Temat: Praca dla studentów: Xmas Team!!
Jeżeli chcecie zarobić dobrą kasę w okres świąteczny zapoznajcie sie z tą ofertą, można zarobić na czysto ok. 3tys zł w 3 tygodnie:
Opis stanowiska:
- Zarobisz rewelacyjne pieniądze, nawet 3.000 zł NA RĘKĘ W 3 TYGODNIE,
- zapewnione tanie zakwaterowanie na terenie ośrodka,
- możesz wyjechać razem z grupą swoich znajomych w jedno miejsce.
- kontrakt na 3 tygodnie (od 12 grudnia do 3 stycznia), Praca dla kelnerów, barmanów, pokojówek, etc.
Miejsce Pracy:
Wybrzeża Wielkiej Brytanii
Wymagania:
ukończone 18 lat.
Dobra znajomość j. angielskiego
Wynagrodzenie:
5,52 GB brutto, dni świąteczne płatne podwójnie + ewentualne nadgodziny
Zakwaterowanie:
Zapewnione przez pracodawce opłacane przez pracownika tj: 35GB tydzien.
CV w j.angielskim na adres konrad@lsj.pl proszę wpisać w temacie wiadomości Xmas Team - Imię, Nazwisko
Dodatkowe informacje:
Spotkanie z pracodawcą odbędzie się już 1 grudnia
Kontakt:
LSJ Agencja Pracy Sp z o.o, ul. Niepodległości 22, Szczecin,
tel. 091 814 5252 (9.00-17.00), www.pracuj.info
EDIT: Wszelkie pytania proszę kierować na mojego maila, nie odpowiadam na forum.
Temat: Przeklęta forsa / Love Lies Bleeding
Przeklęta forsa / Love Lies Bleeding *2oo8* [DVDRip - XviD - Lektor PL] -=Party po 200MB=-

Info:
Produkcja: USA
Gatunek: Dramat, Thriller, Akcja
Data premiery: 2008-01-15 (Świat)
Reżyseria: Keith Samples
Scenariusz: Brian Strasmann
Zdjęcia: Paul Elliott
Muzyka: Larry Groupé
Czas trwania: 94
Obsada:
Christian Slater - Pollen
Jenna Dewan - Amber
Brian Geraghty - Duke
James Madio - Bernie
Tara Summers - Detektyw Alice Sands
Luce Rains - Gault
Dylan Kenin - Hendricks
Chris Ashworth - Eddie
Craig Sheffer - Morton
Jacob Vargas - Detektyw Billy Jones
Josh Berry - Policjant
Ellen Treanor - Policjantka
Hugh Elliot - Gracz w kasynie
Jeremy Burnell - Pracownik w kuchni
Arron Shiver - Kelner
Opis:
Pieniądze mogą zmienić wszystko - tak dotychczas myśleli Amber i Duke. Mężczyzna wszedł bowiem w posiadanie pokaźnej gotówki, która umożliwiła zakochanym szybki ślub i gwarancję dostatniego życia. Kiedy Amber odkrywa, że pieniądze pochodziły z nieczystego źródła i ich zwrotu pragnie skorumpowany agent rządowy Pollen urokliwy miesiąc miodowy przeradza się w koszmar. Wytropienie małżonków jest tylko kwestią czasu, a stawka w potyczce rośnie...
Download:
Temat: Konkurs Literacki Prace etap II - oceny i głosowanie
Skomentuję tylko moje typy, bo gdybym chciał ocenić jakoś dogłębniej całą resztę, to bym pisał do rana (i to raczej niekoniecznie pozytywnie).
Mój pierwszy głos idzie na tekst "Chrzanić kota". Znakomite, krótkie opowiadanko z gorzko-ironicznym podtekstem ukazującym, cóż... Meaning of Life. I jeszcze te absurdalne sytuacje, kojarzące mi się z twórczością Johna Irvinga, czyli zamówienie u kelnera i pogawędka z jubilerem. Cudo. Pomijając literówkę ("Liff", zamiast "life"), innych błędów nie dostrzegłem
A mój numer dwa, to "Ta ostatnia walka". Solidne, klasyczne opowiadanie fantasy. Opis walki został bardzo dobrze opisany, nie występuje tutaj chaos akcji, jest ona prowadzona sprawnie i czytelnik po prostu się nie gubi, a to, muszę przyznać, zdarzyło się mnie w dwóch, czy nawet trzech tekstach. Brakuje może tylko bardziej rozbudowanych opisów, ale cóż, to jest cecha dzisiejszej literatury - po co opisywać coś, co doskonale już znamy z TV, gier itd. (co łatwo zauważyć, wystarczy otworzyć chociażby "W pustyni i w puszczy" i znaleźć opis jakiegoś egzotycznego zwierzęcia).
Obie te prace mają także dużą zaletę - są krótkie. Przy niektórych kobyłach w połowie czytania chciało mi się spać, tym bardziej jeżeli akcja rozwijała się bez sensu, albo bardzo, bardzo powooooli.
I jeszcze takie spostrzeżenie - czemu wszyscy uparli się na prozę? Myślałem, że ktoś trzaśnie może coś, hmm, oryginalniejszego (przy okazji zaznaczam, że jeżeli w następnym etapie pojawi się np. wiersz, to jeżeli będzie słaby, nie zagłosuję na niego tylko dlatego, że nie jest opowiadaniem )
Reasumując - oddaję swój głos na pracę nr. 2 i 6
Temat: Czas nas goni [kryminał obyczajowy] rozdział 1
Moim zdaniem potrzeba pracy nad dialogami i związanymi z nimi opisami jest niezwykle paląca...
"- Dobry wieczór, była rezerwacja na nazwisko Wilczyński na dwudziestą.
- Dobry wieczór Panu, już patrzę... – odpowiedział kelner w schludnie wyglądającym
stroju. ["w schudnie wyglądającym"? a cóż to dziwnego, skoro to kelner? Gdyby strój był niechlujny, to warto byłoby o tym pisać...]
– Owszem, Stolik numer 7. Zapraszam Państwa [państwa winno być z małej].
Rudowłosy kelner wskazał ręką stolik, przepuszczając Panią i Pana Wilczyńskich [Wilczyńskich by wystarczyło; Pana i Panią, na dodatek z dużych liter, to zbytek słowotwórstwa...], ruszył za nimi, trzymając w ręce karty menu.
- Czy życzą sobie Państwo [państwo] coś na początek?
- Na początek Grzanki [grzanki] serowe po włosku. Dwa razy.
- Dobrze. Czy coś do picia? Wino? Kawa? Herbata?
Poprosimy Butelkę „Gato Rose” [po co cudzysłów?] i dwie herbaty.
- Bardzo proszę.
Kelner zapisał w swoim zeszyciku początkowe zamówienie, po czym odszedł od stolika.
- Kochanie, co to za okazja? - zapytała Anita
- Czy kochający mąż musi mieć okazję żeby sprawiać przyjemność swojej wspaniałej
żonie? – zapytał z uśmiechem Marcin.
- Jesteś niesamowity...
- Nie, to Ty jesteś niesamowicie niesamowita – odpowiedział wpatrując się w jej piękne
oczy.
Tak. Miała niesamowicie piękne oczy.
[tyle "niesamowitości... aż nadto zbyt tyle...]
Temat: odc. 113
Ten fragment trzeba jeszcze dodać do opisu:
Mimo że - jak się później okazuje - bez wymaganego zaświadczenia z kursu pierwszej pomocy, Drazic w profesjonalny sposób ratuje tonącego chłopca.
Cytaty z odcinka:
Wiedziałaś, że Australia jest wyspą? - Ryan do Melanie, podczas zadania domowego.
Anitę lubię, a Mai mnie zabije - Charlie do Kat w sprawie kelnerek, które ma zatrudnić.
Moją mamę też nazywam starym truchłem - Drazic do Pa? na basenie, próbując udowodnić, że "stare truchło"...to nic złego ;-)
Nigdy nie pracowałem w pracy dłużej niż 5 minut - Drazic do Kat, o swoich doświadczeniach w pracy.
Darmowa kolejka dla wszystkich! - Drazic w nowej roli kelnera w Shark Pool
Co w epizodzie przykuwa uwagę? Rywalizacja Anity i Mai o pracę...jest urocza Dziwi fakt, że Ryan ma gorsze wyniki w nauce od...Drazica. Wątek z Melanie i Ryanem...nie mógł się udać.
Temat: Jakie jest naprawdę wojsko ???
Do _V_
Po twoim ostatnim poście widzę, że zmienia się Twój opis sytuacji, chociaż nie stosunek do słuzby wojskowej.
Powinieneś zdać sobie sprawę z jednego: zasadnicza służba wojskowa to nie przerwa w życiorysie robiona przez Państwo człowiekowi, ale przygotowanie obywateli do obrony Ojczyzny (zwalczania klęsk zywiołowych itd.), to że Ty masz pracę, a inny nie ma, nie jest wykładnikiem, do wojska powoływani są poborowi ze względu na kwalifikacje np. łatwiej nauczyć elektronika obsługi sprzetu niż kucharza, a obiad jednak lepiej ugotuje kucharz.
Pracujesz 3 lata? a czy w tym czasie nie miałeś świadomości, że ten obowiązek cię czeka?
Do Yocco
Masz zupełna rację, tylko że najczęściej pracę (zjęcie) maja ludzie, którzy posiadają kwalifikacje najbardziej potrzebne w wojsku, takie jest życie i w cywilu i w wojsku więcej zajęć jest dla elektroników, kierowców, informatyków itd. Nie da się zjeść ciasteczka i mieć ciasteczko.
Jesteś w służbie?? to wyobraź sobie, że wyznaczono Cię na stanowisko d-cy pododziału remontu sprzętu i dostałes żołnierzy z wykształceniem podstawowym, gimnazjalnym, oraz kilku kelnerów - bo oni nie mieli pracy w cywilu...
Temat: OFERTY PRACY 29.09.08
Stanowisko: KUCHARZ
Pracodawca: BODEGA MARQUES SP. Z O.O.
Miejscowość: POZNAŃ, wielkopolskie, Poland
Typ pracy:Pełny etat
Opis: Bodega Marqués Sp. z o.o.
Vinoteka LA BODEGA Poszukuje chętnych osób na stanowisko: Kucharz
Wymagania:
wykształcenie minimum średnie, gastronomiczne
samodzielność, kreatywność
Oferty zawierające CV ze zdjęciem, list motywacyjny i pisemną zgodę na przetwarzanie danych osobowych do celów rekrutacji prosimy przesłać na adres:
biuro@bodega.pl
(tytuł wiadomości: kelner - Poznań, kucharz - Poznań)
Numer ogłoszenia: 27034937
Temat: OFERTY PRACY 23.05.08
Stanowisko: PRACA W RESTAURACJI
Region: Wielkopolskie
Oferta z gazety: Głos Wielkopolski
Opis: Zatrudnię kelnerki, kelnerów, kucharzy z doświadczeniem lub bez, pełny etat, 1/2 etatu, weekendy Restauracja
Adres:
Prima, Poznań, Galeria Podolany ul. Strzeszyńska 63. Informacja na miejscu lub CV proszę kierować na adres email: smacznego111@interia.pl
Temat: Polojama - prace
ja mam oczopląs i nie wiem co wybrać na numero Uno
może tak:
gruszki
kelner (skąd takie ganialne dekory??? w obu)
i kuraki
kolejny raz odkrywam swoją Amerykę, że ładne decu nie musi być cieniowane
że czystość prac ma swój niepowtarzalny urok...
podoba mi się Twój dobór kolorów (czy zieleń przy kogutach sama komponowałaś, czy mogę liczyć na opis farby?), kompozycja...
