród polskich urzędników?

– Rzadko kiedy potrafią działać zbiorowo. Urzędnicy pracują indywidualnie, a nie zespołowo. Dlatego w KSAP staramy się uczyć przyszłych urzędników pracy grupowej i współpracy ze sobą. Ponadto ciągle jest problem z formułowaniem myśli na piśmie, prawidłowym pisaniem notatek. Polski system edukacyjny tego nie uczy. Urzędnicy powinni się też uczyć szerszego spojrzenia na funkcjonowanie państwa niż z perspektywy własnego urzędu. Praca przez całe życie w jednym urzędzie ogranicza pracownika w pojmowaniu funkcjonowania całej administracji państwowej.

Źródło: GP
Artykuł z dnia: 2009-08-04
http://praca.gazetaprawna..._urzednika.html



Temat: Podyplomowe Studium Terapii i Treningu Grupowego UW Warszawa
Rekrutacja na wszystkie kierunki Studium odbywa się zawsze w czerwcu (rekrutacja właściwa) oraz w zależności od potrzeb we wrześniu każdego roku (rekrutacja uzupełniająca). O przyjęcie na Studia ubiegać się mogą osoby, które legitymują się wykształceniem wyższym magisterskim, z preferencją kierunków humanistycznych i złożą stosowne dokumenty do sekretariatu Studium w terminie do końca maja danego roku (w przypadku naboru czerwcowego) lub do końca sierpnia danego roku (w przypadku naboru wrześniowego).
Zapytania lub dokumenty w związku z prowadzoną rekrutacją proszę przesyłać na adres terapia.ipsir@uw.edu.pl (w temacie proszę podawać Rekrutacja)
Wymagane dokumenty:
1. odpis dyplomu ukończenia studiów magisterskich;
2. wypełniony kwestionariusz, dostępny w sekretariacie Studium lub pobrany ze strony (wersja do druku w formacie *.doc – poniżej);

3. życiorys z uwzględnieniem doświadczeń zawodowych, ukończonych kursów, aktywności zbliżonej do profilu kształcenia w Studium jak również informacji o uczestnictwie w warsztatach i treningach psychologicznych (wymóg konieczny jedynie w przypadku osób składających dokumenty na kierunek Zastosowanie psychologicznego warsztatu grupowego);
4. jedno zdjęcie.
Postępowanie kwalifikacyjne jest jednoetapowe i polega na odbyciu rozmowy kwalifikacyjnej.

Rozmowa odbywa się w oparciu o złożone dokumenty. Jej celem nie jest weryfikowanie wiedzy kandydatów lecz wzajemne poznanie się, próba dookreślenia wzajemnych oczekiwań związanych z wyborem i podjęciem studiów na wybranym kierunku, weryfikacji zaświadczeń złożonych przez osoby ubiegające się o przyjęcie na kierunek: zastosowanie psychologicznego warsztatu grupowego. Rozmowy prowadzone są przez osoby wchodzące w skład Zespołu kierowniczego Studium.

Decyzja o przyjęciu na Studium jest wynikiem pozytywnie odbytej rozmowy kwalifikacyjnej oraz dostarczeniem do sekretariatu Studium do dnia 26 czerwca br. dowodu wpłaty kwoty 800 zł. Wpłata ta w przypadku podjęcia nauki jest zaliczana w poczet czesnego za I semestr (II rata wynosi 1800.00 zł. - o terminie jej zapłacenia poinformujemy listownie.
W przypadku rezygnacji ze studiów zwrot jej jest dokonywany jedynie wtedy, gdy osoba zakwalifikowana z przyczyn obiektywnych nie może podjąć studiów i w sposób wiarygodny fakt ten udokumentuje.
Wpłatę, o której mowa powyżej należy dokonać na rachunek:
Nazwa odbiorcy: Uniwersytet Warszawski WSNSiR (34-00-00) - IPSiR
ul. Krakowskie Przedmieście 26/28
00-927 Warszawa
Nr rachunku odbiorcy: 37 1160 2202 0000 0000 6084 9499
W rubryce „tytułem” należy wpisać:
„opłata czesnego za semestr (podać cyfrę) Podyplomowego Studium Terapii i Treningu Grupowego, kierunek (podać nazwę kierunku)”

