praca Birmingham Forum

Patrzysz na posty wyszukane dla słów: praca Birmingham Forum





Temat: Jak szukac pracy?

witam
Chciałbym sie dowiedziec jak mam sie odniesc do wypowiedzi mojego znajomego z birmingham ze praca jest ze praca napewno sie znajdzie. Mam jechac do niego 16 lutego a czytając najróżniejsze fora zaczynam sie zastanawiac czy aby napewno tak jest jak mi kumpel mówi.
Słyszałem tez ze luty marzec to są miesiące w których tam najlepiej jechac......... ile w tym jest prawdy??????????i co to oznacza
Pozdrawiam i z góry dzziekuje za słowa otuchy heheh


No wiec jesli mowisz po angielsku to prace sobie znajdziesz, jezeli nie to zalezy kim jest twoj znajomy, na twoim miejscu nie jechal bym jezli nie ufasz mu w 100% bo przyjezdzajac tu bez jezyka bedziesz zdany na niego. Jezeli on nie ma gdzies zaklepanego miejsca dla Ciebie wiec ze znalezienie pracy dla osoby nie mowiacej nie jest takie proste...



Temat: Jak szukac pracy?
witam
Chciałbym sie dowiedziec jak mam sie odniesc do wypowiedzi mojego znajomego z birmingham ze praca jest ze praca napewno sie znajdzie. Mam jechac do niego 16 lutego a czytając najróżniejsze fora zaczynam sie zastanawiac czy aby napewno tak jest jak mi kumpel mówi.
Słyszałem tez ze luty marzec to są miesiące w których tam najlepiej jechac......... ile w tym jest prawdy??????????i co to oznacza
Pozdrawiam i z góry dzziekuje za słowa otuchy heheh





Temat: Praca w Birmingham

a masz moze namiary na ciekawa i dobrzeplatnaprace w birmingham tak na dobry poczatek?????????pozdrawiamy z przed komputera

nie jestem agencja posrednictwa pracy.
Jak chcesz to cie moge z kasy wycyckac- za darmo

Po raz kolejny: szukasz pracy? zamiesc ogloszenie w DZIALE Z OGLOSENIAMI.
To jest forum- tu.. tu sie mozna pytac jak sie zyje itd a nie oglaszac.



Temat: szkoda ze nie chcecie pomóc
Proponowałbym ci przeglądać oferty pracy na stronie jobcentreplus/Birmingham,gumtree,podzwonić po agencjach pracy(na forum ktoś podawał nazwy agencji z numerami telefonów).Ponieważ wydaje mi się,że to nie jest tak,że nie chcemy pomóc tylko poprostu nie bardzo możemy.Wielu z nas ma rodziny i znajomych,którzy także szukają pracy chodząc od agencji do agencji i słysząc (sorry no jobs,market is very quiet).Powodzenia.



Temat: Care assistant
tonus, Hej!
Przeczytalam Twoja wypowiedz o pracy jako care assistant na forum Birmingham. Niedawno przenioslam sie tu z Londynu i szukam pracy. Przez 2 lata pracowalam z niepełnosprawnymi jako support worker, mam taz NVQ 2 in Health and Social Care. Moze moglbys mi doradzic gdzie moglabym czegos poszukac.
Z gory dziekuje za pomoc.

Pozdrawiam

Wioletta



Temat: Heeeeeejjjjjjjkkkkkkkkkkkaaaaaaaaaa !!! :D
Hej witam wszystkich!

Mam na imie Kinga i strasznie sie ciesze ze znalazłam to forum

Do Birmingham wybieram się pod koniec marca i super ze jest jakas społeczność dzięki której można się poczuć pewniej na miejscu (jest z kim pogadac)

Niestety jadę szukać pracy dopiero na miejscu i mam nadzieje ze nie powiecie ze to głupie Chyba ze rzeczywiscie głupie to mówcie

pozdrowionka najserdeczniejsze



Temat: Grupa artystyczna w Birmingham ...
jestem nowy nie znam ani Adama ani Sebastiana,
więc jestem bezstronny,
też uważam, że spór jest o nic,
jest regulamin i już, sprawa prosta,
jestem wręcz zdania, że swobodne zamieszczanie reklam nie służyło by temu forum,
są różne inne sposoby przedstawienia siebie i swoich prac,
niż link do strony komercyjnej,
nie można było od razu podać adres digartu?
dociekliwi i tak by tam znaleźli adres strony Sebastiana,
ale to już coś innego,
DD napisał, że nie może dać informacji na forum,
że w firmie gdzie pracuje jest wakat i szansa dla kogoś na dobrą pracę,
cóż, chyba słusznie,
to forum publiczne które każdy może czytać,
mam pewne doświadczenie w podobnej działalności,
zanim przyjechałem do Birmingham działałem w stowarzyszeniu,
które skupiało osoby z trójmiasta mieszkające w Warszawie,
wymienialiśmy się informacjami o pracy, mieszkaniach, ofertach itp,
ale było to na innej zasadzie,
była lista mailingowa (mailman Python),
na liście były tylko znane osoby,
żeby się dostać na listę trzeba było kogoś znać,
nie była więc to lista publiczna,
każdy mógł wysyłać ogłoszenia do wszystkich,
z resztą było kilka list tematycznych,
grupa robocza, lista ogłoszeniowa itp,
myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie by i tu zrobić coś podobnego,
sądzę, że nie zabije to obecnego forum,
a będzie można swobodnie wymieniać się informacjami




Temat: a ja sie ciesze bo juz wkrotce zmykam z tego bajzlu!!!
A cos mi sie wydaje ze przez niektorych przemawia zazdrosc ze chlopak traci sie.
Bo temat na forum nie poruszanny (chyba)- ale jak wyglada Birmingham to kazdy wie. I nie czarujmy sie bo tak piknie tu nie jest jak to niekotrzy pisza. A wrecz przecwnie uwazam ze jest strasznie. - to niekotre biedne dzielnice w Polsce sa lepsze od tych tutaj( patrz polnoc Birmingam - jak one wygladaja). Iciekawi minec zy tak spokojnie kazdy z was sobie po 22 chodzi po tych i innych dzielnach? Cze jak dzieciaki posylacie do szkoly to ze spokojem patrzycie przez okno jak zadowolne i umiechniete wracaja? JAk autobusem wieczorem wracacie po pracy czy tez ta pozdroz jest mila bezstresowa ??
Ostatnio dosc ciekawy artykul byl o przemocy a wmiastach angielksich( moze ktos ma ten art.- by wkleiil) wiadomo ze takie artykuly pelni obiektywizmu nie podaja gdyz opiera sie ono na policyjnych danych, a jak wyglada kartoteka policji a ulica kazdy kto tu torche siedzi ten wie. A Birmingham raczej przoduje jesli chodzi o przemoc wsrod angielksich miast. Nie mowie w inych miastach rowniez jest rownie nie ciekawie ale sa tez JESZCZE spokojne miasteczka w Anglii, choc uwzam ze coraz ich mnie bedzie z kazdym rokiem
JA osobiscie tez chce jak najszybciej uciekac z tego "bajzlu" jak to nazwane zostalo, a pytanie co wynosi czlowiek z tkaiego pobytu tutaj, hm....... chyba jedna mysle sie nasuwa Zero torlenacji dla.... ( wole wykorpokowac, a kazdy wie o co chodzi, rozni ludzie to forum przegladaja ) pozdrawiam i zazdroszcze koledze a tym nowym w birmingham zycze powodzenia i oby sie szybko zaklimatyzuwali i trzyamli sie



Temat: Jakie mam szanse na "znalezienie" się w tym dużym
WItam serdecznie.

mam na imię Irena i mam 55 lat. Pracowałam przez ostatnie 3 lata w Grecji, jednakże jak to mówią - trzeba w życiu zmieniac co jakiś czas otoczenie więc postanowiłam Wyjechać do Birmingham właśnie.
Serdecznie proszę uzytkowników tego forum o jakieś wskazówki co do tego jak się znaleźć w tym brytyjskim środowisku, czego unikać, jak szukac pracy - czy wogóle można ją dostać?
Planuje wynająć na 2 miesiące z góry jakieś małe mieszkanko dwupokojowe, przeglądam ogłoszenia w portalach z b'ham i widzę że już za 250 funtów jest to możliwe, czy to naprawde tak jest, czy nalezy się spodziewać dodatkowych kosztów jeszcze oprócz tych cen co oni podają w ogłoszeniach? Zamierzam szukać pracy jako pomoc domowa, ew sprzątaczka, tak pracowałam również w Grecji, jednakże grecki znam już dość dobrze a podstaw angielskiego syn mnie dopiero uczy. Chciałabym zapytać czy mam wogóle szanse na znalezienie tam pracy bez komunikatywnego angielskiego? I czy tylko legalnie można się tam zatrudnić. Proszę pomóżcie i napiszcie kilka słów. Chciałabym tez się dowiedzieć, gdzie najkorzystniej w tym mieście można mieszkanie wynająć żeby i było blisko do szukania pracy i z dojazdem nie byłoby problemów. Zamierzam zabrać ze sobą 1200 funtów, czy ew starczy mi to na 2 miesiące żeby opłacić się i jakoś skromnie żyć?