Temat: Sister Act (1992)
Sister Act (1992)
ok?adka:

opis:
Trzeciorz?dna barowa piosenkarka Deloris Van Cartier jest przypadkowym ?wiadkiem morderstwa dokonanego przez jej kochanka-gangstera. Niegodziwiec wyznacza nagrod? za g?ow? swej "ukochanej" wi?c Deloris musi znikn??.
Dzi?ki pomocy policji znajduje schronienie w... klasztorze! Od tej pory Deloris - rozrywkowa kobieta, musi nauczy? si? ?y? w?ród zakonnic, co powoduje wiele zabawnych sytuacji. Przemi?a komedia dla ca?ej rodziny
Whoopi Goldberg: Deloris Van Cartier / Siostra Mary Clarence
Maggie Smith:Matka prze?o?ona
Kathy Najimy:Mary Patrick
Wendy Makkena:Mary Robert
Mary Wickes:Mary Lazarus
Bill Nunn:Eddie Souther
Harvey Keitel:Vince LaRocca
Joseph Maher: Biskup O'Hara
Robert Miranda:Joey
Richard Portnow:Willy
Rose Parenti:Siostra Alma
Nicky Katt:Kelner
Terry Wills:Sprzedawca
Susan Johnson-Kehn:Chór
Ellen Albertini Dow:Chór
Temat: Wymarzony facet / Meet Prince Charming
Wymarzony facet / Meet Prince Charming (1999)

TYTUŁ FILMU: Meet Prince Charming (Wymarzony facet)
PRODUKCJA: USA
GATUNEK: Komedia rom.
CZAS TRWANIA: 95 minut
DATA PREMIERY: -
REŻYSERIA: Brett Parker
SCENARIUSZ: Nina Colman
WYSTĘPUJĄ: David Charvet, Tia Carrere, Nia Vardalos
OPIS:
Jack Harris chwilowo jest kelnerem, choć przymierza się do wydawania własnej gazety. Właśnie rozpoczął prace nad artykułem o internetowych agencjach matrymonialnych. W celu lepszego zgłębienia tematu rejestruje się w jednaj z nich jako klient. Samantha przeżywa uczuciowy kryzys. Właśnie rozstała się z chłopakiem, który okazał się niewiernym lekkoduchem. Jej przyjaciółka za wszelką cenę chce ją wyswatać i zapisuje Samanthę do internetowej agencji matrymonialnej. Wkrótce Jack i Samantha trafią na siebie w sieci i zaczną wirtualny flirt. Wróżyłoby to rychły happy end, gdyby nie pewien drobiazg – Jack i Samantha w rzeczywistym życiu są sąsiadami i szczerze się nie znoszą. Czy uda im się poznać się na nowo?
NAZWA RELEASU: Meet.Prince.Charming.1999.PL.DVDRip.XViD-M14CH0
DATA RELEASU: 30.05.2009
LICZBA CD: 1
PARAMETRY: Video - 624x336, XviD ~902 kbps; Audio - MP3 VBR ~128 kbps
INFORMACJE DODATKOWE: Lektor PL
Temat: Yours, Mine and Ours (2005)

produkcja: USA gatunek: Familijny, Komedia rom.
Time: 90 min
Language: English
Opis:
Osiemnaścioro dzieci, dwie rodziny, jeden żywioł: zwariowana komedia o owdowiałym admirale amerykańskiej straży przybrzeżnej i owdowiałej projektantce damskich torebek, którzy zakochują się w sobie i pobierają ku wielkiemu niezadowoleniu jego dziesięciorgu, a jej ośmiorgu dzieci z pierwszego małżeństwa.
Obsada:
Drake Bell: Dylan
Ricky Fante: Piosenkarz
Jason Thornton: Chris Knockson
Jenica Bergere: Claudia
Josh Henderson: Nick De Pietro
Nobel Chen: Partyer
Rene Russo:
Dean Collins (III): Harry
Amber Tamblyn: Córka
Jimmy Bradley: Kelner
Dennis Quaid: Frank Beardsley
Mateo Arias: Starszy dzieciak
Miranda Cosgrove: Joni
Eric Fallecker: Party goer
Rueben Grundy: Kupujący
[Video]
Codec: XVID
BitRate: 952 kBit/s
Frames/Sec: 23.976
Width x Height: 608 x 256
[Audio]
Codec: MPEG-1, Layer 3
BitRate: 149 kBit/s
Channels: 2 (Stereo)
SampleRate: 48.000 kHz
ed2k://|file|Yours.Mine.and.Ours.DVDRip.(GoldEsel.pl).avi|733876224|431AA3F206BF84A32E20119394B73387|/
Temat: Sama prawda
"Polska za czasów komuny"
Opis Polski za czasów komunistycznych. Tekst pochodzi z francuskiego pisma "Rohtas".
Oto znajdujemy się w świecie absurdu. Kraj, w którym co piąty mieszkaniec stracił życie w czasie drugiej wojny światowej, którego 1/5 narodu żyje poza granicami kraju, a w którym co 3 mieszkaniec ma 20 lat. Kraj brutalnie oderwany od wiekowych tradycji, który odbudował swoją stolicę wg. obrazów Canaletta, a stare miasto odtworzył jako nowe.
Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż Francja, a inżynier zarabia tu mniej niż przeciętny robotnik. Kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy więcej niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny dwóch par butów, gdzie jednocześnie nie ma biedy.
Kraj, w którym cena samochodu równa się trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingu.
Kraj socjalistyczny, w którym święta kościelne są dniami wolnymi od pracy, gdzie otrzymanie paszportu stanowi problem, a mimo to 200 tys obywateli rocznie wyjeżdża na wczasy za granicę.
Jedyny kraj bloku socjalistycznego, w którym obywatelowi wolno posiadać dolary, choć nie wolno mu ich kupić ani sprzedać. Cudzoziemiec musi zrezygnować tu z jakiejkolwiek logiki, jeśli nie chce stracić gruntu pod nogami. Dziwny kraj, w którym z kelnerem można porozmawiać po angielsku, z kucharzem po francusku, a z ministrem tylko za pośrednictwem tłumacza.
Temat: A może by tak dowcip opowiedzieć
Opis Polski za czasów komunistycznych. Tłumaczenie z francuskiego pisma 'Rohtas'.
Oto znajdujemy się w świecie absurdu. Kraj, w którym co piąty mieszkaniec strącił życie w czasie drugiej wojny światowej, którego 1/5 narodu żyje poza granicami kraju, a w którym co 3 mieszkaniec ma 20 lat. Kraj brutalnie oderwany od wiekowych tradycji, który odbudował swoja stolice wg. obrazów Canaletta, a stare miasto odtworzył jako nowe. Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż Francja, a inżynier zarabia tu mniej niż przeciętny robotnik. Kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy więcej niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny dwóch par butów, gdzie jednocześnie nie ma biedy. Kraj, w którym cena samochodu równa się trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingu. Kraj socjalistyczny, w którym święta kościelne są dniami wolnymi od pracy, gdzie otrzymanie paszportu stanowi problem, a mimo to 200 tys. obywateli rocznie wyjeżdża na wczasy za granice. Jedyny kraj bloku socjalistycznego, w którym obywatelowi wolno posiadać dolary, choć nie wolno mu ich kupić ani sprzedać. Cudzoziemiec musi zrezygnować tu z jakiejkolwiek logiki, jeśli nie chce strącić gruntu pod nogami. Dziwny kraj, w którym z kelnerem można porozmawiać po angielsku, z kucharzem po francusku, a z ministrem tylko za pośrednictwem tłumacza.
Polacy! Jak wy to robicie?
Temat: Caramel Milk Tea

Mangaka: Usami Maki
Gatunek: shoujo
Liczba tomów: 1
Wydane w roku: 2001
Skany: rawy; (ch.01 Entropy)
Tłumaczenie: BlueRed, Summer_rain
Edycja: Yunnie
Typesetting: Yunnie
Opis: Tomik zawiera 4 romantyczne historyjki. Pierwsza z nich opowiada o licealistce Nozomi, która nigdy nie wierzyła w miłość od pierwszego wejrzenia. Jednak to się zmieniło, gdy spotkała chłopca pracującego jako kelner w pewnej kawiarni. Aby się do niego zbliżyć, Nozomi podejmuje prace w tej samej kawiarni co on... (Yunnie)
Temat: Kelnerzy/ Waiting.2005. LEKTOR PL DVDRI

produkcja: USA
gatunek: Komedia
data premiery: 2005-05-12 (��wiat)
reżyseria Rob McKittrick
scenariusz Rob McKittrick
zdj��cia Matthew Irving
muzyka Adam Gorgoni
czas trwania: 93
Opis:
Monty (Ryan Reynolds) i Dean (Justin Long) to kumple pracuj��cy jako kelnerzy w knajpie. Poznajemy ich, kiedy Monty zaznajamia "nowego" - Mitcha z prac�� kelnera, jak i zwyczajami panuj��cymi w restauracji, a Dean znajduje si�� w punkcie, gdzie zadaje sobie pytanie - "co dalej?" Film to jeden dzie�� z ich życia, zabawnego i czasami nieco absurdalnego, pokazuj��cy przy okazji realia pracy w restauracji od kuchni.
Temat: Wypadek przy pracy
Kolega na wizie turystycznej mial wypadek przy pracy i zlamal sobie
noge. Jest na wizie turystycznej, pracuje w jednej z wiekszych sieci
restauracji w USA (nie wymianiam nazw z wiadomych wzledow, ja tez tam
pracuje i boje sie stracic prace).
Ow kolega pracuje jako kelner, sciagal na zapleczu jakis towar z regalu
i spadl z drabiny. Widzieli to wszystcy amerykanscy pracownicy, jakies
5 osob. Pogotowie stwierdzilo zlamanie, dostal od lekarza dokladny opis
wypadku i swojego stanu zdrowia (na papierze), nie bedzie mogl chodzic
przez miesiac.
Problem w tym, ze jest zatrudniony przez Polaka, ktory to Polak ma
firme, ktorej ta duza siec restauracji zleca zatrudnianie pracownikow.
Czyli pomimo ze pracuje w restauracji, to czeki dostaje od Polaka,
ktory na jego pracy zarabia. Schemat znany wszytkim na grupie :-)
W tym przypadku restauracja jest kryta, bo to nie jej pracownik, tylko
pracownik polskiego podwykonawcy, wiec restauracji to nic nie obchodzi.
Natomiast Polski pracodawca stwierdzil ze tez go to nic nie obchodzi.
Co zrobic w tej sytaucji? Kumpel nie chce zadnego odszkodowania, i w
ogole boimi sie o to ze mozemy stracic prace, chodzi nam tylko o to
zeby kumplowi pracodawca zaplacil za ten czas kiedy nie moza pracowac,
wracac do Polski, nie stac go zeby przez miesiac placic za mieskanie i
nie zarabaic.