Dodatkowym warunkiem kontynuowania studiów jest odbycie w pełnym wymiarze godzinowym Treningu Interpersonalnego (50 godzin - 5 dni zajęć, w tym sobota i niedziela), stanowiącego pierwsze zajęcia na Studium. Nieobecność na treningu lub jego części, nawet usprawiedliwiona, skutkuje skreśleniem z listy słuchaczy.

ORGANIZACJA EDUKACJI

Kształcenie w naszym Studium trwa 4 semestry. Wszystkie zajęcia odbywają podczas trzydniowych zjazdów raz w miesiącu – w sobotę i niedzielę. Poniedziałek można przeznaczyć na pracę w bibliotece. Program przewiduje także:
· 5-dniowy zjazd dla wszystkich kierunków, podczas którego odbywa się trening interpersonalny
· 3-dniowy zjazd dla kierunku socjoterapia przeznaczony na warsztat socjoterapii (poniedziałek jest wówczas dniem zajęć).
Cykl kształcenia kończy się przygotowaniem, a następnie obroną pracy dyplomowej, będącą uogólnieniem zdobytych doświadczeń poznawczych i praktycznych.
Studium Terapii i Treningu Grupowego przewiduje różne formy zajęć:
· konwersatoria i seminaria,
· treningi i warsztaty,
· samodzielne poprowadzenie spotkań grupowych (około 20 godzin dydaktycznych),
· ich superwizję.
Zajęcia prowadzą nauczyciele akademiccy oraz trenerzy i psychoterapeuci rekomendowani przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne.
Nasi słuchacze w toku edukacji mają do dyspozycji całą infrastrukturę dydaktyczną zarówno Instytutu jak i Uniwersytetu Warszawskiego: BUW, nowoczesną bibliotekę IPSiR, sale wykładowe i treningowe, sprzęt multimedialny i audiowizualny, pracownię komputerową, studencką klubokawiarnię i inne.
Wszelką pomoc i wsparcie w trakcie studiowania możecie Państwo również uzyskać w bezpośrednim kontakcie z pracownikiem Sekretariatu jak i osobami wchodzącymi w skład Zespołu Kierowniczego.
Całkowity koszt Studium wynosi 7000 zł. Wpłat można dokonywać w systemie ratalnym na początku każdego semestru:
· I rata – 2500 zł (1000 zł płatne w okresie 2 tygodni od zakwalifikowania i 1500 zł najpóźniej na pierwsze zajęcia),
· kolejne II – IV - każda po 1500 zł.
Zachęcamy do studiowania u nas. Mamy nadzieję, że będzie to dla Państwa: przygoda intelektualna i duchowa, uczenie się w przyjaznej atmosferze, okazja do nawiązania wielu ciekawych kontaktów, poznania interesujących ludzi i szansa na zdobycie nowych wysoko cenionych umiejętności, przydatnych tak w życiu osobistym jak i w każdej pracy zawodowej. Niezwykła atmosfera, bardzo dobra organizacja i wysoka jakość kształcenia jest wynikiem zaangażowania i profesjonalizmu osób zatrudnionych i współpracujących z naszym Studium.

Program kierunku TRENING KREATYWNOŚCI I ARTTERAPIA

Przedmioty: wspólne dla wszystkich słuchaczy, niezależnie od realizowanego kierunku studium

Współczesne koncepcje rozwoju człowieka - 10 godz. konwersatorium
Elementy psychologii społecznej - 10 godz. konwersatorium
Elementy psychologii klinicznej - 10 godz. konwersatorium
Kierunki psychoterapii - 10 godz. konwersatorium
Teoria małych grup - 10 godz. konwersatorium
Ewaluacja - 10 godz. konwersatorium
Konstruowanie projektów i programów- 10 godz. konwersatorium
Seminarium dyplomowe- 20 godz. seminarium
Razem: 90 godz.