Temat: Mezzi and Mike - a trip to UK !!!!!!!!!
As we are flying to UK on Friday 14th September, and gonna spend 3 days in London and than go to Birmingham for another 3 days, maybe there is someone who participates in our forum and unfortunately or maybe fortunately lives in UK and would like to join the party with us. We are visiting Colosseum Club in London with our camera on Saturday 13th, and it would be really nice to meet some of our forum members . Or maybe in Birmingham there is someone friendly who has could help us record a really outstanding and amazing e-club episode
If you have any interesting ideas and miss some good fun - write here and we will meet in UK



Temat: rekompensata?
Witam wszystkich na tym forum i prosze o wasze opnie .pracuje w firmie zajmujacej sie sprzataniem biur od ponad 2 lat.mam kontrakt.w styczniu dostalam czesciowy transfer do nowej firmy ,gdyz mojej firmie wlasnie wygasl kontrat z biurem ktore ja sprzatalam.w/g transferu mialam pracowac w tym samym miejscu i na tych samych warunkah(7.5 godz/tyg)tylko dla nowego pracodawcy,reszte godz mam w starej firmie.
Niestety na pierwszym spotkaniu w pierwszym dniu nowa menagerka odebrala mi klucze od biura twierdzac,ze nie moze mnie dopuscic do pracy gdyz moje dokumenty sa niewystarczajace.mialamWRS tzw Hoome Office ,RegistrationCertyfikate ,NI, dow osob,prawo jazdy, dok potwierdzajace adres zam,pani zazadala zezwolenia na prace ,ceryyfikatu urodzenia paszportu i wielu innych.Na moje miejsce prryprowadzila tego dnia nowego pracownika.Obiecala ze,nibymi przysle jakas aplikacj,zeby starac sie o zezwolenie na prace,po czym przestala odbierac tel niczego nie przyslala.jac. Juz dwa miesiace nie pracuje gdyz moj transfer zosta lprzez nia niezgodnie z prawem zablokowany.prosze o opinie czy moge miec jakies roszczenia do nowej firmy?jakie,czy moze ktos ma namiary na polskiego adwokata w Birmingham?pozdrawiam czekam nawasz opini ,porady



Temat: cześć wszystkim - Piotrek z Przemyśla wita!!!
Cześć wszystkim. Nazywam się Piotrek, pochodzę z Przemyśla, mam 23 lata i właśnie skończyłem studia w Kraku. Wprawdzie jeszcze nie ma mnie na Wyspach, ale już za 2 tygodnie przylatuje do Birmingham. Docelowo mam jechać do Coventry, szukać pracy rzecz jasna, ale myślę, że Birmingham jest lepszym rozwiązaniem, no i przede wszystkim jest na pewno więcej możliwości w tym mieście. Fajnie, że powstł taki portal Polonii i forum, na pewno będę z niego często korzystał. Mam tez nadzieję, że poznam wielu fajnych i ciekawych ludzi, a dzięki wskazówkom i Waszemu doświadczeniu, którym się tu dzielicie z innymi już wydaje się, że Anglia nie taka straszna i że jak się chce to można.
Pozdrawiam Wszystkich !!!!!!!!!!



Temat: WALENTYNKI

cincin,

a tak swoją drogą
jestem ciekawa
ile osób tak się umówiło
zgodnie z propozycją Anek


No wiec co... jak sie mozna bylo domyslac drzwiami i oknami sie pchaly

nie moglem sie opedzic,do tej pory sie ukrywam,do domu nie moge wrocic

(posta pisze z kafejki)caly czas na mnie czatuja pod mym domem,

niestety ani policja ani straz pozarna,ani nawet wojsko nic nie moga poradzic,

to jest wolny kraj,moga sobie stac przecie gdzie im sie podoba...

A tak na powaznie,to byc moze kolezanki bjora wszystko zbyt powaznie i za malo

wyluzowane sa,albo zadna nie miala ochoty umawiac sie z seryjnym morderca

A ja przecie zony nie szukam,nie jestem wjec zaden Lord Of the Rings,na towarzystwo

nie nazekam,znajomych dalszych i blizszych mam okolo ze 20 osob w samym birmingham.

Wiec NIE JESTEM DESPERATEM hehehehe tylko wyluzowanym kolesiem ktory lubi przygody

a umuwienie sie w ciemno z kims kogo sie nie zna chcac nie chcac bylo by przygoda

No wjec,skonczylo sie to tak ze poszedlem sobie na spacerek do parku z kolezanka i bylo

milo (ale z kolezanka nie poznana przez forum )



Temat: Hej wszystkim
Mam na imię Daniel i niedługo pojawię sie Birmingham, mam tu brata co siedzi 3 lata dlatego też wbijam się do niego. Tak przy okazji gdzie najlepiej jest szukać roboty w Birmingham?
PS. Poczytam oczywiście forum ale na co muszę uważać szukając tu pracy i się zatrudniając jak ją już znajdę.

Dzięki z góry.



Temat: Co byśmy chętnie widzieli na wodzie...
175 m to ja proponowałem, zaś Smenkare wysymulował w SS, że optymalnie z pkt. widzenia wyporności i wysokiej prędkości 35w będzie ok. 183m. Nasz jest szybszy od Exetera, być może potrzeba ciut więcej miejsca na maszyny .

Nad kadłubem i nadbudówką się jeszcze popracuje. Crolick jakbyś mógł to wyślij mi ten planik (seawolf83@o2.pl lub link gdzie on jest).

http://fow.pl/forum/viewtopic.php?p=9842#9842

crolick

Proste/mało pochyłe dzioby to domena Anglików, a z krążowników lat 20' i 30' to tylko HMS Birmingham nie miał knuckli (inne Towny miały, ciekawe czemu zrezygnowali).

Ale w tej chwili jest inny problem! Przeziębiłem się, a objawem jest m.in. to, że jakiekolwiek dłuższe patrzenie w światło powoduje łzawienie oczu :/. Prace mogą chwilowo stanąć. Kończąc tego posta już jestem zalany łzami . Może do wieczora trochę przejdzie



Temat: Ciekawe miejsca poza Bristolem
Od wczoraj mam nowy obiekt do polecania

Wybraliśmy się ze znajomymi do Alton Towers, wielkiego lunaparku z kilkoma niezłymi kolejkami i masą innych atrakcji. Alton jest jakieś 2.5 godziny jazdy, za Birmingham. Jeden dzień to zdecydowanie za mało żeby obejść wszystko co naj naj, ale i tak było lux. Bilet dla dorosłego kosztuje Ł34 i potem nie ponosi się już żadnych kosztów (chyba że jakieś atrakcje z nagrodami albo jedzenie). Niestety, ma to wszystko też swoje minusy. W słoneczne i wolne od pracy dni jest tam niesamowity tłok, więc czasami trzeba odczekać w kolejce nawet i godzinę... Warto jednak, bo mimo tego że nie są to najwyższe i najbardziej odjechane kolejki górskie na świecie, to np na kolejce OBLIVION (spadająca do dziury) człowiekowi przypomina się całe życie w dwie sekundy . Żebyście wiedzieli o czym mówię, zrobiłem mały filmik.

http://www.youtube.com/watch?v=Xujr0jhPATo




Temat: Przyjezdzam we wtorek...
Witam, jestem nowy na tym forum Ostatnio kolega zaproponowal mi zebym z nim pojechal do wujka do B-ham. Obaj wlasnie skonczylismy college w Polsce o kierunku jezyk angielski i mowimy plynnie w tymze jezyku, a z zawodu jestesmy nauczycielami. Problem w tym ze nie mamy zbytniego doswiadczenia w pracy ani w gastronomii, hotelarstwie i fabrykach i troche sie obawiamy czy znajdziemy tu jakakolwiek fuche. Mam do was drodzy przyjaciele kilka pytan bo troche sie obawiam tego wyjazdu. Jakie dokumenty oprocz paszportu, dowodu, prawka, dyplomu ukonczenia studiow i studenckiej ksiazeczki zdrowia powinnismy zabrac ze soba? Czy orientujecie sie ile przecietnie trwa podroz autokarem (tj. Tarnobrzeg-Birmingham) i czy da sie przetrwac Czy np. chodzac po restauracjach, hotelach, fabrykach mam szanse znalesc prace na wlasna reke czy jestem tylko zdany na agencje posredniczace? O mieszkanie sie nie martwimy bo mamy juz nagrane, takze jakby cos nie wypalilo to zawsze bedziemy jakos wegetowali i wrocimy do Polski. Apropo, ile kasy na zarcie sie wydaje tygodniowo i jake mniej wiecej sa stawki powiedzmy w fabryce "przy tasmie" i np. jako kelner/barman?
Z gory dziekuje za odpowiedz



Temat: Gdzie i z kim spędzacie święta? i jak?
ja w birmingham, z moimi czubalami z jednej badz drugiej pracy, sama tak wybralam, zeby pracowac w te dni, mniej sie wtedy mysli, to beda moje drugie swieta poza domem . ale za to dzis sobie na prezent gwiazdkowy kupilam wino i plytke herbiego hancocka i wcale prawie mi nie smutno




Temat: 1

no wiec tak, glownie mi chodzi o to czy w Angli honoruja polskie badania sanepidzkie... czy majac te badania w polsce wystarczy ze przetlumacze u tlumacza przysieglego i normalnie beda uznawane w Angli? czy tez polski dokument w tej sprawie moge skrecic i spalic bo w Angli osobno sie robi takie badania? jesli tak to ile to kosztuje?

Co do badan, to powiem ci tylko tyle, ze oni raczej nie zawracaja sobie glowy ich robieniem. Ja pracowalem 8 miesiecy w fabryce z zarciem i nikt nigdy ode mnie zadnych badan nie wymagal.



wiadomo tez ze bede musial zalozyc konto w banku, tak wiec w ktorym radzicie? tak zeby oplat praktycznie niepobierali, a jak juz to strasznie niskie...