On boi sie tez robic zadyme, bo ma wize na 10 lat, i nie chce jej
stracic, wszycy mowia mu zeby od razu olal polskiego pracodawce i szedl
do prawnika zadac odszkodowania bezsposrednio od restauracji, ale to
jest rownoznaczne z tym ze straci prace, oraz zapewne Polak ktory go
zatrudnia straci kontrakt z restauracja i wszyscy inni Polacy ktorzy
dla niego pracuja tez straca tam prace....
No i czy moze zadac oszkodowania skoro jest na turystycznej?
Jak zalatwic to polubownie zeby pracodawca zaplacicl za czas kiedy nie
moze chodzic?
Jezli ktos z Was byl w takiej sytuacji, prosze podzielcie sie
doswiadczeniem bo my nie wiemy co robic. Za porady w stylu "zadaj od
restauracji $1000000 odszkodowania" z gory dziekujemy.
Temat: 1
No to moze i ja opisze jak wygladaly nasze zareczyny...
Prawde mowiac to "wpadlem na ten pomysl" po naszej malej klotni... Mowiac po krotce, poprztykalismy sie o cos doslownie blachego, ale mielismy wowczas ciezkie dni zarowno an uczelni, pracy itd... wiec troszke czynnikow sie zlozylo na ta sprzeczke, no i bylo pozniej kilka cichych dni... Po paru dniach zadzwonilem do Niej i szalenie powaznym tonem powiedzialem ze musimy koniecznie powaznie porozmawiac o naszym zwiazku, i mimo iz byla to rozmowa przez telefon, dalo sie odczuc zaskoczenie i lekka niepewnosc po drugiej stronie... W niedzielny wieczor pojechalem po Nia, wyszla z domu i nastepnie pojechalismy autkiem do Sopotu na Monciak. Jest tam taka szalenie nastrojowa i przytulna wloska restauracja (zeby nie reklamowac, nazwe podam na zyczenie ). Oczywiscie dzien wczesniej ustalilem z szefem restauracji szczegoly, dostarczylem plytke z ulubionym utworami Kasi ktory mial zabrzmiec w kulminacyjnej chwili, kwiaty oraz piersionek. Wracajac do relacji... ... weszlismy do restauracji i... ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu nie bylo zadnego klienta, wiec bylismy sami:) Kelner pokazal gestem ze jest wszystko OK co mnie uspokoilo, bo nie ukrywam ze stresik byl i to nie maly:) Kaska byle lekko zdezorientowana bo nei wiedziala czego ma sie spodziewac Nasz stolik byl przygotowany i przystrojony jeszcze lepiej niz moglem sobie wyobrazic, kwiaty wokolo niego, swiece dokola i na stoliku, na ktorym rowniez stal bukiecik zareczynowy Pomijam opis dan itd ale byly pyszniutkie Rozmawialismy dluuugo i doslownie o wszystkim co wiaze sie z przyszloscia, z nami... Nadeszla pora na deser! Kelner dyskretnie kiwnal glowa ze mozna zaczynac no i zaczelo sie ... W jednej chwili w lokalu przygasly swiatla, wokol stolika roztaczal sie wspanialy blask swiec... W tle zostala poplynela z glosnikow nasza piosenka! Hmm no i w tym momencie Kaska juz byla niemal pewna co sie swieci Kelnerka podala super deser (ulubiony sernik Kaski) ... w ow deser rewelacyjnie zostal wkomponowany piersionek zareczynowy.. No i co tu duzo mowic.. Kasia sie rozkleila, mi nozki i raczki zadrzaly... nio ale dzielnie przykleknalem przed nia i zapytalem czy zostanie moja zonka:) Przyznam ze mialem lezke w oczku... Zreszta nawet dzis jak slyszymy ta piosenke to nagle robi sie tak cudownie milutko...
Nio to by bylo na tyle... Co prawda schemat: "restauracja,kwiaty,kolacja" to dosc powrzechny "sposob" ale z uwagi na totalne nasze zabieganie, brak czasu itd musialem zdecydowac sie na to. Mimo wszystko oboje uwazamy ze bylo rewelacyjnie, i od czasu do czasu powracamy do tej restauracyjki na cos pyszniutkiego przy lampce wina
Ponizej fotka z tego lokalu:

Temat: Tacy właśnie jesteśmy
dostałam to dziś od znajomej. i zastanowiłam się przez chwilę... może jest to atentyk, a moze nie. nie ważne. opisuje nas dokładnie. nas, Polaków.
tacy właśnie jesteśmy.
Autentyczny artykuł w jednej z francuskich gazet..... "Polska. Oto znajdujemy się w świecie absurdu. Kraj, w którym co piąty mieszkaniec stracił życie w czasie drugiej wojny światowej, którego 1/5 narodu żyje poza granicami kraju i w którym co 3 mieszkaniec ma 20lat. Kraj brutalnie oderwany od wiekowych tradycji, który odbudował swoją stolicę według obrazów Canaletta, a stare miasto odtworzył jako nowe. Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż Francja, a inżynier zarabia tu mniej niż przeciętny robotnik. Kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy więcej niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny(!) trzech par dobrych butów, gdzie jednocześnie nie ma biedy, a obcy kapitał się pcha drzwiami i oknami. Kraj, w którym koncesjami rządzą monopoliści. Kraj, ze stolica, w której centrum stoją nowoczesne biurowce, oferujące pomieszczenia po 10-35 USD za metr kwadratowy. Kraj, w którym cena samochodu równa się trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingu. Państwo, w którym można sobie kupić chodniki, postawić parkometry i płacić państwu tylko 10% podatku od zysku. Kraj, w którym rządzą byli socjaliści, w którym święta kościelne są dniami wolnymi od pracy (!), gdzie otrzymanie paszportu do niedawna stanowiło problem, a mimo tego ponad 3,5 mln obywateli rocznie wyjeżdża na wczasy za granice. Jedyny kraj byłego bloku socjalistycznego, w którym obywatelowi wolno posiadać dolary, choć nie wolno mu ich kupić ani sprzedać poza bankami i kantorami. Cudzoziemiec musi zrezygnować tu z jakiejkolwiek logiki, jeśli nie chce stracić gruntu pod nogami. Dziwny kraj, w którym z kelnerem można porozmawiać po angielsku, z kucharzem po francusku, ekspedientem po niemiecku a ministrem lub jakimkolwiek urzędnikiem państwowym tylko za pośrednictwem tłumacza. Polacy..! Jak wy to robicie..?
może to już znacie. moze ktoś wam to już przysłał. ale co o tym sądzicie? zgadzacie się z tym opisem czy nie? jak to czujecie... swoje pochodzenie, miasto, kraj... język i zwyczaje... tradycję... to co sprawia, że Polacy są tacy jacy są: kochani i znienawidzeni, podziwiani i przeklinani, straszni i śmieszni.
wasza opinia???
ps. ja jestem cholernie dumna. żaden tam nacjonalizm... ale... to jest moje miejsce bo kocham to miejsce - cytując fragment pewnej znanej piosenki. i już
ps2. podpisuję się pod tym 'autentycznym' fragmentem obiema łapkami, górnymi i dolnymi.
Temat: Kobiety i CB radio czyli....
Może nie wszystkie, ale zdecydowanie więcej niż 50% osobiście przeze mnie poznanych uważa, że kobieta ma prawa, a facet obowiązki. Tak w życiu jak i na radyjku, bo generalnie to się przekłada.
Ja to znam z odwrotnej strony - niestety
Pewnie masz rację, dam im szansę, jeżeli przez najbliższy rok usłyszę choć jedno uprzejme "dziękuję", obiecuję zweryfikować swoje poglądy.
Nie wierzę, ze ani razu nie usłyszałeś z ust kobiety nadającej przez cb dziękuję - nie wierzę. Ciągle słyszę dziękuję i opis drogi w przeciwnym kierunki i to z ust kobiety. To tak oczywiste jak 2x2=4
Moja żona w takich przypadkach zaczyna wymyślać jaki rodzaj kawy preferuje, w jaki sposób powinna być ona zaparzona, w jakich filiżankach podana i jaki stój powinien mieć kelner. Nachalni adoratorzy wymiękają bardzo szybko.
ciekawa sprawa, warto zapamiętać. Mimo wszystko staram się nie wdawać w takie dyskusje aby niepotrzebnie nie blokować kanału.
Kobieta powinna mieć takie same możliwości awansu, powinna otrzymywać takie samo wynagrodzenie za pracę o tej samej wartości itd. Gdyby na tym polegał feminizm, poparłbym tę ideę całym sercem.
Niespełnione marzenia, wątpię że to się kiedykolwiek zmieni. Zresztą tak jest nie tylko w PL.
W Polsce spotykam jednak wiele pań, którym celem nr 1 jest dokopanie mężczyźnie.
Patrz wyżej
PS. Zauważyłam Twój podpis - baaardzo lubię słuchać radia eM a ta audycja jest boska! Zawsze jak wracam późnym wieczorem z Bielska to słucham tej muzy po prostu nie z tej ziemi. Na pierwszym roku studiów miałam wykłady w siedzibie radia
Temat: Nie kupujcie telefonów GSM w Tomaszowie Maz. !
Przemol, siedzisz w tych stanach i ci chyba padlo na rozum :-) O jakiej ty
mowisz stracie klienta ? Gdzie ? W Polsich warunkach sprzedawcy na tym
zalezy ? Zwariowales ? :-) Sprzedawca to zwykle niekompetentny gosc, po
zawodowce, zarabiajacy 700zl na miesiac. Jemu zalezy zeby bylo mozliwie
malo
klientow, a nie zeby sprzedawac towar :-) Po pracy idzie sie nawalic z
kolesiami od kieliszka, obraza klientow w sklepie i tak dalej....
Niejednokrotnie klientom mowi, ze malo zarabia wiec mu wisi :-) Wie wiecej
od innych wiec ciezko znalezc kogos na jego miejsce. Facet nie mowmy o
bateriach do komorek ale w sklepach wymienia ci padniety sprzet po
gwarancji, drukujac stikery na samoprzylepnym papierze, z gotowych kompow
podmienia ci karty, procki czy pamieci, ktore sie sypia pod windowsem :-)
Jak w knajpie nie zamowisz calej butelki wodki czy whisky to na drinki nie
mozesz byc pewnym co ci kelner wleje, zapewne najtansze, a skasuje za to
co
zamawiales :-)
Przeciez podmianki bateryjek do telefonow to normalna praktyka nawet w
Hamburgu ! Ty te pare "dularow" tam wyrwales i myslisz, ze jestes taki
gosc
i pol goscia, bo sobie kupisz :-)))))))
Jechalem expresem niedawno na poludnie i zagadalem taka laseczke co
rozwoci
herbatke i kawke, a ze bylo pusto w wagonie to pytam czy ona tak nie mysli
o
tym, zeby troche swojej kawki, piffka i innych podkladac :-) To mi
wyznala,
ze to kierowniczka zalatwia i sie z nimi dzieli :-))))))))))))))))))))))))
Nawet jajka na jajecznice podkladaja wlasne :-)))))))) (nie mowie, ze
oszukane akurat ale na jedno wychodzi)
Zejdz kolego na ziemie :-)
Specjalnie cie ciacham cytatu bo to text Nobla wart
Najlepszy opis polskiej rzeczywistosci
Temat: miłość i poezja, idzie w parze? :)
jeśli w "piśmie dziedziczonym" znajduje się opis morderstw i zbrodni,
to dla jedniego będzie to PRZYKŁAD do naśladowania
a dla drugiego PRZESTROGA
"pismo dziedziczone" nie jest jednoznaczne
po przeczytaniu pisma twoja Dziewczynka mogła zostać "Ludożercą ludożerców"
"sierotką Marysią", "gąską Balbinką" lub samobójczynią i nie zależy to
od samego "pisma dziedziczonego" ale od klasyki wyniesionej z dzieciństwa.