Przedmioty kierunkowe

Trening interpersonalny - 50 godz.
Dynamika małej grupy - 20 godz.
Trening umiejętności pomagania i komunikacji- 20 godz.
Trening twórczego myślenia - 20 godz.
Konstruowanie programów profilaktycznych i terapeutycznych-20 godz.
Elementy antropologii - 10 godz. konwersatorium
Baśń jako dialog z dzieckiem - terapeutyczne wykorzystanie baśni i metafor - 20 godz.
Drama - 20 godz.
Choreoterapia z elementami pracy z ciałem - 10 godz.
Muzykoterapia i praca z głosem - 10 godz.
Techniki plastyczne w pracy z grupą - 20 godz.
Prowadzenie warsztatów pod superwizją - 40 godz.
Podstawy historii sztuki - 10 godz. konwersatorium
Razem: 270 godz.
Konwersatoria – zaliczenie na ocenę!!!



Temat: Moje bazgroły
Czy idzie nowe?

Gdyby nie kolejna ostatnia cyfra określająca następny rok w moim kalendarzu, mógłbym sądzić, że rok 2006 dalej obowiązuje, że wszystkie wydarzenia z roku 2007 były tylko snem na jawie. Że wszystkie nasze wysiłki legislacyjne, protesty, demonstracje warszawskie były naiwną mrzonką. Los zakpił sobie z nas totalnie. Do dzisiaj słychać jego szyderczy chichot w kuluarach ministerstw i sejmu.
Czy myśmy na to zasłużyli?
Czy zasłużyliśmy na dowolną manipulację wszystkich ośrodków politycznych w kraju naszą niezależnością zawodową, naszym zawodem. Kto pozwala na zastąpienie furtki prowadzącej do przynależności do do naszego zawodu bramą, przez którą może w tej chwili każdy wejść i wyjść bez żadnych konsekwencji? A zaczynają wchodzić już wszyscy magistrowie rolnictwa, zootechniki.
Bo podobno ktoś wpadł na pomysł zakwalifikowania naszego kierunku studiów, do kierunku magisterskiego i w związku z tym....... magister równy magistrowi......
A niektórzy sądzą, ze magister stoi wyżej od lekarza wet. .......
Boć to przecie weterynarz..... jaki magister!
Wszyscy ,bez wyjątku uważają naszą korporacje za malutkiego dzieciaka, któremu nie można dać droższych zabawek do ręki, bo może zepsuć, lub wyrzucić. Minister Finansów boi się nam dać do ręki pieniądze, bo uważa że my je nie potrafimy sami wykorzystać i nie będzie je można przeznaczyć na inne cele,chociażby na ratowanie sektora trzody chlewnej i płaczących drobiarzy, żądających od państwa odszkodowania za to, że ludzie przestali jeść kurczaki z powodu jakiejś tam, wymyślonej i wydumanej przez weterynarzy ptasiej grypy. To są „zaskórniaki” dla naszej władzy, zawsze można sięgnąć tam i uciszyć tego , czy tamtego....A weterynaria jest cierpliwa i poczeka....

Nowy rok 2008. zaczyna się tak samo jak poprzednie lata. Ktoś się obudził i doszedł do wniosku ze istnieją jeszcze niedokończone akcje monitoringowe, że nie jest dokończone zwalczanie białaczki, że ludzi na wsi do pracy z każdym rokiem dramatycznie ubywa, z naprawdę nie ma chętnych do tej pracy. Zamknięto zawory i cała para poszła w na akcje Tbc, Br i EBB. Odcięto rury kierujące parę na zwalczanie Aujeszk”y, na komputeryzację wszystkich monitoringów, zostawiając nam kartkę papieru i ołówek. Nikt nie potrafi pójść po rozum do głowy i zrobić porządek z beznadziejnymi terminami wykonania poszczególnych badań. Ta pętla zaciska się coraz bardziej , i za dwa lata trzeba będzie w ciągu 2 -3 tygodni stycznia zrobić wszystkie badania wszystkich stad w gminie, nawet jak odpadnie nam 2/3 ebb. A to będzie niewykonalne! Czy tego nikt nie widzi!