LAtwo jest zalorzyc konto i oni w porownaniu z Polska nie pobieraja zadnych oplat za jego prowadzenie. Tak przynamniej jest u mnie w banku.



jesli niebede mial neta w pokoju (tego jeszcze niewiem) to z jakiego providera najlepiej skozystac? potrzebny mi net tylko taki do czytania forum, i rozmowy przez neta z polska


Nie znam dostawcow z Birmingham :(



mam tez papiery na polibudzie (swiadectwo ukonczenia szkoly i maturalne) mam odpisy w domu, tak wiec czy beda mi potrzebne (czy przydatne w poszukiwaniu pracy) jesli tak to zapewne bede musial je przetlumaczyc...


Raczej ci sie nie przydadza



zaznaczam ze jade tam na okres probny (od czerwca do wrzesnia) i jesli mi sie spodoba to juz zostane tam na stale... wybieram sie do Birmingham


Zastrzegam, ze odpowiedzi ktore ci dalem sa oparte na moich doswiadczeniach. Inni moga miec inne



Temat: KIEDY....?
hej Monika witaj na forum i zapraszam cie do dzialu Wielka brytania
tam znajdziesz wiele ciekawych rzeczy i o wynajmie meiszkan itd...

jest tam nowootwarty sklep polski w Birmingham

jakie byly poczatki wyjazdu emza? znalazl prace z Polski jeszcze czy dopiero tam?
pozdrawiam



Temat: ANGIELSKIE REALIA a OPIEKA NAD CIĄŻĄ- jak jest naprawdę?
co do slubu watek z Birmingham ponizej ale zorientowalam sie ze wszedzie sie to odbywa podobnie. Zadzwonie jutro jesli sie wyrwe na chwile z pracy Aniu do Twojego urzedu i ci sie dowiem, w miedzy czasie wklejam:

W urzędzie cywilnym, które jest na Broadstreet (było kiedyś na początku ulicy, ale ostatnio przenieśli gdzieś dalej) musisz się zarejestrować co najmniej 3 tyg przed ślubem (w zależności jaka jest kolejka), z tego co pamiętam to mówili, że potrzebne było świadectwo urodzenia przetłumaczone na angielski. W polskim kościele (w centrum miasta) ustalasz date z księdzem ( oni mówili, że nie chciał kasy, ale coś mu tam dali) i to wszystko. Proces podobny jak w polsce, chyba najlepiej pójść porozmawiać z księdzem lub do polskiego klubu (oni powinni ci udzielić in formacji jak to zorganizować)

+ z innego forum:
Nie wiem czy Ci to pomoze,ale slyszalam kiedys,ze znajomi mojego kolegi brali slub w Urzedzie Stanu Cywilnego w Anglii i placili 100 funtow za ceremonie.Co do dokumentow to potrzebowali paszportow,aktow urodznia,nie wiem czy cos jeszcze.Pozdrawiam

+ z poradnika prawnego:

Według polskiego prawa ślub za granicą jest ważny tylko wtedy, gdy obywatel polski zawrze związek małżeński w zagranicznym urzędzie stanu cywilnego lub w polskim konsulacie. Może to też uczynić w formie wyznan



Temat: 1
no wiec tak, glownie mi chodzi o to czy w Angli honoruja polskie badania sanepidzkie... czy majac te badania w polsce wystarczy ze przetlumacze u tlumacza przysieglego i normalnie beda uznawane w Angli? czy tez polski dokument w tej sprawie moge skrecic i spalic bo w Angli osobno sie robi takie badania? jesli tak to ile to kosztuje?

wiadomo tez ze bede musial zalozyc konto w banku, tak wiec w ktorym radzicie? tak zeby oplat praktycznie niepobierali, a jak juz to strasznie niskie...

jesli niebede mial neta w pokoju (tego jeszcze niewiem) to z jakiego providera najlepiej skozystac? potrzebny mi net tylko taki do czytania forum, i rozmowy przez neta z polska

mam tez papiery na polibudzie (swiadectwo ukonczenia szkoly i maturalne) mam odpisy w domu, tak wiec czy beda mi potrzebne (czy przydatne w poszukiwaniu pracy) jesli tak to zapewne bede musial je przetlumaczyc...

zaznaczam ze jade tam na okres probny (od czerwca do wrzesnia) i jesli mi sie spodoba to juz zostane tam na stale... wybieram sie do Birmingham

z gory dziekuje za odpowiedzi na moje zapytania

pozdrawiam



Temat: national express
Witam. Mam pytanie. Wkrótce idę na spotkanie w sprawie pracy w national express jako kierowca autobusu miejskiego. Mam prawo jazdy kategorii B, więc muszę wcześniej przejść testy u pracodawcy, który ewentualnie po tych testach zobowiąże się zrobić mi kurs na kategorię "D". Moje pytanie brzmi. Czy ktoś z odwiedzających to forum pracował, bądź pracuje jako kierowca autobusu w Birmingham? Jeśli tak to co mogę się spodziewać na testach u pracodawcy? Chciałbym się po prostu dobrze przygotować na to spotkanie a nie wiem jak to tutaj wygląda. Dziękuję za wszelkie informację i pozdrawiam <Bartek>



Temat: cześć wszystkim - Piotrek z Przemyśla wita!!!
Cześć Wszystkim. Piotrek z Przemyśla się kłania. Mam 23 lata i właśnie skończyłem studia w Krakowie i za 2 tygodnie przylatuję na Wyspy. Docelowo mam jechać do Coventry, ale myślę, że takie duże miasto jak Birmingham daje dużo większe możliwości w znalezieniu pracy. Bardzo fajnie, że powstał taki portal Polonii i forum, na któym ludzie dzielą się swoimi doświadczeniami. Czytam i czytam i dzięki Wam Anglia nie taka straszna jak sie wydaje hehe Mam nadzieję, że poznam tu wielu fajnych ludzi i że wszystko się uda!

Pozdrawiam wszystkich



Temat: a ja sie ciesze bo juz wkrotce zmykam z tego bajzlu!!!

oj, panie marudzisz

123456789 (20 wymaganych znaków)


no faktycznie BIrmingham jest piekne i wszyscy sa mili dla siebie.

Bo czytajac to forum to wynika ze miasto jest pikene wszsyc sa mili. A mam taka prace gdzie przychodzi od mnie mnostwo ludzi ( sa tez polacy) i jak ich pytam o miasto i wrazenia zwiazane z Anglia, to kazdy ma dosc tego co tu jest. I jak niekotrzy przyjezdzaja to troche rozczarowani sa, bo nasluchali naczytali sie ze tu to raj.

p.s plazerman zaprszam cie na trening mamy salke soibe z ronzymi ludzmi trenujemy (czyt. nie tlyko polacy) poznasz troche ludzi zamist przed montorem cale dni siedziec zobaczysz jakie atrakcje nas spotykaja nieraz gdy wieczorem chodzimy. wtedy zobaczymy jak szybko biegasz. pozdr



Temat: Dyskusja
Zastanawiam sie co tak ucichło nam na forum...wiosna przyszła...cieplutko jest...ptaszki mnie rano budza...owady jeszcze chwilke śpia ...zielono sie robi...a wy jakby w śnie jakims zimowym jeszcze jestescie

Mało sie pisze, mało sie słyszy...no jak to tak

W kraju politycznie po prostu az przykro...ze tak zaczne dyskusje polityczna aż Giertych ponoc ma nowy pomysł...coby to ponoć zlikwidowac pisanie pracy magisterskiej...po prostu zostawić same egzaminy...

Lepper sie kompromituje gdzie tylko może...

Sezon na kaczki cos nam sie odwleka...

A teraz troche pozytywów...żeby nie było za pesymistycznie

Za to nam Adaś Małysz daleko lata

I Lidia Chojecka pieknie pobiegała w Birmingham

I wróciły nam programu Kubusia i Szymona...coby człowiek nabrał dystansu

I Taniec z gwiazdami ma nowa edycję...i znowu jest fajnie w niedzielny wieczór

I w kinach fajne produkcje nam puszczaja...ostatnio byłam na Dreamgils...idzcie

I Kaczyńska nasza prezydentowa skłóciła nam pieknie Radio M z PiSem

I nowa seria Niani się zaczęła

I mamy wyż demograficzny (pozorny ale jednak)

I co tam jeszcze...proponuje abyście pociagnęli watek...tak własnie wpadłam na to...by sobie humor poprawic to powinnismy pisac sobie same pozytywne rzeczy, które nas spotykaja...i osobiście i w kategorii ogólnej To napewno was wybudzi i pobudzi do działania



Temat: Zatem ktoś musi być pierwszy
Witam szanowne grono Czytam i przegladam forum od jakiegos czasu ale juz najwyzszy czas sie przywitac Mam nadzieje goscic czesciej poniewaz od 1 Listopada zaczynam prace w Birmingham Pozdrowionka jeszcze z Polski ale juz odliczam z niecierpliwoscia dni



Temat: operator cnc
siema sciema sluchajta ,czy orientujecie sie czy jest duze zapotrzebowanie w fabrykach na operatorow cnc ,moze ktos pracuje w tym zawodzie i udzieli sie na forum ,naskrobie pare slowek jak mu sie udalo znalezc te prace i czy jest zadowolony? pozdro dla wszystkich rodakow w birmingham



Temat: Jak sprawdzic uzywana 320d E-46 zeby sie nie naciac?
Chcialem dodac cos od siebie na powyzszy temat, ktory zostal zamkniety z powodu chlewu zrobionego przez uzytkownikow forum. Niestety, mniej inteligentnym ludziom (czyt. Polakom w PL) UK bedzie zawsze kojarzylo sie ze zmywakiem i to bardzo przykre. Denerwuje ich to ze pracujac ciezko na zachodzie a zwlaszcza na wyspie mozna sobie pozwolic na fure, na ktora ludzie w Polsce odkladaja latami. Taka jest smutna prawda. Niektorzy sa na tyle zawzieci, ze jak widza uzytkownika tego forum, mieszkajacego na wyspie, kombinuja jak mu tu ladnie napisac zeby mu dogrysc.
Panowie troche szacunku do drugiej osoby.