Teoria o kształtowaniu osobowości człowieka jego "duszą" była dobra kilkadziesiąt lat temu.
Zwłaszcza stalinowskie służby bezpieczeństwa potwierdziły, że ludzi można łamać, prać im mózgi
a potem programować na nowo. Z miłej panienki fachowcy z KGB potrafili zrobić
wyspecjalizowaną agentkę, gotową na rzeczy o jakich jej się wcześniej nie śniło.
Gdzie to podziewała się wówczas dusza - owa gwarantująca osobowość aura - przeprogramowanych
innymi myślami ludzi? Zmieniła ich informacja, zatem to informacja jest duszą człowieka!
Wyrzućmy z głowy pingwina informację o polarnym niedźwiedziu. Bardzo szybko
ukształtuje go to w bezładną kupkę mięska, skąd wniosek, że informacja wpływa nie tylko na "duszę"
ale także na ciało ;) Słyszałeś o autosugestii? Jak to facet nie chciał pójść na wojnę z Irakiem i symulował
chorobę nogi, aż tu noga mu uschła, wreszcie wiatr ją porwał i rzucił na stoliki wystawiane latem
w warszawskich ogródkach:
"Jak przygoda, to tylko w Warszawie"
- więc Warszawa i ładna pogoda
piwo w szklaneczkach kończy się prawie
gdy wtem, na stole - noga!
Noga? o... noga?! a ze skarpetki
wystaje z dziury brudny palec!
W ogródku popłoch, mdleją kobietki
bo palec wije się jak padalec.
A kelner w śmiech: popatrzcie państwo,
niech spojrzy tu uczciwie każdy!
- tak krótkie nogi ma tylko kłamstwo,
zaś my trzymajmy się raczej prawdy.
Zatem tej nogi: być nie może!
to pic na wodę i sporna kwestia.
To zawsze o tej samej porze
dopada mnie... ta... autosugestia.
Autosugestia? Tak, proszę pana!
bo ja wytrzymać bez żony nie mogę
i wyobrażam sobie od rana
że daję stąd - na chwilę - nogę.
Dlaczego piszę o autosugestii? Właśnie dusza jest autosugestią wywołaną myślami,
a myśli wpływają na jej kolor. Szatan kusił Jezusa siejąc mu ferment w głowie,
a kiedy Jezus wpędził demony w świnie to opętany zaczął zachowywać się i
mówić "normalnie" - jego dusza oczyściła się poprzez odblokowanie własnej woli,
czyli poprzez niezależność myśli.
Pozdrawiam
marco
Temat: Re: Witaszkowcy
"Najbardziej sensacyjna i pełna dramatyzmu opowieść pochodzi prawdopodobnie również od Mariana Schlegela, jedynego kelnera z "Cechowej", który przeżył i przez Tycnera przywoływany jest jako świadek zdarzenia.
Centrala poznańskiego ZWZ została powiadomiona z Paryża (podobno porozumiewano się w zaszyfrowany sposób przy pomocy radia), że do Poznania przyjedzie i zatrzyma się na kilka dni w drodze na wschód pięciu wysokich rangą oficerów Abwehry. Znane było nazwisko najwyższego rangą. Nazywał się Horst. Wtedy przy ZWZ istniał już dowodzony przez Franciszka Witaszka Związek Odwetu i on przejął zadanie rozpoznania i zlikwidowania niemieckich oficerów. Ustalono, że oficerowie ci znajdują się w Poznaniu oraz że spotykają się codziennie po pracy w kawiarni "Cafe Sim", mieszczącej się przy alei Marcinkowskiego. W kawiarni tej kelnerami byli dwaj "witaszkowcy": Stanisław Witkowski i Hieronim Szepke. Oni mieli dokonać likwidacji oficerów Abwehry za pomocą dostarczonego im preparatu, który dosypany do kawy, nie natychmiast, ale po paru dniach, spowoduje ich śmierć przez zaprzestanie pracy serca. Kiedy pięć kaw czekało już na tacy do wniesienia na salę, a kelnerzy wsypali do nich dostarczony im proszek, przy stoliku oficerów pojawiło się trzech cywilów. Kelnerzy bali się, że oficerowie odstąpią swoje kawy przybyłym i w ten sposób unikną śmierci. Szybka decyzja - zawartość pięciu filiżanek wędruje do dzbanka, obok osiem mniejszych filiżanek i taca wędruje na stół.
Ponieważ dawka śmiercionośnego środka była bardzo silna, poskutkował rozlany do ośmiu filiżanek. Następnego dnia zmarli dwaj cywile, a dzień później trzeci cywil i jeden z oficerów Abwehry. Dla Niemców stało się oczywiste, że nie były to zgony przypadkowe i za nimi musi się kryć akcja poznańskiego podziemia. Sekcje zwłok wprawdzie nie wykrywają w ciałach zmarłych środka uśmiercającego, ale drobiazgowe śledztwo prowadzone na początku z udziałem pozostałych przy życiu oficerów prowadzi do kawiarni "Cafe Sim". Najpierw Witkowski, później Szepke zostają zatrzymani i osadzeni w niemieckim więzieniu, które mieściło się w przedwojennym Domu Żołnierza. W tym dniu z życiem rozstało się trzech pozostałych oficerów. Witkowski został okrutnie skatowany. Szepke zdołał przemycić do aresztu pastylki z trucizną. Zażył je bojąc się, że nie wytrzyma okrutnych tortur. Trucizna jednak nie zadziałała. Szepke próbuje innej drogi ucieczki z rąk gestapo: podcina sobie żyły. Jego próba samobójstwa zostaje jednak zauważona.
W tym miejscu, w niemieckim areszcie urywa się historia dwóch poznańskich kelnerów z "Cafe Sim". Powróci ona po zakończeniu śledztwa, kiedy wszyscy staną w miejscu wyznaczonej im przez Niemców śmierci.
*
Śledztwo, prowadzone przez miejscowe gestapo, rozwijało się i robiło postępy. Następne aresztowania nastąpiły w szybkim czasie i dotyczyły ludzi z kierownictwa.
24 kwietnia 1942 r. w miejscu ordynowania Franciszka Witaszka pojawili się gestapowcy. Gospodarza zastali w jego gabinecie, w którym przyjmował chorych. Wszyscy zostali wylegitymowani i poddani rewizji. Pacjenci zostali po pewnym czasie zwolnieni. Zatrzymano żonę lekarza, Halinę Witaszkową oraz znajomych Witaszka: dr. Pokorę, dr Marię Grabską oraz syna gospodarzy mieszkania, Tadeusza Wizę i jego przyjaciela Romana Kamerdułę. Dwóch ostatnich obciążał znaleziony przy nich komplet dokumentów na wyjazd do Generalnej Guberni. Wszyscy aresztowani trafili do więzienia gestapo w Domu Żołnierza.
Rozpoczęły się przesłuchania Franciszka Witaszki połączone z torturami. Współwięźniowie widzieli, jak kilkakrotnie prowadzono go skutego kajdankami. Widać było na nim ślady tortur.
Po kilku dniach śledztwa zwolniono Helenę Witaszkową, żonę doktora. Wróciła do pięciorga małych dzieci, którymi w czasie jej nieobecności opiekowały się Lusia czyli Helena Siekierska i Danuta Feldówna. Obie zostały w krótkim czasie aresztowane. Feldównę zwolniono, a Siekierska-Lusia została już w gestapo na zawsze. W najbliższych dniach aresztowano kilkanaście osób, wśród nich dr. Henryka Gunthera i Edwarda Norbeckiego, obu blisko związanych z Franciszkiem Witaszkiem.
U aresztowanych "witaszkowców" i w czasie rewizji znaleziono wiele obciążających przedmiotów i substancji. Gestapo przekazało je do ekspertyzy w Instytucie Bakteriologicznym prof. Ponsolda. Opis przedmiotów i analiza dostarczonych do ekspertyzy substancji obciążyły Franciszka Witaszka, dr. Henryka Gunthera i Edwarda Norbeckiego. Poddany analizie proszek zidentyfikowany został jako termit, który zastosowany w bombach podpalających mógł osiągnąć temperaturę 3000 stopni. 25 ołowianych rurek opisano jako obudowy zapalników do bomb termicznych. Płyny, poddane analizie, zostały opisane jako toksyczne. W kilku fiolkach stwierdzono zawartość bakterii duru oraz wąglika.
W tym przypadku Henryk Tycner nie ucieka się do domniemań. Powołuje się na pismo z ekspertyzą, podając jego sygnaturę, które wpłynęło do Geheime Staatspolizei w Poznaniu od prof. Ponsolda.
Pismo potwierdza wcześniejsze, zbudowane na różnego rodzaju domysłach i skojarzeniach, tezy szkicu Tycnera, że dr Witaszek i związani z nim ludzie produkowali bomby termiczne, preparaty trujące, a także - i to jest już sensacyjną informacją - że w walce z Niemcami stosowali bakterie wąglika.
Istnienia pisma, na które powołuje się dziennikarz, nie potwierdzają zajmujący się sprawą Witaszka historycy. Dodatkowy element wątpliwości w tej sprawie wnosi Jan B. Gliński, który w swoim "Słowniku biograficznym lekarzy i farmaceutów, ofiar drugiej wojny światowej" powołuje się na oświadczenie kilku członków poznańskiego ZWZ-AK, złożone w Instytucie Sikorskiego w Londynie, w którym stwierdzają, że nikt w Poznaniu nie produkował trucizn bakteryjnych, a członkowie ZWZ-AK nie wykonali do 1943 r. ani jednego wyroku śmierci.
*
Dr Franciszek Witaszek został skazany na karę śmierci za zdradę stanu. Identyczne wyroki otrzymali najbliżsi współpracownicy: dr Henryk Gunther oraz laborantka Lusia - Helena Siekierska. Na śmierć skazano kilkunastu innych członków grupy Witaszka. Wszystkie wyroki zostały wykonane 8 stycznia 1943 r. w poznańskim Forcie VII.
Dodatkowym, makabrycznym finałem egzekucji jest fakt, że trupy Witaszka, Gunthera i Siekierskiej zostały następnie zgilotynowane, a ich głowy przekazane do instytutu medycyny sądowej w Poznaniu, gdzie w słojach zostały umieszczone w płynie konserwacyjnym.