Jak Wy to robicie?
Ja w przyszłym roku z części będę musiał zrezygnować, bo po prostu nie dotrzymam terminów. Do końca lutego mam wykonać wszystkie monitoringi w całej gminie i wracając o 20 do domu klnę po cichu, po jaką cholerę tak się spieszyć! Czy nie można ten bzdurny przepis zmienić, ustalając np. wykonanie badań w w pierwszym półroczu. Czy to jest aż tak ważne?
Komu to jest potrzebne? I znowu wraca „jakoś tam będzie”.
Nikt już się nie pyta co z nowym cennikiem, co ze stacjami wytrawiania ,zakładanymi w naszych gabinetach, co z kosztami i dzierżawą tych lokali. Czy to jest zgodne z prawem? Nie ma już obwodów badania mięsa, forma wyznaczeń w tym zakresie pachnie pewnym anachronizmem. Powinna być zastąpiona umową wynajmu lokalu/pomieszczenia/, dzierżawy sprzętu i umową z wykonującym te badania na zasadzie prowizji, lub w innej formie. I podpisana z ZLZ, a nie z lekarzem jako osobą fizyczną.
Ja z zazdrością patrzę na koleżanki i kolegów, którzy mając swoje „pięć minut” wybrali inny profil swojej lekarskiej działalności poświęcając się zwierzętom towarzyszącym. Jest to jedyna część naszej korporacji, niezależna od nikogo, najbardziej zdrowa, tworząca pozytywny image naszej korporacji. A my, terenowcy pogrążamy się coraz bardziej trzymając się kurczowo lekceważonej Inspekcji, nie mając widoków na lepsze jutro.
Czy jest szansa na odbicie się od dna?
Czy to „nowe”, które podobno nadchodzi, nie okaże się znowu fatamorganą?
Czy niektórzy z nas nie za bardzo wierzą w to „Przyjazne Państwo”? Czy jest jakaś siła, ludzie, mogący zmienić naszą rzeczywistość? Czy my sami możemy to zmienić?
Czy to nas nie przerasta? Prze te dwa lata, cały nasz wysiłek okazał się syzyfową pracą.
Oprócz zmiany cennika, zresztą wymuszonego potrzebą chwili, wyłącznie z groźby utraty rynków eksportu, nie osiągnęliśmy niczego więcej. I to nie z naszej winy, z naszego zaniechania.
Czy w tej karuzeli kadrowej wśród polityków, trafimy kiedyś na „dobrą, życzliwą nam duszę”?

Podobno idzie „nowe”.
Podobno.
Jak zawsze.

Mamy rok 2008..........

PS. Coraz bardziej odchodzi mi ochota na pisanie. Niektórzy zapewne się z tego ucieszą.
Trzeba się brać za układanie sobie zycia na ostatnie lata przed emeryturą, zostało juz mało czasu. Może jeszcze zdążę. Na pewno weterynaria zajmie tylko niewielką część dalszego mojego zycia. Bo gdy miałem swoje "pięć minut" , poszedłem nie tą drogą co powinienem .Teraz juz nie ma szans, przynajmniej w tym co teraz robię, będąc terenowcem od zawsze.
Włodek idzie za stolarza, a ja.......



Temat: W Krakowie powstanie Europejskie Centrum Gier!
Cytat: Studia podyplomowe na kierunku bezpośrednio związanym z grami wideo - ich projektowaniem, programowaniem lub tworzeniem assetów do nich. Praca w najnowocześniejszych w Europie studiach motion-capture, animacji i produkcji dźwiękowej. Bajka? Nic bardziej mylnego - to obecne plany Krakowa związane z uruchomieniem Europejskiego Centrum Gier!