Dlugas78: odwiedz forum www.BMWland.co.uk. Jest tam masa postow dotyczaca 320d, brzmiacych raczej pesymistycznie. Poczytaj ale niech to nie zniecheci cie do zakupu auta. Turbo, glowica, wtryski to bolaczka diesla w BMW.

http://www.bmwland.co.uk/talker/viewtopic.php?t=53451&highlight=320d

Temat rzeka.....

Pomimo negatywnych opini (angole swietnie ja okreslili jako " najmniej bomb proof") kupilem 320d, 128 tys mil przebiegu, full service history, hpi checked. Dalem za nia uwaga: 6500 funtow. Pojechalem po nia z London az pod Birmingham. W London zalpacilbym 1000 wiecej. Taka sama z 70 tys na liczniku kosztowalaby mnie ok 8-9 tys funtow. Na wydatki typu turbo jestem przygotowany, reszta to dla mnie [BAD].
Ty tez tak masz myslec. Inaczej kup Honde

I najwazniejsze slowo do wszystkich wrogow zmywaka. W UK czy to jezdzisz tirem czy pracujesz przy garach, dostaniesz wiecej niz za ta sama prace w PL. Spoleczenstwo jest bardziej kulturalne, zycie ciut drozsze niz w PL, a na samochod nie musisz odkladac latami.
Zapamietac to sobie raz na zawsze!!

Jestem malarzem, pracuje dla siebie, bryke kupilem za 3 miesiace nie ciezkiej pracy. Wynajmuje dom za ktory placa Polacy mieszkajacy w pokojach na gorze. Mam do nich szacunek tak jak do innych Polakow nawet tych ktorzy pracuja na zmywaku albo sprzataja....




Temat: Spostrzezenia odnosnie LEEDS i samego forum w sumie kicha
Drogi Spoko....., mam tu w Polsce niezły zarobek i ugruntowana pozycje społeczną.W GB bywałem w przeszłosci na różnych kongresach zawodowych.Mam sporo kontaktów z Angolami chociaż oczywiscie nie liczę na ich ani pomoc ani uprzejmość.Masz racje, licze na siebie i tak robiłem przez całe zycie.Dlatego do czegos doszedłem.Żadna to dla mnie nowośc ,że my Polacy napędzamy koniunkturę Angolom.Nie odkrywaszprzede mną żadnej Ameryki bo ja juz nie jestem młodziakiem i sporo świata obejrzałem.Tak się złozyło,że z przyczyn osobistych postanowiłem zmienic klimat.Dostałem propozycje pracy w swoim zawodzie za przyzwoite pieniądze(no, prawie przyzwoite ale frycowe kazdy musi płacić,, mam nadzieje,że po jakims czasie zarobie wiecej).Radziłem sobie w Stanach ,poradze i w GB.Wiem,ze ważne jest podejście do ludzi, rzetelne wykonywanie pracy itp.Sam kiedyśzatrudniałem tu ludzi w Polsce więc wiem czego pracodawca moze oczekiwać od pracownika.Mysle,ze jakos sobie poradzę.A co do szczęścia.......chętnie spotkam je na swojej drodze.Ty uważasz,ze szczeście to nieistotna rzecz.A ja powiem Ci,ze czasem można trafic na tzw. farta w zyciu.Wtedy wszystko moze sie odmienić w ciagu sekundy.Mam kompa,mam net, sprawdziłem oczywiście wiele stron angielskich.Wiem co to jest londynek i wiele innych stron.Jestem również zarejestrowany na forum Polaków w Birmingham.To tak a propos bo ktos tu narzekał,ze inne miasta nie maja swoich serwisów.Tak wiec nie jestem napaleńcem, któremu sie wydaje,ze przyjedzie do Eldorado.Pomyliłes mnie z kims innym.Nie oceniaj ludzi po pozorach, to moja dobra rada dla Ciebie.Teraz co do wypowiedzi Sylwka.Spoko...napisał,że generalnie nie podoba mu sie ani Leeds ani polskie forum.Sylwek dodał,ze w 100 % zgadza sie ze Spoko...ale zaraz potem napisał,ze Leeds jest świetnym miejscem.No to jak to jest,Sylwek?Widze tu sprzecznosc.Pozdrowienia.C.



Temat: neurolog
Ja tez mam problem natury neurologicznej. Nie wiem czy wczesnej mnie nerwy wykoncza czy ten problem. Hindus z przychodni za rogiem nawet paracetamolu mi nie zapisal...Opowiedzialam o problemie bardzo dokladnie, podalam lacinska nazwe schorzenia (mialam ta sama przypadlosc kilkanscie lat temu), a hindus pyta jaka odmiana- wiec mu grzecznie odpowiadam ze nie wiem, bo to bylo dawno temu i ze chcialabym sie widziec z neurologiem. Hindus zignorowal to kompletnie i kazal mi poczekac na recepte (dotyczaca czegos zupelnie innego) w poczekalni i w tym czasie sie ulotnil. Spieszylo mu sie bo konczyl prace... Dodam jeszcze ze jednym z objawow jest niedowlad obu dloni i towarzyszacy temu bardzo silny bol, ktory uniemozilwia mi normalna egzystencje (w tym prace), o czym lekarzowi jednoznacznie powiedzialam.

Strasznie sie martwie. Rozmawialam z polska fizjoterapeutka i ona potwierdzila to ze pilnie potrzebuje naurologa. Nie moge sobie pozwolic na podroz do Polski w tej chwili.

Jesli ktos z Was moglby:
- wyjasnic mi zasady kozystania z uslug lekarzy specjalistow ( w tym neurolga) w UK. Czy potrzebuje specjanego skierowania? Moze jest jakas mozliwosc obejscia tego?
- podac namiary na nerologow.
Kiki1976- moze mozesz swoje informacje umiescic na forum, albo przeslac mi na priv?
Bylabym baaardzo wdzieczna.

Pisalam tez do autorki watku Mar3cia3 z prosba o podzielenie sie swoimi doswiadczeniami w poszukiwaniach neurologa, niestety moj mail sprzed przeszlo 2 tygodni pozostaje nadal bez odpowiedzi.

Troche szkoda, ze forum, a szczegolnie jego medyczna czesc zaczyna byc przepelniona pytaniami bez odpowiedzi. Zalozeniem usnetu i forow podobnych do tego jest WYMIANA INFORMACJI I DOSWIADCZEN pomiedzy uzytkownikami, a nie tylko jednostronne zadawanie pytan.

Pozdrawiam, wierzac w to, ze w tak duzej populacji polonii w Birmingham kozystajacej z naszego portalu Bham.pl znajdzie sie osoba, ktora posiada informacje mogace mi pomoc.



Temat: 19831114 w Polsce
No i stalo sie po poltora miesiaca poszukiwan od powrotu z Birmingham znalazlem w Polsce satysfakcjonujaca mnie i niezle platna prace.. szkoda tylko, ze musze sie przeniesc z roddzinej Lodzi do malutkiej Mławy do fabryki koncernu LG..
A moje przygody wygladaly nastepujaco:
wyslalem pona 100 cv do roznych firm ( z ogloszen z portalu pracuj, gazetapraca ), bylem na kilkunastu rozmowach na ktorych dowiadywalem sie wielu interesujacych rzeczy.. np..
- ze zamiast byc spedytorem mialbym sprzedawac bilety na prom
- w firmie Art Logistic dowiedzialem sie od Pani ze nieznajam jezyka angielskiego - bo niewiedzialem jak jest depaletyzacja po angielsku.. ( to jest bardzo ciekawe, bo w LG Mława w sumie z 2h gadalem z koreanczykiem, ktory mowi kulawo po Angielsku i zero po Polsku..i dogadalem sie z nim.. )
- ze niemam doswiadczenia dlatego mnie nieprzyjma
- Jedna firma nawet mi zaproponowala prace.. zebym im zbudowal caly dzial Zaopatrzenia, niemajac do dyspozycji nawet komputera czy faksu i bez szans na niego, gdyz firma jest mala i biedna..
- Podwykonawca Della sie rozmyslil
- rekrutacja do Indesitu na speca do Logistyki by trwała pewnie z 2 miesiące..
- Jedna firma spedycyjna by chciala abym dla nich z tydzien za darmo popracowal.. pozniej w razie odejscia w ciagu roku mialbym im zaplacic 2x pensji.. podobnie mbank..ktory w razie odejscia zazyczylby sobie za odejscie okolo 4000zl..za koszty szkolenia.. masakra

A LG..coz w malym miasteczku, ale ok do przezycia.. Wszystko co chcialem pozalatwialem w 1 dzien i okazalo sie ze i Excela znam i Angielski jest ok.. i ze nawet w miare dobrze firma mi zaplacic.. co prawda naczytalem sie juz na forach troche o stylach pracy u koreanczykow.. ale coz.. doswiadczenie trzeba gdzies zdobyc.. a gdzie jak nie jak w LG..
Jest kotś z Mławy ? bo sie zastanaiwam co mozna robic w 30 tysiecznym miasteczku.. w ktorym 3000 osob pracuje w LG



Temat: XII Spotkanie forumowiczów 19 Pazdziernik godzina 18:00
Witam wszystkich
Czas na kolejne spotkanie i kolejna okazja na poznanie nowych ludzi.