Bezprzykładny akt zbezczeszczenia zamordowanych świadczy chyba o wyjątkowej nienawiści, jaką poznańscy gestapowcy pałali do Witaszka i jego najbliższych współpracowników. Głowy te przetrwały do 1945 r., kiedy - zidentyfikowane - zostały 25 listopada złożone w grobie na stokach poznańskiej Cytadeli."
za: Zygmunt Wiśniewski Gazeta Lekarska 2009-01 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Temat: zabawy
Na warsztatach nauczyliśmy się nowych zabaw, oto opis zabaw z
17 VII 2008 :
1- ,,hai" - zaczyna 1 osoba układając ręce tak jakby się broniła ale ręka wewnątrz koła przy talii,
krzycząc jak najgłoniej ,,HAI" osoba w której stronę zwrócona była pierwsza osoba
mósi obrócić się do następnej i równierz powiedzieć hej jak najgłośniej, lub wykrzyknąć
,,KABALA" z rękami ułożonymi zupełnie tak jakby się broniła co oznacza odwrócenie ciągu i osoba która
jako ostatnia przekazywała komuś hej musi po ,,KABALI" jeszcze raz zrobić hej tym razem w drugą stronę,
albo Falując rękoma powiedzieć,,CHILL OUT" (czilaut) co jest mniejwięcej równoznaczne z ,,HAI" ale
jest to przekazanie nad sobą znaku i utrudnieniem ponieważ nie można zrobić znaku ,,chill out" po ,,KABALI"
ani ,,KABALI" po ,,CHILL OUT". na tym polega zabawa która dzięki tym 3 znakom może trwać bardzo dłógo
a nie znudzi się zbyt szybko.
2- odskakiwanie - zabawa zaczyna się tak żę wszyscy którzy grają w niej mają połączone ze sobą nogi (jedną) mniej więcej na środku sali
mając drógą nogę na zewnątrz i na krzyk ,,HEJ" wszyscy odskakują wykonując zadanie wcześniej ustalone przez kogoś kto przewodniczy w zabawie
bądź któregoś z zabaczowiczów, jak najszybciej. po wykonaniu wszyscy wracają do wcześniejszej pozycji na środku sali i wymyślają nowe zadania.
ktoś kto przewodniczy zabawie powinien wymyślić kilka pierwszych zadań by ośmielić resztę. Przykładowe zadania: 1-jak najszybciej dotknąć
wszystkich ścian i wrócić do poprzdniego układu, 2-dotknąć jak njaszybciej najbliższej ściany i wrócić, obracając się (gdy dzieci zrozumieją
można skracać zdania do np.: na jednej nodze)
3- chodzenie do muzyki - ktoś kto prowadzi zabawe włącza muzykę i wszyscy chodzą, trzeba wytłumaczyć żę mają chodzić w jednym tępie dorównując
do mijanych osób gdy już wszyscy będą chodzić w jednym tąpie zatwierdzamy to tempo jako tempo numer 5 i prowadzący zabawemoże zmienić to tempo
na tempo numer 6 czyli szybsze (cały czas wszyscy mają dorównywać do siebie prowadzący musi tego dopilnować) lub tempo 4 czyli wolniej. W miarę
upływu zabawy prowadzący może zmieniać tempo do 1 = bardzo wolno i do 10 = prawie bieg i może zmieniać na wyrywki -1-5-3-9- itd najpierw
jednak musi pokolei wszystkie tempa przećwiczyć. Po dłuższym czasie można zmniejszać obszar i zabronić stykania się co zaowocuje śmiechem
i niestety niewielkim niebezpieczeństwem szczególnie przy tych szybszych tempach więc animator cały czas musi czuwać.
4- morderca - wszyscy stają w kółku i wytypowana jest jedna osoba do środka jako detektyw. na początku wszyscy zamykają oczy a najpierw animator
później osoba która jako ostatnia była detektywem obchodzi naokoło i dotyka ręki tego kto ma być mordercą, wszyscy otwierają oczy i morderca patrząc komuś
w oczy musi mrugnąć by go zabić osoba mrugnięta ,,zabita" musi położyć się na ziemi jako nieżywa po trzech odliczonych przez siebie sekundach detektyw
musi znaleźć zabójcę w ciągó trzech prób inaczej znów jest detektywem (zabawa podobna do dyrygenta)
5 - przechodzenie - po jednej stronie jedna grupa po drugiej druga. animator stojący w pobliżu wymyśla zadania w stylu: przywitaj się jako
policjant, przejdź na drugą stronę jako starsza pani lub inne w tym stylu obie grupy idą razem ale nie muszą mieć tego samego zadania
muszą jednak przechodzić na przeciwko siebe.
6 - dyrygent - Jedna osoba wychodzi za drzwi reszta bezgłośnie zgłasza lub wskazuje dyrygentaktóry będzie wymyślał ruch dla całej grupy. dyrygent wymyśla
pierwszy ruch a ktoś puka w drzwi by wyszła osoba która za nimi stała, wchodzi i próbuje odgadnąć która osoba to dyrygent, żeby zadanie było możliwe,
dyrygent musi zmieniać ruchy jak najczęściej ruchy powtarzając je jedynie kilka razy jeśli po trzech strzałach komuś kto odgaduje nie uda się wtedy
zmienia się dyrygent a nie zmienia się ta osoba, jeśli dyrygent został odgadnięty to on odgaduje w nastę pnej kolejce (zabawa podobna do mordercy)
7 - tworzenie wspólnej historii – prowadzący mówi pierwsze słowo a kolejne osoby w zależności od poziomu trudności:
a) mówią kolejne słowo powtarzając słowa poprzedników
b) mówią kolejne słowa zapamiętując tylko kontekst całej historii
8 - kelner - zostaje wytypowana jedna osoba na środek jako kelner, czyli wymyśla imiona dla reszty grupy która stoi naokoło. imiona mogą być
np.: instrumenty, wykonawcy, narzędzia, zabawki. po przydaniu imion cała grupa powtarza imiona wszystkich po kilka rzay dla przypomnienia
po czym kelner mówi zdanie adekwatne do imion np jeśli to zabawki to ,,dziś zabawiłbym się misiem pluszowym" następnie podbiega do osoby
nazwanej misiem pluszowym która musi odkrzyknąć jakąś inną zabawkę do której teraz musi podbiec kelnerjeśli ta osoba nie zdąży odkrzyknąć następnej osoby
zostaje kelnerem. po mniej więcej trzech kolejkach imiona powinny być zmienione
9 - zwierzątka - w trakcie zabawy nie można się zaśmiać inaczej odpada się z gry, odpada się równierz gdy przy swojej kolejce ktoś zobaczy nasze zęby
ogólnie w zabawie chodzi o to by stojąc w kółku pokolei nazywać sibie nawzajem zwierzętami nie pokazując zebów i nie śmiejąc się. przebieg zabawy -
zaczyna pierwsza osoba mówiąc do następnej np.: jeż do kota- następna - kot do psa - następna - pies do rysia. itd. NIE POKAZUJĄC ZĘBÓW I NIE ŚMIEJĄC SIĘ
gdy ktoś zrobi którąś z tych żęczy odpada i koło się zacieśnia
10 - jedna osoba która zaczyna musi wykrzyknąć czyjeś imię (prawdziwe) i gdy ta osoba wykrzyknie kolejne imię pierwsza osoba może pobiec
jak najszybciej do miejsca gdzie stała osoba którą wykrzykneła ale ta osoba może pobiec dalej gdy następna osoba wykrzyknie jeszcze kolejną
11- robot i mechanik - wszyscy łączą się w dwuosobowe grupy i dzielą się w nich na robota i mechanika, mechanik kieruje robotem w taki sposub
że dotyka głowy robota dzięki czemu robot zaczyna pracę - idzie kierowany przez mechanika, jeśli napotka przeszkodę nie zatrzymuje się idzie w miejscu
mechanik skręcać może robotem dotykając jego prawego lub lewego ramienia dzięki czemu skręca w prawo lub w lewo, jeśli mechanik chce by robot przyśpieszył
musi obrócić pokrętło na plecach robota, by go zatrzymać jeszcze raz dotyka go w głowe. rozszeżeniem tej zabawy jest to że wszyscy łączą się w trzyosobowe
grupy - 1 mechanika i 2 roboty - zaczyna się tym że roboty są plecami do siebie a mechanik je rozdziela tym razem nie ma przyśpieszenia, robota obraca się
obracając jego głowę a zatrzymuje prowadząc roboty tak by dotkneły się brzuchami.
http://rapidshare.com/files/130603866/Gry_i_zabawy_2.txt.html
Temat: obsługa zamówień PHP+MySQL
| Może podeślę Ci później przykład z mojej aplikacji. Jak znajdę
| więcej czasu.
z gory dzieki. z co dopewnosci nigdy nie mozesz miec 100 % email jest
wystarczajacy bo kazdy moze sobie robic zabawe z zamawiania dzwoniac z
budki i podajac nawet jej numer do kontaktu... osoba odbierajaca
zamowienie bedzie mogla sprawdzic czy pizza juz kiedys "jechala" do
zamawiajajacego.. a ryzyko jest zawsze..
No ryzyko jest zawsze bo przy przyjmowaniu zamówień zdalnie (przez
telefon, Internet, cokolwiek) nie trzymasz człowieka za rękę. Chodzi o
to aby się w miarę wygodnie wmanewrować w minimalne ryzyko.
Nie znam szczegółów tej pizzeri:
- duża/mała?
- jaki przerób?
- jacy pracownicy?
- jak działają?
- czego właściwie oczekuje zamawiający?
Jest kilka niewiadomych ale ja bym to rozwiązał w ten sposób.
1. Strona internetowa z dwoma interfejsami, jeden dla klienta, drugi
administracyjny/dla obsługi. Obsługa działa na normalnej, prostej
stronie opartej o najzwyklejsze formularze (bez cyrków z AJAX, pingami
itp.).
2. Serwer i wszystko stoi u dostawcy usług hostingowych jak to zwykle
ma miejsce. Nie daj się wkręcić w jakieś stawianie bazy u klienta (w
pizzeri), puszczanie połączeń z bazą po Internecie itp. bo wmanewrujesz
się w koszmar supportowy i podwyższysz niepotrzebnie wymagania. W
przypadku mojej propozycji to jedynym wymaganiem u klienta (w pizzeri)
jest komputer z przeglądarką i dostępem do Internetu, jako backup tel.
komórkowy.
3. Aby złożyć zamówienie użytkownik musi się wcześniej zarejestrować w
systemie, rejestrując się podaje oczywiście login, hasło, telefon
kontaktowy (wymóg), oraz adres dostawy (oczywiście samo zamówienie może
mieć inny adres dostawy) inne dane jakbyś chciał (np. dane do faktury
VAT, wypełnienie jakiejś ankietki czy coś to już niezwiązane z samą
obsługą). Niestety wprowadzić jakieś logowanie i potwierdzanie aby
*utrudnić* (nie wykluczyć) możliwość sparaliżowania pracy pizzeri
poprzez wykonanie przez Internet (zauważ, że telefonicznie tak się nie
da) automatem 45000 zamówień z danymi, które wyglądają w miarę
sensownie. To kwestia bezpieczeństwa systemu.
4. Użytkownik składa zamówienie wybierając pozycje z menu - to
oczywiste. W nast. kroku albo loguje się (jeżeli wcześniej
korzystał) albo rejestruje, kolejny krok to zebranie danych zamówienia
(adres dostawy, dane do faktury, uwagi), ostatni krok potwierdzenie
zamówienia i podziękowani. Nowym klientom (takim, którzy jeszcze nie
mieli zrealizowanych zamówień) wyświetlana jest dodatkowo informacja,
że pracownik pizzeri skontaktuje się tel. celem potwierdzenia
zamówienia.