Wczoraj w Krakowie (konkretnie: w Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego) miała miejsce konferencja prasowa, na której ogłoszono bardzo ważną informację dla rozwoju branży wirtualnej rozrywki w Polsce - powstanie Europejskiego Centrum Gier (European Games Center). To robocza nazwa inicjatywy, która w dłuższej perspektywie ma szansę znacznie przyspieszyć proces powstawania w naszym kraju kolejnych studiów developerskich oraz przyczynić się do rozwoju już istniejących i ogólnego podwyższenia jakości ich projektów.

Konkrety? Prosimy bardzo. Od 16 lutego przyszłego roku rusza w tym mieście Europejska Akademia Gier, ucząca umiejętności specyficznych dla zawodu twórcy gier wideo. Jej pierwszy etap to studia podyplomowe dla stu słuchaczy, podzielone na trzy niezależne moduły: projektowanie gier, programowanie gier i tworzenie assetów audiowizualnych. Będą one dostępne dla osób z licencjatem lub po trzech latach jednolitych studiów magisterskich, w zakresach wyszczególnionych dla każdego modułu. Plany na przyszłość to start dedykowanych tym kierunkom studiów licencjackich i magisterskich.

Moduł projektowanie gier obejmie m.in. kursy pisania scenariuszy, podstaw marketingu, projektowania interfejsu użytkownika, projektowania poziomów, podstaw socjologii i psychologii społecznej, estetyki i psychologii percepcji, grafiki konceptowej, reżyserii i montażu. Taki program ma gwarantować zdobycie podstawowych umiejętności potrzebnych w pracy na stanowisku głównego projektanta gry (game designera).

Programowanie gier jest z kolei oczywiście przeznaczone dla programistów i informatyków. Kursy na tym module dotyczyć będą m.in. projektowania silnika gry, programowania silnika graficznego, programowania na konsolach stacjonarnych, programowania na konsolach przenośnych i komórkach, programowania projektu uniwersalnego silnika gier, programowania sztucznej inteligencji czy programowania fizyki.

Ostatni moduł, czyli tworzenie assetów do gier, jest kierunkiem dla osób z duszą artysty - assety to materiały graficzne i dźwiękowe oraz muzyka i animacja niezbędne przy produkcji gier i tworzeniu animacji komputerowych. Przykładowe kursy: estetyka i psychologia percepcji, animacja komputerowa, motion capture, grafika 2D, grafika 3D, grafika konceptowa, post-processing, obróbka i tworzenie efektów dźwiękowych, reżyseria i montaż.

Opisane właśnie studia podyplomowe to tylko jeden element projektu - kolejnym jest Europejska Dolina Gier. Według obecnych planów, do końca 2009 roku w Krakowie ma powstać najnowocześniejsze w Europie studio motion capture, animacji i produkcji dźwiękowej, w tym z salami do postsynchronów i post-processingu dźwięku. Wiadomo już nawet, gdzie konkretnie - w wieży niedziałającego już obecnie generatora Van de Graaffa (elektrostatycznego generatora wysokiego napięcia) Instytu Fizyki UJ przy ulicy Reymonta. Zakłada się również stworzenie w przyszłości zaawansowanego, multiplatformowego silnika graficznego, który ma być wizytówką Europejskiego Centrum Gier.

Nad całością przedsięwzięcia czuwa Krakowski Park Technologiczny, a pierwszymi uczestnikami są Uniwersytet Jagielloński, Akademia Górniczo-Hutnicza oraz około dwudziestu firm związanych z branżą. Tworzą one tak zwany "klaster", który skupia zarówno podmioty zajmujące się dystrybucją, jak i produkcją gier. Ma on charakter ponadregionalny i jest otwarty na kolejnych członków, którzy zechcą się przyłączyć - zarówno z naszego kraju, jak i z zagranicy.