Tym razem odbędzie sie ono 19 Pazdziernika w Niedziele o godzinie 18 w Panama Bar. Spotykamy sie w Niedziele ponieważ jest wygodniej i taniej dla właścicieli klubów. Nikt nam klubu nie wynajmnie w Piatek albo Sobote... juz probowalismy wielokrotnie przekonac wlascicieli klubow, ale wowczas imprezy musialyby byc platne, a nasze sa i beda beplatne.

Specjalnie dla tych ktorzy musza isc do pracy w poniedzialek, zaczynamy sie bawic w Niedziele juz o 18. Pamietajcie zycie jest za krotkie zeby martwic sie o jeden nie do konca swiadomy poniedzialek w pracy Te imprezki to wspaniala okazja do zabawy i poznania nowych ludzi.

Zaczynamy sie bawic o 18 i konczymy o 1 (moze o 2 jezeli bedzie hucznie i glosno). Dlatego czasu na sen tez troche zostanie.

Na poprzednim spotkaniu było ponad 100 osób i wszyscy świetnie sie bawili. Tym razem poprosilam pana managera o polski alkohol, tansze drinkin i DJ'a. Mowil tez ze jak sie bedziemy ladnie bawic to zostawi lokal dluzej otwarty.

Zapraszamy wszytkich chetnych. Tych co lubia poskakac na parkiecie, tych co wola posiedziec przy stolikach i tych co wola postac na zewnatrz na papieorsie. Zapraszamy nowych uczestnikow forum i stalych bywalcow. Przyprowadzcie ze soba kogo chcecie (powyzej 18 roku zycia) bo im nas wiecej tym lepiej. Impreza jest calkowicie bezplatna a drinki sa tansze niz w normalny dzien wiec za duzo gotowki tez nie trzeba brac.

Ja dzięki takim spotkaniom poznałam ludzi którzy bardzo umilają mi życie w Birmingham, a niektórzy zostali nawet przyjaciółmi na cale życie. Tym razem tez mam zamiar powiększyć moja listę znajomych. Proponuje przyjsc wczesniej (okolo 18) bo wowczas na pewno ktos do was podejdzie zeby sie przywitac. Pozniej juz jest za duzo ludzi zeby organizatorzy bez trudu zauwazali kto nowy dolaczyl do zabawy.
Do zobaczenia

Panama Bar
Canalside Place
52 Gas Street
B1 2JT

19 Pazdziernik, godzina 18

http://www.mybrum.co.uk/b...-panama-bar.htm

pod powyzszym linkiem jest mapa i review:)

Jak trafić???
Z Broad Street musicie skrecic w Gas Street (ulica zaraz obok klubu Rococo Lounge i Risa) Należy iść ta uliczka jakieś 20 metrow i zejść na kanały zejsciem, ktore znajduje sie po lewej stronie ulicy. Następnie skręcić w prawo i kierowac sie wzdłuż kanałów w stronę Mailbox. The Panama bar jest pare metrów od zejścia nad samym kanałem i ma ustawione palmy przed wejściem.



Temat: dobrze miec rodzine
O chyba trafilam na to czego szukalam na tym forum Czesc wam wszystkim,postaram sie krótko strescic:Ni imie mi Anka jestem w birmingham z cala rodzina,czyli z mezem i 2-giem dzieci od 2 lat.Muj maz jest tu od 4 lat,postanowil nas sciagnac,gdyz dluga rozlaka zle wplywala na rozwuj naszych dzieciaków.Tesknota ich zmusila nas do wyjazdu.Na poczatku wszystko bylo swietnie,po zapisaniu ich do szkoly,wszelkich formalnosci z wynajmem domu poszly gladko.Mieszkamy sami i dajemy rade.Jednak po kilku miesiacach zauwarzylam zmiany w moim mezu t.z.stal sie bardzo nerwowy,nadpobudliwy czesciej siega po alkochol.W nocy dostaje dziwne omamy,krzyczy budzac dzieciaków,budzi i mnie z byle jakich powodów robiac awantóre np. o zle polozona poduszke.Wstaje wczesnie do pracy o 4.30 wraca o 18.Dzieci uradowane powrotem taty,opowiadaja mu o spedzonym dniu w szkole,nie powiem zeby nie troszczyl sie o nie,dba jak moze najlepiej,choc bardzo krótko spedza czas z nimi.Musze dodac tu ,ze spodziewamy sie 3 dziecka ale po kolei.Gdy byl okres szkolny,odprowadzanie i przyprowadzanie dzieci ze szkoly zajmowalo mi kolo 2 godzin(nie mam blisko szkoly)Majac cisze i spokuj w domu zajmowalalam sie pozadkami ogólnie domem oraz zakupami tymi lzejszymi,wszysttkie sprawy uzedowe itd.Posiadamy auto wiec na wieksze zakupy jezdzimy raz w tygodniu,ostatnio to jest tez problem kaze mi dzwigac cieszke siaty choc jestem w ciazy!Stal sie wólgarny,przeraza mnie jego slownictwo.Wszystko mu przeszkadza brudna szklanka,klocki na podlodze itd.Muj odpoczynek w dzien przewaznie staram sie choc chwilke odpoczac w weekendy doprowadzaja go do szalu,krzyczac,"jestes leniuchem!".Zaczelam bac sie osoby bliskiej memu sercu,boje sie ze stan muj nerwowy zle wplynie na rozwój maluszka,czuje jak zamykam sie w sobie i wyladowuje napiecie placzac w poduszke,zastanawiajac sie co sie dzieje?Internet mamy od roku tak staramy sie utrzymac kontakt z rodzina w polsce,oraz pomóc dzieciom w nauce.Ja bywalam zadko na necie,nie pozwala mi na to muj maz twierdzac,ze nie zawiera sie tak znajomosci i jak chce pogadac to mam pujsc do sasiadki!Jednaj juz nie wytrzymuje,znalazlam to forum i tu prosze o pomoc,jstem strzepkiem nerwów,boje sie juz trzasniecia drzwi gdy wraca z pracy,co sie dzieje?jak mozna zrozumiec taka zmiane?przez 12 lat malzenstwa nie zdarzylo sie nigdy by tak zachowal.Niewiem juz co robic i gdzie sie udac by ktros mi mógl wytlumaczyc i zrozumiec zachowanie takie bo ja juz nie mam sily tak zyc



Temat: jak dbać o stawy
hara-kiri: dzięki za ćwiczenia. Z oczywistych przyczyn, i dla własnego dobra pominę na razie punkt 2.

Podstawową ochroną jest rozsądek. Prawdopodobnie techniki gry na wiolonczeli mogą również być destrukcyjne dla stawów, ale przy zachowaniu własnego rozsądku możesz ograniczyć kontuzje. W aikido musisz liczyć na rozsądek partnera, a niestety nie zawsze ten warunek jest spełniony.
Fakt, zła technika może spowodować przykre schorzenie prawego nadgarstka, można sie też przećwiczyć. Jesli technika jest prawidłowa, nic takiego nie zachodzi. Myslałem głównie o tym co trafnie nazwałeś "rozsądkiem partnera" i właśnie z uwagi na ten czynnik niezależny ode mnie - chce się jakoś przygotować.

Musisz też wziąć pod uwagę, że ucząc się aikido zmienisz wiele schematów ruchowych, nad którymi ty i twoi nauczyciele wiolonczeli pracowali przez lata. Możesz mnóstwo stracić, a zyskać niewiele.

Już nie jestem wiolonczelistą (ale mam w domu instrument i nie chce zeby tylko wisial na haku), a poza tym jakoś nie wierzę że wykształcony aparat może zostać tak łatwo zniweczony przez zupełnie inny rodzaj aktywności. Choć przyklad Menuhina daje do myślenia.

Warto jednak pamiętać, że większość galaretek jest współcześnie robiona na bazie polisacharydów, pektyn, agaru, gumy arabskiej itp, czyli węglowodanów, a białka w nich niewiele.

Nie wiedziałem. Cenne info.

skoro masz czas na siedzenie na forum, to moze warto sie ruszyc i zaczac trenowac juz w birmingham? akurat jest tam co najmniej jedno dobre dojo...
Czas mam chwilowo, bo zaatakowało mnie krótkotrwałe bezrobocie. Generalnie pracuję tu fizycznie. Dojeżdżam do pracy rowerem (40min). Wieczorami jestem flakiem. Dojo są dość daleko ode mnie, poza tym biorą 50 GBP za miesiąc. Za dwa miesiące, do czasu mojego powrotu na ojczyzny łono, zapłaciłbym ok 600 PLN (pomijam ok 300 pln na ewentualne autobusy). Za te same pieniądze w polsce mógłbym trenowąc pół roku, albo i więcej. Moje fundusze nie są nieograniczone (trzeba za coś pić!).



Temat: Euro 2012 :)
graczu - mówisz że Polacy są leniwi? To chyba nie widziałeś Angoli na podobnych stanowiskach Kucynka - przypomina Ci się coś (raczej ktoś?)