5. Zamówienie jest złożone. System zapisuje je w bazie danych. Z
interfejsu obsługa przegląda sobie (okresowo) kolejkę zamówień i
operuje na nich. Oznacza jako zamówienia w trakcie realizacji, po
powrocie kierowcy z pieniędzmi oznacza jako zrealizowane, w przypadku
jakiś problemów oznacza klienta jako niepewnego itp. - prosta sprawa.
Jakiś pracownik po prostu *musi* co 10 min. się zalogować i sprawdzić,
oraz utrzymywać stan zamówień. Nie ma w tym żadnej filozofii. Można by
dodać jakiś widok drukowania fiszki zamówienia, taka fiszka po
wydrukowaniu trafia do kuchni, w kuchni po wydaniu kwitują podpisem, że
zamówienie się zgadza (przy obecności kierowcy), kierowca bierze
zamówienie wraz z fiszką i rozwozi, po odebraniu płatności kwituje to
na fiszce, fiszka wraca do operatora bazy i zostaje wprowadzona do
systemu jako zamówienie zrealizowane (tzn. po prostu operator oznacza
dane zamówienie).
6. Jako opcję zasugerowałbym te SMSy. Będzie to powiedzmy koszt 10gr do
każdego zamówienia, normalny koszt operacyjny. Taki SMS mógłby być
wysyłany w momencie złożenia zamówienia i wyglądać tak:
123:200611231214
!!! 509234567
Ul. Foobarska 12/34
Z: 1x12D,1x56
Czyli:
NR_ZAMOWIENIA:DATA
(!!!) - informacja, że klient niepotwierdzony NR_KONTAKTOWY
ADRES do realizacji zamówienia (jak rozumiem zasięg jest ograniczony
do znanego z góry zestawu adresów - to można weryfikować jeszcze
podczas składania zamówienia).
Z: ... - treść zamówienia, skrótowo, np.
1x Pizza Funghi (nr 12) duża (D)
1x Sos czosnkowy (nr 56)
Nie słuchaj się tego idioty i tego co ma do powiedzenia na temat
numerków i ściągawki. *Każdy* kelner tak właśnie działa, jest menu z
pełnymi opisami dla klientów, każda pozycja ma swój numer, kelner
zapisuje numer w zamówieniu, ściągawką jest menu. Z resztą kelner czy
kucharz ściągawki nie potrzebuje bo najczęściej zna ją na pamięć.
No więc każde zamówienie jest:
- rejestrowane w bazie
- wysyłane SMSem na wskazany nr
- drukowana jest fiszka zamówienia
Jak przychodzi zamówienie to operator wie bo mu tel. (który ma np. w
kieszeni) wibruje (bo doszedł SMS), podchodzi do komputera i sprawdza
(nie musi przed nim przecież ślęczeć, może np. obsługiwać klientów)
zamówienie ew. potwierdza, albo jak jest absurdalne to kasuje, drukuje
fiszkę i wrzuca do kuchni do realizacji, kierowca dostarcza, zwraca
płatność wraz z fiszką do kasy, operator wprowadza fiszkę. Koniec. Od
początku do końca jest proces ogarnięty.
W razie awarii łącza po stronie pizzeri zamówienia nadal dochodzą przez
SMSy, po przywróceniu stanu normalnego należy tylko uzupełnić stan
realizacji zamówień z bazą na serwerze. Awaria w żadnym stopniu nie
robi przestoju w pracy.
W razie awarii serwera ze stroną to oczywiście nikt nie zrealizuje
zamówienia przez Internet po prostu.
Jak to zrobić? Normalnie - PHP, jakaś baza i kodujesz w/g przyjętych
założeń. Do tego jakaś płatna bramka SMS.
Temat: Ciekawe historyjki :D
Na początek krótki opis studniówki. Nie wiem jak wyglądała wasza, ale moja przy tej była wyjątkowo spokojna To co jest poniżej skopiowałem z
http://groups.google.pl/g...s.tpi.pl&rnum=1
Cześć
To co tutaj skopiowałem to prawda. Napisał to znajomy który obsługiwał tą
imprezę. Ja jestem w szoku :/ Jest to fragment blogu
Sent: Sunday, January 16, 2005 11:59 AM
Subject: Studniówka w SYmpozjum - fragment blogu Arka.
16 stycznia 2005 11:13
wróciłem na czworaka do domu.
Nie wiem czy jeszcze pracuje bo studniówka * w nocy pół hotelu.
Ale po kolei. Zaczałem wczoraj pracować o 12. Przygotowalismy zajebane sale
na wizytę tego bydła. O 17 wdupczyli się całą zgrają. stoosiemdziesiąt
gnojów
w przymałych garniturkach. Pryszczate ryje, komórka przy uchu. Kilku w
adidasach. Jakieś LO nie pamiętam które. Panienki pożal się boże. Jedne
zrobione na 40 inne 40 zrobione na 15 chyba z ulicy wzięte za 100. Do 19
trzymali wątpliwy fason, po polonezie jacyś rodzice i nauczyciele oznajmili
żeby w drodze wyjątku podawać alkohol. o 20 już połowa towarzystwa chodziła
zygzakiem, zahaczając o kuchnię fitness, basen, gabinet prezesowej, i kilka
pięter. Ochroniarze co chwilę znosili kogoś na dół. O 21 najebana młodzież
wyraźnie zaprzestała przejmować się gronem pedagogicznym i po zakazie
podawania alkoholu do tesco ruszyły pierwsze pielgrzymki. O 22 przyjechała
pierwsza karetka. Jeden napruty i chyba naćpany czymś gnojek złamał drugiemu
nos. Chwilę później ochroniarze zadzwonili po psy, bo inny naćpany zaczął w
nich rzucać zastawą. Drzwi wejściowe stłukli wracający z tesco. Ochroniarze
nie chceili ich puścić z siatami wypełnionymi wódą. Jeden najpierw pobudzony
jakimś proszkiem teraz nie chciał się obudzić. W między czasie ktoś zdzielił
stołkiem jednego z nauczycieli i poleciały szyby w salach konferencyjnych.
Chodząc do kuchni i spowrotem miałem wrażenie że hotel powoli się sypie.
Przed 24 policja zabrała dwóch gnojów z czego jednego musieli wynosić w
pięciu.
Karetka zabrała innego ze złamanym nosem. Nauczyciela, który oberwał
stołkiem
opatrzyli na miejscu. O północy na wyziębionych z braku dwóch szyb salach
było
koło 150 osób. Kilkoro zaczęło nawet tańczyć. Nauczyciele nerwowo biegali
podejmując działania prewencyjne. Kilku powracających z tesco znów
rozpoczynało
awanturę z ochroną przed wejściem. My bezskutecznie próbowaliśmy się
dodzwonić
do szefów. Udało się wreszcie do Sylwii. Kazała imprezę przerwać wezwać
policje
i ochronie wyprosić wszystkich gości. Powiadomiliśmy nauczycieli o decyzji
zarządu hotelu. Oczywiście mnie wysłali. W odpowiedzi usłyszałem że to
speluna
nie hotel, że co to za ochrona, i że koniecznie chcemy dzieciom zepsuć
dzień,
który teraz będą tak pamiętać do końca życia. No moja * wina że
gówniarze
* sale konferencyjne i bar. Gdy kończyłem rozmowę przy drzwiach
już
wrzało. Jeden ochroniarz oberwał butelką w twarz. Pozostali nie poradzili
sobie
z grupą 30 małolatów. Ci wreszcie wtargnęli do środka. Zamknęliśmy się w
kuchni.
Dwaj ochroniarze leżeli na podłodze, nauczycieli obsiadła grupa 30 i nie
pozwolili im nic zrobić. W kącie zaczęła się awantura. Jakaś panienka
zaczęła
wydzierać się przez mikrofon że "jakiś * zajebał mi komórkę" i że
jak
dorwie winowajce to go zajebie. Policja przyjechała przed 1. Dwóch ich było
Weszli i wyszli. Na nasz telefon na komisariacie oznajmili że jak złożymy
skargę oficjalnie to wtedy przyślą grupę interwencyjną. Skarga najlepiej na
piśmie.
Dwie karetki przyjechały zaraz potem. Zabrali ochroniarzy i jeszcze kilka
ofiar
kilku bujek do jakich doszło koło szczątek baru. Wreszcie jakieś zrządzenie
losu
bo przyjechali reporterzy TVN i z kamerą wparowali do środka. Natychmiast od
stołów
unieśli się nauczyciele i kilku rodziców i siłą wyrzucili reporterów na
zewnątrz.
Korzystając z okazji wymknęliśmy się z kuchni na góre do gabinetu prezesów
żeby
zadzwonić po pomoc. W miedzy czasie ktoś podpalił jeden ze stołów. Cud że
zraszacze
się nie uruchomiły bo byłby cały hotel do remontu. Na półpiętrze
kopulowalilicealista
z licealistką, piętro wyżej brakowało w oknie szyby. Z góry widok był
sraszny.
Podwórko było pełne szkła i śmieci. Wystraszeni niemcy opuszczali swoje
pokoje i
bluzgając coś po niemiecku uciekli do swoich samochodów. Wparowałem do
gabinetu
prezesa, Baśka przedstawiła się jako prezes i zarządała natychmiastowego
przysłania
grupy policji. Ktoś włączył alarm przeciwpożarowy. Kilka minut później
przyjechały
4 samochody policji. Baśka udając prezesową kazała im wszystkich jak jeden
wyrzucić
z hotelu. Policja olała sprawe. Stanęli i czekali. Na szczęście sprawą
zajęli się
strażacy. 10 chłopa sprawnie na siłę i na butach wywalili ponad 150 osób
przez dzwi
i przez wybite okna. Nauczyciele odgrażali się że oskarżą hotel. uczniowie
wdali się
w bójkę z policją. Przed hotelem i na parkingu przed tesco policja pakowała
bardziej
agresywnych do więźniarek. Przyjechały nowe radiowozy. Chwile później po
okolicy
krążyło tylko kilkanaście panienek w balowych sukniach. Parę minut po 2
zaczęliśmy
sprzątać. Wynieśliśmy 4 kubły 160 szkła. Zniszczone stoły, spalone a nawet
jeden z
wbitym gwożdziem!. Obrzygane wykładziny zdjęliśmy, Ze ścian opornie schodiły
soki,
napoje i wymiociny. Pomimo braku szyb śmierdziało wewnątrz niemiłosiernie.
Dzrzwi na
dół do fitnesu ktoś rozbił, do basenu nasrali, zginęły ręczniki i
wyposażenie sauny.
Gnojki włamali się do dwóch pokojów na 1 i 3 piętrze. Skończyliśmy sprzątać
po 8,
jednak dół hotelu wymaga kapitalnego remontu. Nawet sufit po pożarze jest do
wymiany.
Ale co tam - młodzież bawiła się świetnie. Jak by na to nie patrzeć kolejny
zwykły
dzień z kalendarza kelnera. A teraz już idę spać bo jutro może znów coś
wesołego
mnie w pracy spotka.