Projekt ma patronaty Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Kutury i Dziedzictwa Narodowego, a także wsparcie wielu polityków, takich jak Jarosław Gowin z PO i Jerzy Miller, wojewoda małopolski. Władze wymienionych wcześniej uczelni wyższych zadeklarowały, że ECG jest dla nich bardzo ważne i zrobią co w ich mocy, aby wszystko, co z tym związane ruszyło zgodnie z planem. Jeśli chodzi o finanse, to dużą część kosztów mają pokryć pieniądze z Unii Europejskiej, a poszukiwania sponsorów trwają.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o jednej ciekawej rzeczy - inicjatorem całego tego zamieszania z grami w roli głównej jest firma Nibris. Dokładnie tak - to małe krakowskie studio, w którym już od ponad roku powstaje m.in. Sadness na Wii (podane wczoraj informacje pochodziły właśnie z opisywanej konferencji prasowej). I jeśli do tej pory można było mieć jakieś wątpliwości, czy prace nad tym tytułem faktycznie trwają, tak teraz wypada uspokoić wszystkich zainteresowanych – tytuł reklamowany jest jako pierwszy flagowy projekt przedsięwzięcia.

Międzynarodowa prezentacja tej inicjatywy planowana jest na listopad. Wtedy właśnie - w dniach 5-7 tego miesiąca - odbędzie się tegoroczna edycja targów Game Connection. Miejsce - miasto Lyon we Francji. ECG tam będzie, z zamiarem pokazania się światu i zainteresowania projektem potencjalnych zagranicznych partnerów. Trzeba przyznać, że ambicji jego twórcom nie brakuje - Europejskie Centrum Gier ma uczynić z Polski developerską potęgę Europy Wschodniej. My, jako społeczność graczy, możemy tylko zagwarantować, że chętnych do kształcenia w tym kierunku nie zabraknie - co do tego nikt nie ma chyba żadnych wątpliwości

Oryginał: http://www.gram.pl/news_8...ntrum_Gier.html

Wspaniałe centrum specjalnie dla mnie!



Temat: [pr] Piotrków czarną plamą na mapie komunikacji miejskiej


Sie zainwestuje w tabor z agregatami, to mozna zdzialac cuda. Pojezdzij sobie
troche po Ceskej Republice :)


No w Lublinie Kunickiego przez tunelem nie objedziesz raczej


Czyli Lublin jest faktycznie idealnym i Iscie Wyjatkowym miastem :D


Na pewno jakischs strasznych korkow u nas nie ma, moze z wyjatkiem
niektorych piatkow przed dlugimi weekendami, swietami itp. Ale jak
ktos wie ktoredy jechac to nie stoi :-)


Bezposredni kontakt z pasazerem, dlugie godziny pracy, pensje zalezne od
wypracowanych zyskow... Hmmm... No faktycznie przekonujacy argument masz :D


gdyby faktycznie praca w busie byla taka zla, to ich kierowcy masowo
uciekaliby do MPK Lublin. Nic takiego w Lublinie nie zauwazono :-)


Faktem jest to, ze kazdy kraj i/lub jednostka administracyjna ma swoje wlasne
kryteria na ten temat. I Twoje kryteria oceny nijak sie nie maja do tych,
ktore stosuje sie chociazby w negatywnie nastawionej do tramwajow W. Bryt. :D


Nie watpie, ze gdziestam moze byc inne podejscie do sprawy, ale w
Wielkiej Brytanii chyba tez nie ma dobrze rozwinietych sieci
tramwajowych


A w ktorych miastach chcialbys zlikwidowac tramwaje i zastapic busami? :D Moze
w "maluczkiej" Czestochowie czy w Elblagu? :D


Byc moze ze te miasta bez tramwajow by przezyly. Podobnie Pabianice,
Lutomiersk, Konstantynow, Gliwice, Dabrowa Gornicza, Bedzin,
Grudziadz, Ruda Slaska itp. itd.
No ale nie chce sie wtracac. Jak ktos chce bawic sie w malych miastach
w tramwaje to jego sprawa. Ja tylko sprzeciwiam sie idealizowaniu tej
formy komunikacji.


Jesli tramwaj przyniesie jakies sensowne korzysci czasowe, to oplaca sie nim
nawet zastapic zwykla linie z autobusami przegubowymi co 10 minut. Malo
takich "na prowincji"? :D


No ale jakie to sa te "sensowne" korzysci czasowe? Skrocenie czasu
jazdy z godziny do pol godziny - zgoda. Ale z 30 minut do 25 minut
IMHO juz nie.