Dla mnie to lipa jak cholera. Bo nie lubię piłki nożnej to raz, a dwa jedyna autostrada w Polsce to od Olszyny do Krakowa. Ma jakąś ciągłość przynajmniej.

Co do kasy - już polskie firmy i rząd przesrali i tak za dużo pieniędzy UE więc się dziwię co do decyzji o organizacji.

Ukraina to kolejny problem - dla mnie to większe zadupie niż Polska, ale jak przyjdzie co do organizowania finału to zrobi się z tego spór polityczny!!! Bedzie burdel jak cholera!

Jak dla mnie Polska na tym straci w oczach Europejczyków. Byliśmy teraz na urlopie w Polsce z sąsiadką, rodowitą Angielką i jej spostrzeżenia były takie:
- sklepy takie jak w Polsce to oni mieli 20 lat temu
- ceny sa porównywalne do angielskich
- a przejazd autostradą z Katowic do Krakowa to skończone zdzierstwo! 2 funty (13 zł) za niecałe 100 km? Obwodnica wokół Birmingham odciążająca autostradę (!) bezpłatną o podobnej długości jak polska A4 Kraków - Katowice kosztuje 1 funta tylko na wjeździe!! Ja funta zarabiam w jakieś 20 minut - przeciętny Polak w godzinę!! I jeszcze na wyjeździe musi płacić??!!

Tragedia - kraj paradoksów! I EURO 2012? Zatłoczone kopcące autobusy, rozklekotane hałaśliwe tramwaje i kibice którzy są sławni negatywnie w Europie.

O stadionach nic nie powiem bo się nie znam ale potencjalny kandydat, stadion Śląski w Chorzowie jest niefortunnie usytuowany - korki nieuniknione gdyż jest to jedna z głównych arterii komunikacyjnych aglomeracji Śląskiej - będzie mnóstwo objazdów, wypadków (ludzie jeżdżacy do pracy i na uczelnie, tysiące!!) koleiny... nie widze tego w ciepłych kolorach.

Aha - złodzieje zwykli i samochodowi... Przerąbane!

Ceny wzrosną wszędzie z myślą aby zarobić na EURO ale będzie to musiał znieść przeciętny Polak!




Temat: Życiorys Mistrza Tolkiena
John Ronald Reuel Tokien urodził się w 1892r. Jego rodzice, Mabel Suffield i Arthur Tolkien zamieszkiwali w Afryce Południowej, lecz byli Anglikami. Po dwóch latach urodził się brat Johna - Hilary. W rok później Mabel wraz z dziećmi przeniosła się do Anglii i zamieszkała u krewnych w Birmingham. W 1986 roku Arthur Tolkien umarł w Afryce, a bracia Tolkienowie wraz z matką przenieśli się na przedmieście Birmingham do Sarehole.
Już gdy John miał 4 lata matka zaczęła go uczyć łaciny, francuskiego, niemieckiego, rysunku, malowania i pisania.

W 1900 roku Mabel i dzieci przeszli na katolicyzm. Ronald wrócił do Birmingham i wstąpił do szkoły im. Króla Edwarad VI. Następnie przenieśli się do domu na King's Heath Station, później na przedmieścia do Edgbaston, gdzie John zapisał się do szkoły średniej im. Św. Filipa. Po roku wrócił do Króla Edwarda, gdzie otrzymał stypendium i uczył się staroangielskiego i greki.
W 1904 roku zmarła Mabel Tolkien, a prawnym opiekunem braci Tolkienów został miejscowy proboszcz, ojciec Francis Morgan. Później John wraz z bratem zamieszkali u ciotki, Beatrice. Od 1906 roku Tolkien przez pięć lat samodzielnie studiował staroangielski, staronordycki i gocki. Zaczął również wymyślać języki z własną gramatyką i histrorią, pisywał wiersze w fikcyjnych językach.

W 1911 roku stworzył w szkole średniej Klub Herbaciany i Stowarzyszenie Barrowiańskie (Barrovian Society) . W tym samym roku zaczął studiować filologię porównawczą pod opieką Josepha Wrighta , wstąpił do kawalerii. Przedstawił pracę o Kalewali (fiński epos mitologiczny). W dwa lata później wybrał drugi fakultet i przeniósł się na filologię angielską, formalnie studiując staronordycki. Egzaminy zdał z największą liczbą punktów i wstąpił do armii, nadal pisał wiersze w językach fikcyjnych i angielskim, m. in. "Goblin Feet" - pierwszy opublikowany utwór.

22 marca 1916 roku poślubił Edith Bratt, a 4 czerwca wyjechał di Francji i walczył w bitwie pod Sommą. Zapadł na "gorączkę okopową" i wrócił do domu 8 listopada. Podczas rekonwalescencji zaczął pisać "Księgę Zagubionych Opowieści", która była pierwszym szkicem "Silmarillionu".

Urodził się pierwszy syn Tolkiena, John. W 1920 roku urodził się drugi syn, Michael. Tolkien zaczął pisać "Listy Św. Mikołaja", został też mianowany wykładowcą angielskiego na uniwersytecie w Leeds. Dwa lata później opublikował "Słownik Średnioangielski" i wraz z E.V. Gordonem zaczął pracę nad nowym wydaniem "Sir Gwaina i Zielonego Rycerza".

W 1924 roku urodził się trzeci syn, Christopher, a Tolkien został mianowany profesorem filologii angielskiej w Leeds. Po roku "Sir Gwain i Zielony Rycerz" został opublikowany. Tolkien przeniósł się z Leeds do Oxfordu, gdzie wybrany został profesorem staroangielskiego. W 1928 roku zaczął pisać "Hobbita". Czwarte dziecko, córka Priscilla, urodziła się w 1929 roku. Rok później skończył brudnopis "Silmarillionu". 1932 pokazał rękopis "Hobbita" C.S. Lewisowi. Po dwóch latach otrzymał dwuletnie stypendium badawcze w Leverhulme Fellowship. Tolkien wygłosił wykład "Beowulf: Potwory i krytycy" przed Akademią Brytyjską. W 1936 wydawcy Allen & Unwin przeczytali rękopis "Hobbita" i zasugerowali jego dokończenie. Po poprawkach zostaje oddany do druku. Krytykom "Hobbit" się spodobał. Unwin poprosił od dokończenie, Tolkien przedłożył "Listy Świętego Mikołaja" i "Silmarillion", lecz one nie zyskały akceptacji. Pod koniec 1937 roku zaczął pisać "Nowego Hobbita", nazwanego potem "Władcą Pierścieni". "Hobbit" został wydany w Stanach w 1938 roku i cieszył się wielką popularnością. Zdobył nagrodę "New York Herald Tribune" dla najlepszej książki dla dzieci. Tolkien został wybrany na profesora języka i literatury angielskiej i stwierdził, że przedkłada pracę nad "Władcą Pierścieni" nad wszystko inne. W 1948 roku zakończył pisanie rękopisu. Po trzech latach opublikowana została poprawiona wersja "Hobbita", a jeszcze rok później publikacja pierwszych dwóch tomów "Władcy Pierścieni". W 1955 roku wydanie "Powrotu Króla". Cztery lata później Tolkien odszedł na emeryture ze stanowiska profesora. Wydał "Przygody Toma Bombadila" i własne wydanie średnioangielskiego "Ancrene Wisse". Autoryzowana edycja "Władcy Pierścieni" wydana przez Ballantine w 1965 roku okazała się bestsellerem. Tego samego roku założono Amerykańskie Stowarzyszenie Tolkienowskie. Publikacja trzeciego, poprawionego wydania "Hobbita" i wydanie wcześniejszych opowiadań i esejów "The Tolkien Reader" w Stanach nastąpiły w 1966 roku.

29 listopada 1971 roku umarła Edith Tolkien w wieku 82 lat. Rok potem Tolkien wrócił do Oxfordu i otrzymał doktorat honoris causa uniwersytetu oxfordzkiego oraz Krzyż Komandorski Imperium Brytyjskiego. W czasie wizyty u przyjaciół w Bournemouth zapadł na zdrowiu i umarł po kilku dniach, 2 września 1972 roku w wieku 81 lat. Dokończenia "Silmarillionu" podjął się jego syn Christopher. Publikacja "Silmarillionu" nastąpiła cztery lata po śmierci autora w 1977 roku.

Troszkę tego duzo, ale prawdziwy fan powinien to miec w jednym paluszku

Pozdro !!




Temat: Publicystyka : Scena Mtg w Polsce - Mateusz Kopeć

My tutaj w Czikago gramy jeden event dziennie i każdy sobie pomaga, a wy tam w Polska macie jeden na miesionc i same cheaty robicie.