---
Pozdrawiam
Wojtek z Krakowa
Temat: Studniowka
Wrzucam to co obiecalam dzis przed laborkami ze wrzuce czyli opis pewnej studniowki :
Cześć
To co tutaj skopiowałem to prawda. Napisał to znajomy który obsługiwał tą
imprezę. Ja jestem w szoku Jest to fragment blogu
Sent: Sunday, January 16, 2005 11:59 AM
Subject: Studniówka w SYmpozjum - fragment blogu Arka.
16 stycznia 2005 11:13
wróciłem na czworaka do domu.
Nie wiem czy jeszcze pracuje bo studniówka [...]ła w nocy pół hotelu.
Ale po kolei. Zaczałem wczoraj pracować o 12. Przygotowalismy [...] sale
na wizytę tego bydła. O 17 wdupczyli się całą zgrają. stoosiemdziesiąt
gnojów w przymałych garniturkach. Pryszczate ryje, komórka przy uchu. Kilku w
adidasach. Jakieś LO nie pamiętam które. Panienki pożal się boże. Jedne
zrobione na 40 inne 40 zrobione na 15 chyba z ulicy wzięte za 100. Do 19
trzymali wątpliwy fason, po polonezie jacyś rodzice i nauczyciele oznajmili
żeby w drodze wyjątku podawać alkohol. o 20 już połowa towarzystwa chodziła
zygzakiem, zahaczając o kuchnię fitness, basen, gabinet prezesowej, i kilka
pięter. Ochroniarze co chwilę znosili kogoś na dół. O 21 [...] młodzież
wyraźnie zaprzestała przejmować się gronem pedagogicznym i po zakazie
podawania alkoholu do tesco ruszyły pierwsze pielgrzymki. O 22 przyjechała
pierwsza karetka. Jeden napruty i chyba naćpany czymś gnojek złamał drugiemu
nos. Chwilę później ochroniarze zadzwonili po psy, bo inny naćpany zaczął w
nich rzucać zastawą. Drzwi wejściowe stłukli wracający z tesco. Ochroniarze
nie chceili ich puścić z siatami wypełnionymi wódą. Jeden najpierw pobudzony
jakimś proszkiem teraz nie chciał się obudzić. W między czasie ktoś zdzielił
stołkiem jednego z nauczycieli i poleciały szyby w salach konferencyjnych.
Chodząc do kuchni i spowrotem miałem wrażenie że hotel powoli się sypie.
Przed 24 policja zabrała dwóch gnojów z czego jednego musieli wynosić w
pięciu. Karetka zabrała innego ze złamanym nosem. Nauczyciela, który oberwał
stołkiem opatrzyli na miejscu. O północy na wyziębionych z braku dwóch szyb salach
było koło 150 osób. Kilkoro zaczęło nawet tańczyć. Nauczyciele nerwowo biegali
podejmując działania prewencyjne. Kilku powracających z tesco znów
rozpoczynało awanturę z ochroną przed wejściem. My bezskutecznie próbowaliśmy się
dodzwonić do szefów. Udało się wreszcie do Sylwii. Kazała imprezę przerwać wezwać
policje i ochronie wyprosić wszystkich gości. Powiadomiliśmy nauczycieli o decyzji
zarządu hotelu. Oczywiście mnie wysłali. W odpowiedzi usłyszałem że to
speluna nie hotel, że co to za ochrona, i że koniecznie chcemy dzieciom zepsuć
dzień, który teraz będą tak pamiętać do końca życia. No moja [...] wina że
gówniarze [...] sale konferencyjne i bar. Gdy kończyłem rozmowę przy drzwiach
już wrzało. Jeden ochroniarz oberwał butelką w twarz. Pozostali nie poradzili
sobie z grupą 30 małolatów. Ci wreszcie wtargnęli do środka. Zamknęliśmy się w
kuchni. Dwaj ochroniarze leżeli na podłodze, nauczycieli obsiadła grupa 30 i nie
pozwolili im nic zrobić. W kącie zaczęła się awantura. Jakaś panienka
zaczęła wydzierać się przez mikrofon że "jakiś [...] [...]ł mi komórkę" i że
jak dorwie winowajce to go zajebie. Policja przyjechała przed 1. Dwóch ich było
Weszli i wyszli. Na nasz telefon na komisariacie oznajmili że jak złożymy
skargę oficjalnie to wtedy przyślą grupę interwencyjną. Skarga najlepiej na
piśmie. Dwie karetki przyjechały zaraz potem. Zabrali ochroniarzy i jeszcze kilka
ofiar kilku bujek do jakich doszło koło szczątek baru. Wreszcie jakieś zrządzenie
losu bo przyjechali reporterzy TVN i z kamerą wparowali do środka. Natychmiast od stołów
unieśli się nauczyciele i kilku rodziców i siłą wyrzucili reporterów na
zewnątrz. Korzystając z okazji wymknęliśmy się z kuchni na góre do gabinetu prezesów
żeby zadzwonić po pomoc. W miedzy czasie ktoś podpalił jeden ze stołów. Cud że
zraszacze się nie uruchomiły bo byłby cały hotel do remontu. Na półpiętrze
kopulowalilicealista z licealistką, piętro wyżej brakowało w oknie szyby. Z góry widok był
sraszny. Podwórko było pełne szkła i śmieci. Wystraszeni niemcy opuszczali swoje
pokoje i bluzgając coś po niemiecku uciekli do swoich samochodów. Wparowałem do
gabinetu prezesa, Baśka przedstawiła się jako prezes i zarządała natychmiastowego
przysłania grupy policji. Ktoś włączył alarm przeciwpożarowy. Kilka minut później
przyjechały 4 samochody policji. Baśka udając prezesową kazała im wszystkich jak jeden
wyrzucić z hotelu. Policja olała sprawe. Stanęli i czekali. Na szczęście sprawą
zajęli się strażacy. 10 chłopa sprawnie na siłę i na butach wywalili ponad 150 osób
przez dzwi i przez wybite okna. Nauczyciele odgrażali się że oskarżą hotel. uczniowie
wdali się w bójkę z policją. Przed hotelem i na parkingu przed tesco policja pakowała
bardziej agresywnych do więźniarek. Przyjechały nowe radiowozy. Chwile później po
okolicy krążyło tylko kilkanaście panienek w balowych sukniach. Parę minut po 2
zaczęliśmy sprzątać. Wynieśliśmy 4 kubły 160 szkła. Zniszczone stoły, spalone a nawet
jeden z wbitym gwożdziem!. Obrzygane wykładziny zdjęliśmy, Ze ścian opornie schodiły
soki, napoje i wymiociny. Pomimo braku szyb śmierdziało wewnątrz niemiłosiernie.
Dzrzwi na dół do fitnesu ktoś rozbił, do basenu nasrali, zginęły ręczniki i
wyposażenie sauny. Gnojki włamali się do dwóch pokojów na 1 i 3 piętrze.
Skończyliśmy sprzątać po 8, jednak dół hotelu wymaga kapitalnego remontu.
Nawet sufit po pożarze jest do wymiany. Ale co tam - młodzież bawiła się świetnie.
Jak by na to nie patrzeć kolejny zwykły dzień z kalendarza kelnera.
A teraz już idę spać bo jutro może znów coś wesołego mnie w pracy spotka.
Temat: Tarot
| Oczekujesz ze bede Ci tutaj wzorami rzucal? LOL. NTG.
SSNo to napisz na pl.sci.fizyka - wielce sie uciesze.
SSBoisz sie? :)
Nie widze wiekszego sensu :)
| Wiesz, zeby wykazac nadsprawnosc "bezsprzecznie" trzeba troche kasy w
| to jednak wpompowac. A po co mam wwalac kase w cos, co nie wiem czy
| zadziala? Dlatego najpierw chce model. I nie musi on byc jakis
| stricte matematyczny. Poprostu musze wiedziec co sie dzieje, jak sie
| dzieje i od czego co zalezy. Praktyczne podejscie.
SSAle wykazanie nadsprawnosci to PODSTAWA do tego, aby zajmowac sie
SSmodelowaniem.
SSTo krok "A".
Nie. Stwierdzenie ze cos sie dzieje i opisanie tego w kategoriach
ilosciowych to pierwszy krok (oraz duza motywacja) do prowadzenia
badan dalej az do wykazania nadsprawnosci.
| SSTo ponoc zasada paranaukowcow, ze przedkladaja empirie nad teoria.
| Oczywiscie. Moja teoria wynika z czystej empirii. Nie siedze nad
| kartka i nie dywaguje nad tak abstrakcyjnymi sprawami jak "energia
| prozni", tylko buduje modele, obserwuje co sie dzieje, na ich
| podstawie buduje kolejne etc. Zle?
SSMoze i dobrze, ale jesli tylko pobawisz sie, poeksperymentujesz i nic nie
SSudokumentujesz, to jaki tego sens?
NIe zamierzam sie bawic, meczyc i tracic czas tylko po to, aby nic nie
dokumentowac. Oczywiscie ze dokumentacja bedzie. Nawet jak sie cos nie
powiedzie/zadziala, to dokumentacja tez bedzie. Ku potomnym :)
| SSTrzeba to zbadac w bardziej kontrolowanych
| SSwarunkach.
| SS(Jak widzisz, nie przecze, ze zjawisko ma miejsce, tylko powatpiewam w
| SSmetody badawcze).
| Jestem calkowicie swiadom, ze metody badawcze nie byly idealne.
| Niemniej moim skromnym zdaniem efekty ktore uzyskalem z ich pomoca byly
| ciekawe. Np. zastanawialo mnie, dlaczego silnik w lodowce kreci sie nieco
| wolniej, a w ogrzewanym pomieszczeniu nieco szybciej. Niestety nie
| bylem w stanie zmierzyc takich czynnikow jak gestosc pary wodnej w
| powietrzu w obydwu przypadkach (chociaz cisnienie bylo takie samo).
| Pobor pradu w obydwu przypadkach byl taki sam. Lozysko olejowe, wiec
| raczej zmiana temp o 17 st C duzego wplywu nie miala.
SSMoze i "ciekawe" byly to efekty, ale zbyt slabo manifestujace sie, aby uznac
SSje za bezsprzeczne.
Owszem. Niemniej byly powtarzalne. Roznica ok 70 RPM nie powinna
wystapic. A jedna kwystapila.
SSTrzeba bylo kupic ciekly azot i w takiej atmosferze przebadac machine ;)
Eeee, diabli by wzieli magneryzacje magnesow. A nawet lesli nie, to i
tak cewka stracila by duzo na opornosci, wiec i prad bylby wiekszy -
wieksza moc. Za duzy bajzel i trzeba by bylo wszystko przeliczac. A
roznice byby by tak niewielkie, ze mozna zwalic sprawe na "blad
pomiariwy". Wiec ciekly azot odpada.
| Kiepska wymowka...
| Pokaz mi kogos, kto twierdzi ze "kazda teoria fizyczna jest OKDR oprocz
| jego wlasnej".
| SSMartin McKey Kaczmarek ;-)
| Pokaz mi post w ktorym tak stwierdzil.
SSPrzeciez co post dykredytuje od dowolna teorie naukowa. Zreszta nie o nim
SSchce rozmawiac - on sie zam zglosi, jak bedzie potrzeba.
teorie z pelna premedytacja, chcac pokazac ze miejscami wcale nie sa
lepsze od paranaukowych (przynajmniej tak to odbieram) :)
| SStylko teksty dra Pajka nawolujace do budowy
| SSparalizatora(czy jak go tam zwal) na ufoli.
| Pokaz mi tekst Pajaka, w ktorym namawia on do biegania po miescie z
| tluczkiem, pilotem do telewizora lub paralizatorem i atakowania ludzi.