Po pierwsze: ciekawe skad ta statystyka dla Lublina,


Lublin ma 355 000 mieszkancow ( tak mniej wiecej) a zarejestrowanych
samochodow jest cos kolo 150 000

< po drugie: jesli jest


prawdziwa, to w Lublinie jest wiecej samochodow niz w wielu rodzinach w
Europie :D


No jezeli do Europy liczymy Rosje, Moldawie, Bialorus to na pewno tam
jest mniej samochodow niz w Lublinie. Ale daleko jeszcze Lublinowi do
krajow Europy Zachodniej.


ROTFL. Czy Ty w ogole orientujesz sie w tym, co piszesz? Czy wiesz ile maja
poszczegolne sieci tramwajowe w Polsce?


w GOPie chyba cos bylo kolo 300 km ( z Zychcicami). W Lublinie - no
policz sobie - z centrum na Czechow 2 drogami - 10 km, z centrum na
Kaline i dalej na Tatary - 5 km, z centrum na Slawinek - 5 km, z
centrum na Weglin - 7 km co najmniej i tak do kazdej dzielnicy.
Dodatkowo jakies jeszcze dolicz linie biegnace koliscie wokol centrum
typu Wroclawskie 0 to pewnie wyjdzie gdzies w okolicy 100 km. No i
jeszcze dojazdy do zajezdni itp.


Abstrahujac od tego, ze koszty zawyzyles (czegoz by sie po Tobie innego
spodziewac...),


Nie zawyzylem - w Warszawie 1 km kosztowal 15 mln na Bemowie.

<to takie PST na przyklad zmniejszylo czas przejazdu o 20 minut


od przystanku koncowego.


A z ilu minut?


Nowe odcinki sieci tramwajowych w Polsce moze nie
daly takich spektakularnych rezultatow, ale gdyby poszperac w archiwach
rozkladow, to srednia 5 minut oszczednosci byloby absolutnym minimum :D


No wlasnie - w Lublinie zaden tramwaj nie dalby wiekszej oszczednosci
niz 5 minut jazdy i dlatego budowa u nas linii tramwajowych jest
absurdem.


I dokladnie dlatego planisci maja cale ksiazki wytycznych i wzorow na
wyliczanie korzysci z tworzenia nowych polaczen transportowych.


No ale w Lublinie akurat zaden wzor nie udowodni, ze czas przejazdu
skroci sie wiecej niz o 5 minut.


Bo zastapienie ich byloby drozsze...


W jaki sposob drozsze? Czy w GOPie teraz w Zychcicach autobusy
kosztuja wiecej niz tramwaj?


Aha - czyli utrzymanie muzealnej sieci w zapadlej dziurze by sie oplacalo?


Jako atrakcja turystyczna cos a la kolejka Naleczowska


Czyli twierdzisz, ze na pewno by poszli na takie rozwiazanie :D hehehehe


Mysle, ze by poszli.


Jako, ze mam juz dyplom magisterski z ekonomii transportu, informuje Cie
niniejszym, ze masz niestety do czynienia z osoba z podwyzszona odpornoscia na
bzdury, ktora dyskutuje z Toba z nudow i dla rozrywki, podobnie jak ogladala
niegdys wystapienia Leppera w Sejmie zeby sie usmiac przy sniadanku :D


To ze masz dyplom z ekonomii transportu to nie znaczy ze zawsze masz
racje. Gdybys powiedzial jakiemus magistrowi ekonomii transportu w
roku 1990 ze w roku 2008 w woj. lubelskim podstawowym srodkiem
transportu miedzymiastowego beda prywatne busy z klimatyzacja i
rezerwacja miejsc przez telefon to zapewne by cie wysmial i powiedzial
ze to jakis absurd. A jednak. Zaden profesor od transportu tego nie
przewidzial a tak wlasnie jest.

pozdrawiam aron