A na waszym pre są decklist i cały czas deckcheck, nie tak jak tutaj in our shop with magic, bo nie jesteście pro

pozdrawiam z America


Ciesze sie ze przynajmniej Ober ma poczucie humoru - bo reszta straszna POWAGA

prosi: Ruel, Nakamura, Craig Jones, Randle - ok jezeli dla was oni to pionki to looz Z kazdym mialem okazje przynajmniej raz pogadac, zagrac kilka razy i w odroznieniu od nas polakow - zaden z nich Cie nie zbedzie polslowkiem - nie pusci debilnego zartu, nie oleje Cie jak o cos pytasz

Jezeli chodzi o oszukiwanie - moze uzylem za mocnych slow - ale o tym nawet na tym forum juz bylo wiec po sie rozpisywac - mamy przeciez w naturze od razu naskakiwanie na takiego kogos jak ja i zadanie dowodow

MTGO - doskonale wiem ze masa polakow gra i trzepie niezla kase

ceny kart - moze sie nieprecyzyjnie znowu wyrazilem (ale ze mnie mlotek) - najwiekszych cwaniakow w tym temacie poprosze o analize polskiego rynku w porownaniu do swiatowego odnosnie cen i dostepnosci kart - damy pod ocene niezaleznemu ekspertowi - jezeli wyjdzie ze nie mam racji oddam swoja marna kolekcje (m. in 1 z 5 specjalnych garrukow na swiecie

co do anglii - nie pisalem ze jest wspaniala i wielka a Polska to dziura... po prostu niektorzy z nas za dlugo przebywajac w Polsce i grajac z ziomalami zaczeli pewne rzeczy brac jako normalne w mtg - mimo ze one takimi nie sa Dotycza tylko naszego zascianka Nawet gracze z Rosji, Chin i Czech maja calkiem inna mentalnosc (z tych porpawnych) magicowa
Widzicie - przewaga anglii polega na tym ze tu idac na zasciankowy FNM (jak zapewne uwazacie) masz okazje zagrac 4-5 rund z kolesiami kilku narodowsci - to normalka I slucham nastepnych cwaniakow, ktorzy udowodnia ze takie cos jest o wiele gorsze niz pojscie na jakis por turniej w polsce (30 osob) z marnymi nagrodami - w ktorym grupka ziomow - stara sie wygrac za wszelka cene Tutaj nie ma czegos takiego jak "za wszelka cene" o czym przekonal sie pewien polski gracz na GP Birmingham (nie ja - bylo nas kilku

no i na koniec - dowody powyzej w postaci postow przeciwnikow tego co napisalem - Magic to gra towarzyska, w ktorej gramy z drugim czlowiekiem i ktoremu nalezy sie szacunek niezaleznie od tego co soba reprezentuje - ale oczywiscie jak wiekszosc polskich graczy pewnie nawet nie czytaliscie wszystkich regulaminow etc bo i po co

nie rzucajcie sie pomyslcie lepiej co zrobic zeby ozywic scene, przyciagac nowych graczy etc.
Dygresja odnosnie nowych graczy - nie wiem czy wiecie ale to nowi gracze sa ciagna ten biznes (jak nie rozumiecie to skonczcie studia biznesowe). Kazdy nowy gracz przynosi srednio dwa razy wiekszy dochod wizardom niz prosi - wiec bez nowych graczy ZADNA scena nie ma prawa sie rozwijac (ale w tym pewnie tez zostane zakrzyczany

konkluzje:

turnieje sa potrzebne - kazdego rodzaju - myslicie ze po co wizardzi wprowadzaja wynalazki typu casual event - ktore z punktu widzenia prosow nic nie daja
wiecej ludzi na turniejach = lepsze nagrody - wpisowe tutaj duzo nie zmienia bo istnieje u wziardow jeszcze cos takeigo jak support dla duzych turniejow . Mowicie promowki i FNM ssa niedch sobie killert gra w tych FNM. Looz tylko ze ja z takiego fnmowania zgarne 6-8 promo crypticow - ktore oczywiscie wg was nie beda nic warte ..

ech...

PS. wszystkie "was" etc kierowane sa do krytykow, ktorzy krytykuja na zasadzie nie bo nie nie mialem na celu urazenie nikogo a juz szczegolnie normalnych graczy
pozdrawiam

czy wymiany pojedyńczych kart po spisaniu decklist na prereleasach(miedzy dwoma innymi graczami) niemniej nie uwierzę w to że taka ''patologia'' występuje tylko w Polsce

pewnie bys sie zdziwil ale na 90% pewnie dotyczy to tylko Polski (myslicie ze skad stereotyp Polaka zlodzieja w Niemczech - bynajmniej nie z walow w magicu).
tutaj przychodze na turniej - ide w przerwie po chinszczyzne - zostawiam caly majdan gdzies na stole i wiem ze nic sie nie stanie obojetnie ile osob nowych czy starych przebywa w sklepie - ale to ciezkie dla zrozumienia dla niektorych - albo np tasowanie decku.
Slucham kto z Was robi zwykle przelozenie decku przeciwnika - bo nawet nie dopuszcza do siebie mysli ze opp moglby NIE przetasowac deku? (patrz zasady)

Skleiłem. Nie pisz postów jeden pod drugim. Do dopisków służy opcja zmiany. - Chmura



Temat: Analiza sceny bydgoskiej
Drodzy Państwo i Pani(kierowane do cyndaquil)

Scena dogorywa, scena kona, scena zjada swój własny ogon. Patrząc pobieżnie na wszystkie osoby, które przewinęły się na różnych pre, to czasem nie dziwię się, że tak jest. Przyczyn jest wiele, wymieniam wszystkie, które przyszły mi na myśl po rozmowie z Piotrem.

Primo - Stara Gwardia bezlitośnie zgarnia topy a wszyscy inni na tym tracą, wychodząc z niczym

Są wśród nas gracze o dłuższym stażu, są tacy, co po prostu potrafią draftować i mają ten format ograny. Reszta jest tylko tłem - ważne jest, żeby pierwszą i trzecią paczkę podawał ktoś, kto draftuje słabo. Wtedy jest gwarancja złożenia niezłej machiny. Zgarniamy najlepsze erki, wychodzimy i jest pozamiatane. Albo przyjeżdża Toruń, zgarnia najlepsze erki i jest pozamiatane, bo my bierzemy te ledwie grywalne a dla młodych nie zostaje nic.

Rozwiązanie:

Proponuję kończyć z redraftem. Inaczej młody gracz nie przyjdzie. Bo wie, że jak przyjdzie, to i tak najlepsze rzeczy, jak otworzy zgarnie Stara Gwardia a on wyda 36PLN za przywilej trzech gier w plecy i kiepskiej erki. Wiem, że to może być nieopłacalne dla niektórych wydać 35PLN i wyjść z jedną lub dwiema paczkami i patrzeć, jak ktoś syci foliowanego Sarkhana Vola. Ale ja mam pracę, wielu pracuje, inni dorabiają i chyba przychodzę na drafty pograć, sprawić, że mój ranking nie będzie mnie dołował i poćwiczyć limited. Brak redraftu to szansa dla kilku graczy, którzy zrozumieją, że kupienie 3 paczek w dwa tygodnie to kiepski biznes a zagranie drafta to szansa, by się czegoś nauczyć o tej grze i otworzenie 3 paczek, z której wybiera się co tylko chce.

Gracze, którzy wtopili przynajmniej dwa, trzy drafty nie zdobywając ani punktu, patrząc jak Garruki, Blossomy zawsze trafiają do tych samych osób. Przychodźcie i grajcie, otworzycie bombę, jest wasza. Przegracie trzy gry raz, drugi i trzeci a za czwartym pociśniecie - pod warunkiem, że będzie wam się chciało i poświęcicie troszeczkę czasu analizie kart, artykułom na forach(polski/angielski - język nie gra roli)

Secundo - Stara Gwardia ma talie za tysiące złotych i nikt nie ma z nimi szans

Tutaj nie ma żadnej linii obrony. Nie znam w Bydgoszczy nikogo, kto by wydawał na MtG więcej niż 100-150 PLN miesięcznie, poza pojedynczymi wypadkami, kiedy trzeba się szarpnąć i wydać te dwie stówki raz na jakieś dwa, trzy miesiące na retusz talii. My nie mamy talii za nie wiadomo ile. My mamy talie ograne i wiemy, czego chcemy. Nikt z nas nie jest milionerem, autor posta jest nauczycielem(a oni jak wieść niesie nie zarabiają zbyt dużo). Jak młody gracz widzi, jak X wciska do talii 3 Chameleon Collossusy, to mu czasem się smutno robi(bo wciska karty wartości 90PLN) a jego manabase warty jest ileś tam PLN, młody gracz wtedy sądzi, że co on tam ma się pchać z crap-deckiem.

Rozwiązanie:

Figa z makiem, Kolosy kosztowały mnie 70PLN, wciskam je wszędzie gdzie się da i siedzą u mnie od dobrych kilku miesięcy - w przeliczeniu 10 PLN-15PLN na miesiąc za nie wydałem. Sprzedam je po jakieś 20-25(może nawet się zwrócą). Kasę na nie zdobyłem sprzedając Breeding Poole. Sztuka wydawania pieniędzy w MtG to sztuka gospodarowania. Na niektórych kartach zarabiałem, za inne przepłacałem, ale nigdy nie szarżowałem zanadto. Mam komplet Demigodów, kiszą się w klaserze - 40 PLN mnie kosztowały(mój z pre zaginął). Sztuka składania decku, to zakup tzw. trzonu talii - nikt, kto kupił Blossomy poniżej 50PLN nie stracił na nich. W każdej chwili znajdzie nabywcę za 40-35PLN z pocałowaniem ręki - więc de facto Blossomy kosztować go będą dycha za sztukę. A to już majątek nie jest - więcej zostaje w McDonaldzie niż u Piotra na FNM-ach.
Innymi słowy, inwestować gotówkę rozsądnie i z umiarem i przede wszystkim - myśląc o przyszłości. Chcecie wygrywać? To składajcie talie, które mają wygrywać, a nie które są fajne. Zdążyłem znienawidzić Dorana(który nota bene nigdy nie był pełen i zawsze jakieś cuda do niego upychałem) - nawet w tym cholernym Birmingham, kiedy nie dotarły Garruki i Reflecting Poole. www.deckcheck.net + www.allegro.pl + nasze klasery = tanie talie. Na pierwszym znajdziecie spis, w drugim kupicie to, co się da, w trzecim coś się znajdzie, co pożyczycie. A przez dwa miesiące zasilicie talie, jeśli będą się sprawdzały. No i testować, grać, pytać i rozmawiać.