SSA moze to Ci do wyobrazni przemowi:
[ciach]
SSKomentarze sobie odpuszcze.
No, ja tez :). Ale mimo wszystko nie ma tam tekstow wzywajacych ludzi
do biegania po miescie z paralizatorami, tluczkami i pilotami do
telewizora w celu atakowania podejrzanych jednostek. Caly szum
wywolany wokol tej sprawy jest sztuczny. Przez kogo? Juz pisalem :)
| SSZa wyglad? ROTFL^2 A co krytykuja? :-))
| Sposob ubierania sie np.. ("...ubiera sie jak kelner..."), albo
| ogolnie fizjonomie ('..maly i brzydki..').
| Pytasz jak bys nie wiedzial. Widzisz, prawdziwy scep wszystko
| skrytykuje.
| SSNo bo nie wiem! Pierwszy raz slysze, aby ktos krytykowal tak.
| Naprawde, nie chce mi sie szukac odpowiedniego posta w archiwum.
| Zreszta wszyscy wiedza o jaka sprawe chodzi.
SSJa nie wiem. Znajdz mi ten post ku mej ciekawosci.
Alez prosze uprzejmie:
<http://groups.google.pl/groups?q=Widzia%C5%82em+kolesia+na+w%C5%82asn...
| Zdefiniuj mi "mocne argumenty".
| SS- powtarzalne,
| SS- udokumetowane poprawnie,
| SS- bazujace na sprawdzonych modelach,
| SS- wykonane przez kompetentnych ludzi,
| Byle gupi paran juz nie moze byc?
SSJak glupi, to nie.
A jak mozna poznac czy paran jest glupi czy nie? Bo tutaj wszyscy
parani uwazani sa za glupich :)
| Ale to wystarczy taki mgr. inz. czy musi byc juz Dr? :)
SSJak glupi, to nie. :)
Faktycznie, wsrod takich tez zdarzaja sie glupki ;)
| Magistrem historii nie dysponujemy. Podobnie jak polonista czy
| geografem :)
SSMasz cos do nich? Gorsi sa od informatyka dajmy na to? ;-)
czym sie zgadzam) - umiejetnosc pracy w labolatorium (przeprowadzania
pomiarow) jest wazna.
| SSNo to zrob, cos, co dziala i wykaz, ze dziala. Myslisz, ze bede
| udowadnial, SSze cos nie dziala, jak dziala?
| Tak wlasnie mysle :) A jak nie Ty, to napewno sie ktos znajdzie :)
| Swojsko przy okazji powyzywa... Sam miodek :)
SSCzyli lubisz takie zwarcie?
To byla ironia. Lubie dyskusje na poziomie. Gdyby tutaj takowe byly,
to nie uwazal bym tematu free-energy za NTG.
| SSTylko wymogi mam takie, aby byl ten wynik
| SSstatystycznie bezsporny i mozliwy do odtworzenia przez niezaleznych
| badaczy SSna podstawie li tylko opisu.
| Ale jak juz bedzie wykonany przez kogos, kto nie ma conajmniej mgr.
| inz przed nazwiskiem, to kicha :)
SSWystarczy, ze dokumentacja bedzie tak dobra jak laborka studencka zrobiona
SSprzez prymusa, a "szacunek" z pewnoscia wzbudzi :)
No, robilo sie kiedys tych laborek sporo.. Wiekszosc oceniona na 5.0.
Ale to bylo dawno :))
Temat: DYSPLAZJA STAWU BIODROWEGO
Dysplazja jest chorobą o genetycznie uwarunkowanych predyspozycjach do jej rozwoju. Została ona dogłębnie zbadana i im więcej na jej temat wiadomo, tym trudniej niektórym hodowcom wyciągnąć odpowiednie wnioski. Dolegliwość ta nie jest stwierdzona od razu po urodzeniu. Szczenięta na obecność dysplazji najlepiej badać po ukończeniu 1 roku życia. Oczywiście dość często objawy są już widoczne w wieku 4 - 5 miesięcy, ale trudno jest wówczas stwierdzić czy pies jest poważnie chory [Willis, 1992].
Jest to schorzenie stawów biodrowych. Prawidłowy staw zbudowany jest z główki i panewki, które idealnie do siebie pasują. Objawem patologii jest za płytka panewka, przez co nie pasuje ona do główki kości udowej. Następuje przesunięcie główki w górną część stawu i nieprawidłowe ustawienie kości. Taki staw jest luźny, co pociąga za sobą ujemne skutki takie jak kulawizny, częste siadanie i trudności z podnoszeniem się. Pies taki niechętnie chodzi na długie spacery, jego bieg wygląda jak kicanie zająca, niechętnie zmienia również pozycje. Czasami zdarza się, że psy o zaawansowanym stopniu choroby poruszają się swobodnie i potrafią pokonywać przeszkody, co nie oznacza, że nie odczuwają one bólu czy też innych dolegliwości. Taka niezauważona dysplazja w późniejszym wieku może objawiać się artretyzmem, którego występowanie znacznie częściej obserwuje się u psów cierpiących na dysplazję niż u osobników wolnych od tego schorzenia [Willi, 1989]. W tej sytuacji postawienie diagnozy na podstawie objawów klinicznych może wprowadzać w błąd i zazwyczaj powinno się stosować prześwietlenie radiologiczne. Najbardziej pewne wyniki daje wykonywanie go na psach, które ukończyły pierwszy rok życia. Pies do badania musi być odpowiednio ułożony, a zdjęcie powinien ocenić specjalista, który stwierdzi odpowiedni stopień dysplazji. Prawidłowe ułożenie psa to pozycja leżąca na plecach z nogami lekko skierowanymi do wewnątrz i wyciągniętymi do tyłu [Standard i inni, 1969; Willi, 1989]. Międzynarodowa Federacja Kynologiczna ustaliła schemat opisujący stopnie zaawansowania dysplazji przedstawione w poniższej tabeli.
Stopień dysplazji wg klasyfikacji FCI Opis
A brak oznak dysplazji
B przejściowy
C łagodny
D umiarkowany
E ciężki
Tabela 1. Stopnie dysplazji stawów biodrowych wg klasyfikacji FCI [Willi, 1989].
Przyczyn rozwoju dysplazji jest wiele – możemy do nich zaliczyć rasę, płeć, żywienie, typ budowy psa. Opinie na temat płci są sprzeczne. Według danych amerykańskiej Fundacji Ortopedii Zwierząt (OFA) obie płci obciążone są jednakowym ryzykiem [Priester, Mulvihill, 1972; Leighton, i inni, 1977]. Natomiast badania prowadzone w Wielkiej Brytanii, Skandynawii, czy Austrii sugerują zależność zachorowania od płci. U suk obserwuje się osłabienie stawów w znacznym stopniu podczas cieczki, co może wskazywać na winę hormonów. Są one w tym okresie w większym stężeniu, niż normalnie. Różnica między płciami nie jest aż tak drastyczna, ale można zauważyć większą predyspozycję do zachorowań u suk [Hedhammar i inni, 1979].
Dysplazja stawów biodrowych występuje u wielu ras i do niedawna uważano, że duże rasy są bardziej narażone na zachorowanie. Jednak po wielu badaniach okazało się, że przy badaniu tylu samu osobników w każdej grupie rasowej pojawiają się chore zwierzęta, w związku z tym wielkość nie stanowi reguły. Są rasy szczególnie narażone jak bernardyny i nowofundlandy, ale np. wilczurze mają bardzo dobre stawy i nie chorują. Duże zróżnicowanie występowania tej patologii jest także w obrębie samej rasy. Są linie hodowlane, które mają bardzo duży procent występowania zwierząt chorych. Wśród psów myśliwskich schorzenie to występuje najczęściej u ras: sprinter spaniel walijski, portugalski pies wodny,chesapeake bay retriever, seter angielski i gordon (szkocki), gulden retriever, clumber i sessex spaniel, epagneul breton, irlandzki spaniel wodny [Corley, Kelner, 1989; Willis, 1990].
Ważnym czynnikiem rozwoju choroby jest żywienie. Drastycznie zmiany sposobu żywienia mogą wpływać ujemnie bądź dodatnio na jej rozwój. Zaobserwowano, iż u psów pochodzących od chorych rodziców, ale sztucznie odchowywanych (poród przez cesarskie cięcie i sztuczne karmienie) występowanie dysplazji było bardzo rzadkie. Jednak potomstwo takich rodziców normalnie odchowywane objawiało już chorobę bardzo często. Potwierdza to, że różne żywienie może zatrzymać lub spowolnić chorobę u szczeniąt z predyspozycjami genetycznymi do jej wystąpienia [Willis, 1992].
Udowodniono, też, że jedną z przyczyn złego rozwoju stawów może być brak kwasu hialuronowego, który jest składnikiem mazi stawowej. Psy z dysplazją mają dużo większą ilość mazi stawowej i jest ona dużo uboższa w kwas niż u zdrowych zwierząt. Warunki te mogłyby wyjaśnić genetyczną predyspozycję do choroby stawów, gdyż synteza kwasu hialuronowego jest genetycznie uwarunkowana [Willis, 1992].
Dowiedziono już, że dysplazja stawów biodrowych dziedziczona jest jako cecha poligeniczna determinowana przez bliżej nieokreśloną liczbę genów [Hein, 1963]. Wartość dziedziczenia jest różna w zależności od kraju i przeprowadzonych badań. W USA wartość ta jest na poziomie 25%, ale w Europie w najnowszych badaniach dochodzi do 40% u owczarków niemieckich i tylko 23% u gulden retrieverów [Willis, 1989].
Co do samej choroby, to kiedy już się rozwinie i widoczne jest, że pies dostaje kulawizny nie można od razu stosować drastycznych środków, takich jak chirurgia. Operacje polegają na zmniejszeniu główki stawu tak, aby lepiej pasowała do płytkiej panewki lub zmiany całego stawu na protezę. Niestety operacja jest dość ryzykowna i jeśli się nie powiedzie pies pozostaje kaleką. Przy tej chorobie najważniejsze jest postępowanie zachowawcze. Pies musi być utrzymany w dobrej kondycji, sylwetka w takich przypadkach powinna być szczupła. Muszą być zapewnione dobre warunki bytowe, miękkie legowisko i umieszczone w ciepłym miejscu. Pies nie powinien być forsowany długimi spacerami i aktywnymi treningami w celu utrzymania go w formie. Może to tylko pogorszyć sprawę. Spacery powinny być krótsze, ale częstsze i po twardej nawierzchni. Można dawać psu pływać – to sprzyja rozwojowi mięśni a nie obciąża zbytnio chorych stawów. Niestety żadna z metod nie jest w stanie doprowadzić do całkowitego wyleczenia psa – możliwe jest jedynie poprawienie komfortu jego życia [Willis, 1992].
Ślęzak M. SGGW 2005
fragment pracy dyplomowej: "Choroby dziedziczne niektórych ras psów myśliwskich."
Promotor: prof. dr hab. K. Ściesiński
http://zkplock.home.pl/readarticle.php?article_id=9
ukryj reklamę