Tertio - Stara Gwardia zachowuje się jak stado zawodowców, którzy żyją Magic'iem i nikt z nimi nie ma szans

Bez komentarza.

Rozwiązanie
Figa. Toruń nas leje, wszyscy tkwimy w robocie, ja przyjeżdżam po 8 godzinach w szkole, pracuję i studiuję łącznie 7 dni w tygodniu. Wszyscy z nas mają pracę. To wy, młodzi Gracze, macie czas, który umiejętnie możecie spożytkować i po pół roku grania możecie nas jechać i wyśmiewać. Patrzcie na Karola Kuziela, tego drobnego i niepozornego kolegę, który systematycznie przeszedł drogę od turniejowego statysty do Niszczyciela. Kasia Siudzińska i Twardy - Kasi idzie coraz lepiej, robi coraz mniej błędów i te gobliny są coraz bardziej sprawne. Gdyby Kasia zainwestowała taką samą ilość gotówki i czasu w talię o większym potencjale turniejowym(choćby Demigody zamiast Siege Gangów, Javeliny, Ram-Gangi, itd.), to Kasia posiadałaby 90% decku, który był jednym z największych objawień ostatnich dwóch miesięcy, który niszczył owe osławione wróżki z Blossomami za 55PLN od sztuki, Commandami za tyle samo, itd. i Kasia by nas bezlitośnie niszczyła(i tak nie jest już tak komfortowym przeciwnikiem jak kiedyś). My nie gryziemy, nie żyjemy MtG, ani nie jesteśmy świrami(nawet Kargul). Po prostu mamy trochę większy staż i czasem testujemy.

Kilka słów względem podsumowania.
To, jak będą wyglądały turnieje i to, ile będzie osób zależy od nas wszystkich. Rozumiem, że fajnie pograć w cichym zakątku ze znajomymi. Ale fajnie jest chyba pograć w grupie kilkunastu osób, gdzie tak naprawdę wygrywa nie ten, który jest najlepszy, tylko ten, który nauczy się najwięcej na swoich błędach i nie będzie ich robić później(co autorowi postu nie wychodzi, ale jest w dobrej wierze).

Pzdr.
Pisać, odnieść się do tego jakiegoś, naszło mnie dzisiaj strasznie na rozpisywanie się.



Temat: W USA chcą zakazać słowa nigger
To ja cos ze swojego podworka, jeszcze wiekszy debilizm:


Do czego to doszło. Życząc komuś z angielska „Merry Christmas” możemy zostać posądzeni o brak szacunku dla ludzi innych wyznań. Dzisiaj trzeba ważyć każde słowo, szczególnie w sezonie bożonarodzeniowym, a właściwie w sezonie wakacji zimowych, bo tak najlepiej teraz nazywać zbliżające się święta. Dokąd doprowadzi nas obsesja politycznej poprawności związana ze Świętami Bożego narodzenia? Całkowitej sekularyzacji i „odkulturowienia”? Nie. Prędzej do obłędu i nonsensu.

Wojna o święta toczy się już od kilku lat. Wybuchła w Stanach Zjednoczonych i szybko doszła do Wielkiej Brytanii. Termin „war on Christmas” od kilku lat jest używany w języku angielskim podczas dyskusji na temat świąt. Osoby zaciekle broniące praw mniejszości religijnych, które najczęściej się z tych mniejszości nie wywodzą, naciskają na wprowadzenie nowej terminologii odnośnie życzeń świątecznych.

Okazuje się, że poprawniej jest mówić - zamiast „merry Christmas” - „happy Winter” lub „happy Holiday”, zamiast „christmas tree” - „holiday tree”, a na kartkach zaś lepiej wygląda napis „Season’s Greetings” niż „Christmas Greetings”. Chodzi o to, aby podczas rozmów na temat świąt czy składania życzeń nie wypowiadać słowa „Christmas”, które wyraźnie odnosi się do rytuałów chrześcijańskich.

W zeszłym roku w Lambeth, w jednym z biuletynów wydawanych przez radę miejską zasugerowano, aby „christmas light” nazywać „winter lights”, bo w ten sposób nie obrazi się uczuć religijnych mniejszości. Jakby tego było mało, w tym roku w niektórych rejonach Anglii po raz kolejny wprowadzono nowe, dość kontrowersyjne dla tradycjonalistów zwyczaje celebrowania świąt.

Radni z miejscowości Luton, z Davidem Franksem na czele, zakazali mieszkańcom celebrowania świąt w tradycyjny sposób. Siłą udało im się zamiast dekoracji świątecznych wprowadzić do Luton symbolikę z Harry’ego Pottera, a wszelkie imprezy świąteczne nakazali nazywać Luminos zamiast Christmas Events. Podobnie w Birmingham, gdzie na Christmas lepiej mówić „Winterval”.

Kolejnym przykładem może być w jednym ze szkockich szpitali Royal Edinburgh Hospital for Sick Children zakaz obdarowywania chorych dzieci płytami kompaktowymi ze świątecznymi nagraniami. Dlaczego? Bo w tekście piosenek słowo „Jezus” powtarza się trzykrotnie.

Zgodnie z ankietą przeprowadzoną w zeszłym tygodniu 75 proc. brytyjskich pracodawców zakazało świątecznych dekoracji w miejscu pracy z obawy przed urażeniem uczuć tych, którzy świąt chrześcijańskich nie obchodzą. Podjęli tę decyzję, pomimo że mniejszości religijne w Anglii nie powinny się czuć osaczone. Żadne prawo nie zabrania im cieszyć się i celebrować Diwali, Eid czy Chanukah.
Głośna jest również sprawa Vica Moszczyńskiego, który zamieszkały w Wokingham, od kilku lat dekoruje swój dom na święta. W zeszłym roku jego dekoracje składały się m.in z 20 tysięcy lampek, w ogrodzie zamieszkał oświetlany wielki bałwan, a z głośników płynęły kolędy. Wyglądało to bogato, kiczowato, ale też spektakularnie. Dom Moszczyńskiego fotografowały i opisywały dzienniki.

Jednak w tym roku ten majętny człowiek otrzymał zakaz, mówiący o tym, że nie wolno mu więcej dekorować domu podczas świąt. I nie dlatego, że bogate dekoracje wzbudzały zainteresowanie przechodniów i przyciągały tłumy gapiów, którzy przeszkadzali sąsiadom i wstrzymywali ruch, lecz dlatego, że owe dekoracje nie wszystkim mogły pasować ze względu za zabarwienie religijne.
Co jeszcze wymyślą i jak daleko posuną się „ biali, skrajnie liberalni urzędnicy, którzy mają dziwne poczucie winy i zbyt dużo wolnego czasu” – jak mawia o politycznie poprawnych poseł Philip Davies, który głośno na forum krytykuje nadgorliwych działaczy.

The Campain Against Political Correctness (Kampania przeciwko Politycznej Poprawności), której siedziba mieści się w Londynie na Kennington sygnalizuje, że atmosfera w Anglii dochodzi do temperatury wrzenia, że obsesja na punkcie politycznej poprawności – szczególnie w kwestii mniejszości narodowych – jest wielce przesadzona.

Na stronie internetowej kampanii wypowiada się Cliff Richard, który znany ze swojego niewyparzonego języka modę na polityczną poprawność ostro krytykuje słowami: cała ta polityczna poprawność wkurza mnie do żywego!
I ma trochę racji w tym, co mówi. Na szczęście owa „wojna o Christmas” toczy się tylko na poziomie werbalnym. Bo pomimo wydumanych zakazów ludzie nieszczególnie im ulegają. Zdrowy rozsądek tym razem wziął górę.
Mieszkańcy Luton obchodzą Christmas, a nie „Luminos”, podobnie w Birmingham święta są nazywane świętami, a nie „Winterval”. W Szkockim szpitalu chore dzieci pomimo zakazu nadal dostają płyty kompaktowe z kolędami. Vic Moszczyński przymierza się do dekoracji swojego domu i mało tego, w tym roku został poproszony o to, aby uroczyście w centrum handlowym w Reading zapalić „Christmas Lights”, a nie jakby woleli zwolennicy politycznej poprawności - „Winter Lights”.

Pozorna wojna o święta przynajmniej w prasie nabrała rozpędu. Działacze i obrońcy mniejszości religijnych za wszelką cenę bronią ich praw. Tylko czy ktoś w całej tej wojnie zapytał tych, którzy świąt Bożego Narodzenia nie obchodzą, czy rzeczywiście słowa Merry Christmas i świąteczne dekoracje tak bardzo przeszkadzają i urażają uczucia religijne wyznawców innej wiary?
Rabin Daniel Lapin uważa, że powiedzenie „Merry Christmas” nikogo przecież nie obraża. Zaznacza, że tak naprawdę chodzi przecież o tradycję, symbole kulturowe, nie religijne. I dodaje: swoboda religijna jest dla każdego, nie tylko dla mniejszości.


http://www.prl24.net/cool...&cooltura_id=48
zamknij
Darmowy hosting zapewnia PRV.pl : konisie, wspolnota23, borholm, rak-bud, azha
Dziel sie multimediami na Patrz.pl